Politechnika Łódzka od stycznia 2020 roku wysyła dwa drony do badania powietrza, którym oddychamy w Łodzi

Maciej Kałach
Maciej Kałach

Wideo

Od połowy stycznia 2020 r. nad głowami łodzian regularnie latają dwa drony mierzące poziom zanieczyszczeń w powietrzu. Dr Robert Cichowicz, który gromadzi dane dostarczane przez aparaturę bezzałogowych statków, wyjaśnia, że są one dokładniejsze niż te pochodzące ze stacji naziemnych. Jego badania zakończą się publikacjami w czasopismach naukowych, ale inżynier ma nadzieję na wykorzystanie ich także przez władze Łodzi.

Mieszkańcy bloków, którzy nagle zobaczą w powietrzu za oknami czarno-czerwone urządzenie o prawie dwumetrowej rozpiętości „ramion”, nie powinni wpadać w panikę. To tylko dr Robert Cichowicz z Wydziału Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska Politechniki Łódzkiej bada jakość powietrza w różnych częściach stolicy naszego regionu – z wykorzystaniem swojego najnowszego drona o wartości przekraczającej pół miliona zł.

Inżynier z PŁ tłumaczy, że wyniki gromadzone przez jego dwa drony są bardziej cenne niż pochodzące ze stacji naziemnych (które dostarczają danych np. do różnych aplikacji „antysmogowych” w naszych smartfonach). Pokazują one bowiem, czym oddychają łodzianie na różnych kondygnacjach budynków mieszkalnych – także z uwzględnieniem zmieniającej się z wysokością temperatury czy nawet różnej izolacji ścian łódzkich domów.

– Drony latają nad newralgicznymi punktami miasta, najbliższe plany obejmują m.in. ronda: Solidarności oraz Inwalidów – opowiada dr Robert Cichowicz.

Regularne starty dwóch dronów zaczęły się w styczniu 2020 r. – jednak początek „smogowych” badań dr Roberta Cichowicza to jeszcze rok 2018. Był on możliwy, bo uczelnia wsparła inżyniera kwotą 140 tys. zł na pierwszego drona, ważącego z aparaturą 12 kilogramów. To urządzenie latało m.in. w Bedoniu i w Andrzejowie. Okazało się, że chwilowa jakość powietrza w tych miejscach, gdzie dominują domy jednorodzinne, wcale nie jest lepsza niż w centrum Łodzi.

Najnowszy dron dr Roberta Cichowicz i jego aparatura (łącznie ważą 20 kilogramów) oraz związane z nim badania to koszt 550 tys. zł. Inżynier zdobył tę kwotę ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Łodzi.

Projekt naukowy dr Roberta Cichowicza będzie trwał do końca bieżącego roku. Wyniki badań inżynier opublikuje w specjalistycznych czasopismach, ale liczy na zainteresowanie nimi ze strony władz Łodzi. Magistrat zyskałby cenną wiedzę m.in. o tzw. korytarzach przewietrzania miasta, których nie należy zabudowywać, jeśli urzędnicy nie chcą dopuścić do pogarszania się smogowej sytuacji w stolicy regionu.

„Antysmogowe” aplikacje najczęściej alarmują nas o przekroczeniach norm pyłu PM 10 (mieszanina cząsteczek, których średnica nie przekracza 10 mikrogramów) lub groźniejszego PM 2,5 (aerozole atmosferyczne o średnicy nie większej niż 2.5 mikrometra – tak drobne, że mogą przedostać się do krwiobiegu). Tymczasem dr Robert Cichowicz mierzy również stężenia jeszcze groźniejszego PM 1.

W ostatnich latach mamy w Łodzi smog (mierzony jako średniodobowe przekroczenia norm PM 10) przez ok. 80 dni w roku. W stolicy regionu zawdzięczamy to przede wszystkim „kopciuchom”, czyli starym kotłom na węgiel i drewno w budynkach mieszkalnych. Tuż przed końcem 2019 r. organizacja Polski Alarm Smogowy wyliczyła, że w latach 2016-2018 z ok. 100 tys. łódzkich „kopciuchów” udało się wymienić tylko 2,5 tys.

I tych szacunków można się przestraszyć bardziej niż drona za oknem, bo np. Kraków wymienił już 15 tys. ze swoich 20 tys. „kopciuchów”.

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

brawo. Panie doktorze, w Panu nadzieja. Niech Pan publikuje wyniki z Lodzi. Nie liczmy na wladze, bo im nie zalezy aby oglaszac prawdę. Potrzebuja tego zwykli mieszkancy, często nieswiadomi.

W
WalTer
21 stycznia, 21:23, Gość:

Można mu z procy przywalić?

Poza tym nie muszę wiedzieć czyje to jest. Moge się obawiać, że złodzieje obserwują mój dom, zatem mogę interweniować samodzielnie.

21 stycznia, 23:08, Gość:

Nie możesz. Nie wiedziałeś? Nie szkodzi.

Przecież można mieć uzasadnione obawy, że to np. irański dron i jednak mu przywalić w obronie własnej i Ojczyzny!

G
Gość

No i co dadzą te pomiary? To, że powietrze jest złe już wiemy, tylko co z tym zrobić?

G
Gość

Można mu z procy przywalić?

Poza tym nie muszę wiedzieć czyje to jest. Moge się obawiać, że złodzieje obserwują mój dom, zatem mogę interweniować samodzielnie.

a
at.

Po co latać dronami nad rondami, czy przy blokowiskach? Skąd ma tam być smog? Samochody nie są w stanie wytworzyć takiej ilości smogu jak domy jednorodzinne. Zapraszamy z tymi dronami na Manię i inne osiedla domów jednorodzinnych, albo tam, gdzie są stare kamienice z ogrzewaniem piecowym. Tu mieszkańcy świetnie radzą sobie z segregacją śmieci (na palne i niepalne). W takich miejscach w złym tonie jest też zgłoszenie do Straży Miejskiej, że jest się systematycznie mordowanym przez sąsiada, który pali śmieciami. Trzeba wprowadzić zakaz palenia paliwami stałymi i to nie w pojedynczych miastach, ale na poziomie ustawy. Problem w tym, że zaraz górnicy przyjadą pod sejm, a ich wszyscy się boją i nie ma tu znaczenia fakt, że większość wykorzystywanego węgla pochodzi z importu m. in. z tej znienawidzonej Rosji.

Dodaj ogłoszenie