Politolog: Tusk jest balastem tego rządu

Marcin Darda
Kazimierz Kik
Kazimierz Kik Andrzej Wiktor
Z prof. Kazimierzem Kikiem, politologiem, rozmawia Marcin Darda

W piątek w Sejmie m.in. głosowanie w sprawie tzw. referendum edukacyjnego, tymczasem klub PO pogrążony w wojenkach, a przewaga głosów koalicji jest tylko umowna. Mogą przegrać?
Nie sądzę, mimo że klub PO rzeczywiście jest wewnątrz nieposkładany. Przed głosowaniem jednak wszystko będzie zszyte. To głosowanie dla PO będzie sprawą fundamentalną, bo media na nie rzuciły reflektory. Ale skoro PSL zostało w tym problemie prawie spacyfikowane, a w PO jest pospolite ruszenie, to ani Tusk, ani Schetyna nie będą zainteresowani próbą sił. To byłoby przedwczesne, bo oni teraz z różnych powodów muszą udawać jednolitość. Dla Schetyny to nie jest korzystny punkt, na którym mógłby pogłębić ten brak jedności, więc wszystko przejdzie gładko.

A gdzie w ogóle jest premier Tusk? Nie widać go zupełnie od końca wyborów regionalnych w PO.
Bo on nie ma powodów do publicznego pokazywania się, póki nie wypracuje nowej koncepcji uspokojenia sytuacji w PO, poza tym zewsząd czeka na niego dużo pytań. Zamknął się w gabinecie, bo to nie jest dla niego korzystny czas. Odniósł zwycięstwo na Dolnym Śląsku w PO, ale pyrrusowe. Nagle okazało się, że gdyby on pogłębiał tę sytuację rozgardiaszu w partii, to nie będzie miał czym grać w parlamencie. Tusk się po prostu wyciszył, chce przeczekać piątek w Sejmie, bo tam przecież będzie jeszcze głosowanie w sprawie finansowania partii, gdzie przeciw PO są wszyscy, łącznie z PSL. To będzie moment kluczowy, bo Tusk w tym przypadku nie ma sojuszników, PSL jest przecież zadłużone i nie chce się odcinać od budżetu państwa.

Tusk się wyciszył, ale uaktywnił się wicepremier Rostowski. Nie wyklucza swej dymisji po zapowiadanej po raz setny rekonstrukcji rządu. Możliwe, że odejdzie?
Bez odejścia Rostowskiego nie ma rekonstrukcji rządu. Jest tak dlatego, że największe zarzuty padają właśnie pod adresem Tuska i Rostowskiego. Minister finansów wziął na siebie OFE i nietrafione bilanse budżetowe, czyli pojawia się taka perspektywa, że raz jeszcze Tusk może wyjść na swoje cudzym kosztem. Rostowski mówiąc, że "on nie musi", chce rozbroić bombę, a ponieważ w rekonstrukcji będzie głównie chodzić o Rostowskiego, myślę, że nie dojdzie do niej przed przegłosowaniem budżetu, czyli w styczniu. Minister jest przecież architektem budżetu, nie można go wcześniej usunąć. A w styczniu Tusk chciał uciec do przodu, bo za pięć miesięcy eurowybory, zatem będzie chciał zmienić wizerunek rządu i dokona wymiany połowy gabinetu.

I to pomoże? Tusk chyba też zdaje sobie sprawę z tego, że podniesie mu to notowania na krótką metę, ale przecież nie poprawi jakości życia tym, którym ta jakość spadła.
Tak, to raczej nie spełni swojej roli, a to dlatego, że głównym balastem tego rządu jest sam Tusk. Zatem sama rekonstrukcja będzie miała charakter bardziej partyjny niż merytoryczny. Można sobie wyobrazić nawet to, że Tusk podrzuci coś Schetynie, by utrzymać tzw. nadwątloną jedność, bo przed wyborami rozbicie partii byłoby idiotyzmem. Reasumując: swojego celu Tusk nie osiągnie, bo nie ma już w kręgu oddziaływania PO żadnego polityka, który byłby w stanie zmienić stosunek wyborcy do PO. Jakikolwiek rząd by nie powstał, to jeśli na jego czele będzie stał Donald Tusk, ta rekonstrukcja będzie miała wymiar tylko instrumentalny. Ludzie po tych sześciu latach uodpornili się już na sztuczki premiera. Przecież filozofia tworzenia rządu była podporządkowana sytuacji partyjnej, pod kątem utrzymywania jedności w partii. Dlatego tam znalazły się osoby istotne ze względu na rozpiętość PO i jej wewnętrzne interesy plus ludzie wynajęci, jak minister Sienkiewicz, a nie merytoryczni specjaliści. Stąd rząd jest taki, jaki jest, ponieważ ta partia jest taka, jaka jest.

Marek Sawicki z PSL zaproponował rekonstrukcję nie personalną, a strukturalną. Nawet sensownie to zabrzmiało, stąd pytam, czy dlatego to nie przejdzie?
Nie przejdzie, ale nie z tego powodu, tylko z takiej przyczyny, że najbardziej skorzystałby na tym PSL, a nie PO. Sawickiemu chodzi o takie pomieszanie pulą resortów, by zwiększyło się pole oddziaływania wicepremiera z PSL, bo przecież zasugerował pomysł powołania ministerstwa energetyki. Drugi powód jest taki, że ludowcom się wydaje, iż oni dla PO są partnerami, a to nieprawda, bo są przystawką. Przystawka nie jest po to, by coś proponować, a jak proponuje, to tak jak za PiS - nie ma to żadnego znaczenia. Dlatego PSL ciągle będzie te muskuły prężyło, choć ich nie ma, ale tylko po to, by było widać, że się jakoś odróżnia.

Rozmawiał Marcin Darda

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie