Policjant i sąsiedzi uratowali staruszka z płonącego domu w...

    Policjant i sąsiedzi uratowali staruszka z płonącego domu w Polesiu

    Rafał Klepczarek

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Konrad Kowalczyk z córkami. Od lewej Gabrysia, Basia i Zosia

    Konrad Kowalczyk z córkami. Od lewej Gabrysia, Basia i Zosia ©Archiwum

    Mieszkaniec powiatu łowickiego w niedzielę (25 listopada) poważnie ucierpiał w pożarze, który wybuchł w Polesiu (gm. Łyszkowice). 87-latek z poparzeniami II i III stopnia trafił do szpitala w Łowiczu. Z płonącego pomieszczenia wydostał go policjant, będący z wizytą u mieszkających w pobliżu teściów.
    Konrad Kowalczyk z córkami. Od lewej Gabrysia, Basia i Zosia

    Konrad Kowalczyk z córkami. Od lewej Gabrysia, Basia i Zosia ©Archiwum

    Państwowa Straż Pożarna w Łowiczu o pożarze budynku mieszkalnego została powiadomiona o godz. 10.24. W zgłoszeniu pojawiła się informacja, że w płonącym obiekcie może znajdować się samotnie mieszkający mężczyzna.

    Jeszcze przed przyjazdem strażaków, 87-latek został wyprowadzony z mieszkania. Miał mocno poparzoną twarz oraz kończyny górne.

    - W sąsiednim domu u rodziny przebywał policjant, który dowiedziawszy się o zdarzeniu, natychmiast pośpieszył z pomocą poszkodowanemu - informuje Urszula Szymczak, rzecznik łowickiej policji.
    - Funkcjonariusz z Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach bez chwili wahania pobiegł na miejsce pożaru, wskoczył do środka przez okno i wyciągnął siedzącego na łóżku staruszka na parapet okna. Sąsiedzi bezpiecznie wyciągnęli mężczyznę na zewnątrz. Następnie policjant przy użyciu gaśnicy samochodowej, ugasił pożar pomieszczenia.

    Jak udało nam się ustalić, bohaterską podstawą wykazał się sierżant sztabowy Konrad Kowalczyk. O pożarze dowiedział się od sąsiadki, która przybiegła po pomoc. Razem z teściem próbował dostać się do płonącego domu przez przedsionek.

    - Tylko raz zaciągnąłem się dymem i zrobiłem mi się ciemno przed oczyma - opowiada o dramatycznych wydarzeniach policjant służący w Sułkowicach w województwie mazowieckim. - Na szczęście otwarte było małe okno do pokoju, w którym znajdował się pan Tadeusz. Dostałem się tam z kocem na twarzy, bo nie było czym oddychać. Stan poszkodowanego był tak zły, że w pierwszej chwili nie wiedziałem, jak go stamtąd wydostać, aby nie pogorszyć sytuacji. Na szczęście, udało mi się go przekazać sąsiadom i teściowi, bez których nic bym nie wskórał.

    Na pomoc wezwano Lotniczego Pogotowie Ratunkowe, aby przetransportować ciężko rannego do specjalistycznej kliniki w Siemianowicach Śląskich, ale śmigłowiec nie mógł lądować z powodu gęstej mgły. Do poparzonego wysłano więc zwykłą karetkę, która przewiozła go do szpitala w Łowiczu. Do czasu jej przyjazdu do Polesia, starszym mężczyzną zajmowali się strażacy.

    Ogień objął kuchnię i przedpokój. Spłonęły dwie pary drzwi oraz wykładzina, a okopceniu uległy ściany. Straty poczynione przez ogień oszacowano na ok. 20 tys. zł.

    Do powstania pożaru przyczynił się prawdopodobnie sam poszkodowany. Do kosza wyrzucił on żarzący się jeszcze popiół z kuchni węglowej i to właśnie było źródła ognia, który zniszczył część mieszkania 87-latka.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    oby tak wspanialych ludzi bylo wiecej !!!

    starsi ludzie sa nprawde skazani na nasza pomoc (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Podziekowac i pozdrowic obydwu Panow i zyczyc im zdrowia i wszystkiego najlepszego !!!

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo