Polska w pułapce niskiej dzietności. Dzieci są niemodne...

    Polska w pułapce niskiej dzietności. Dzieci są niemodne [WYWIAD]

    Marcin Darda

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Jednodzietność i bezdzietność staje się w Polsce nowym wzorcem życia rodzinnego. Jeśli wpadliśmy w pułapkę niskiej dzietności, to najlepsze pomysły też niewiele zmienią. Z dr Piotrem Szukalskim, demografem z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, rozmawia Marcin Darda.
    Piotr Szukalski

    Piotr Szukalski ©Maciej Stanik

    Według wyliczeń Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do 2060 roku będzie nas mniej o 8 milionów. To tak, jakby zniknęło pięć województw. Czy ZUS w swoich prognozach może się mylić ?
    ZUS, jak sądzę, nie przygotowywał własnej projekcji, tylko bazował na tej z Głównego Urzędu Statystycznego do roku 2030. Być może wykorzystał również prognozy międzynarodowe do 2050 roku. Jednak wszystkie te projekcje mają jedną wspólną cechę, a mianowicie wszystkie mówią o tym, że liczba mieszkańców Polski będzie spadać. Różnią się tak naprawdę tylko tempem tego spadku.

    To brzmi jak wyrok.
    Bo też jesteśmy skazani na to, że w długim okresie będzie nas Polaków coraz mniej.
    W ciągu ostatnich kilkunastu lat tak naprawdę współczynnik dzietności Polek wynosił poniżej 1,5, co oczywiście prowadzi do tego, że będziemy mieć coraz mniej ludności. Dla przypomnienia dodam, że by zapewnić prostą zastępowalność, czyli utrzymywanie się w długim okresie liczby ludności na niezmienionym poziomie, kobieta w Polsce powinna rodzić statystycznie 2,1 dziecka. A ile rodzi obecnie? Nieco ponad 1,3.

    A czego to jest efekt? Gorszych warunków ekonomicznych, które przekładają się na jakość życia, a więc macierzyństwo jest ryzykiem? Czy też faktu, że przy okazji struktura demograficzna jest taka, że mamy coraz więcej ludzi starszych?
    To, że jest coraz więcej osób starszych to jest zupełnie inna bajka. Natomiast jeśli idzie o wydawania na świat niewielkiej liczby dzieci, to jest to bardziej złożony problem. Musimy zdać sobie sprawę, że prawdopodobnie wpadliśmy w coś, co austriaccy demografowie nazwali "pułapką niskiej dzietności".

    Czyli?
    To nic innego jak fakt, że pod wpływem długotrwałego kryzysu ekonomicznego w Polsce powoli utrwala się zupełnie nowy wzorzec dzietności i w ogóle życia rodzinnego. Kiedy w latach 90. bezrobocie w Polsce uderzyło dosyć silnie, ludzie odkładali decyzji prokreacyjne albo ograniczali liczbę potomstwa. Robili to w imię tego, że "będę miał dzieci, kiedy przyjdzie odpowiednia pora, ale nie dzisiaj". Te dzieci, które w Polsce przyszły na świat w końcówce lat 80. lub na początku lat 90. w dużej części były jedynakami. Widziały czasem, że rówieśnicy mieli brata czy siostrę, ale rzadko kiedy więcej niż jedno rodzeństwo. Widziały też bezdzietnych dorosłych. Dla tych dzieci zatem jednodzietność i bezdzietność stały się czymś absolutnie naturalnym. Jednak to co stało się dwadzieścia lat temu miało być sytuacją przejściową, bo ona miała przeminąć, gdy poprawi się sytuacja ekonomiczno-gospodarcza. Te dzieci jednak uwierzyły, że w taki sposób należy żyć i to jest ten nowy wzorzec, o którym mówimy. To element zazwyczaj pomijany w dyskusjach. Często mówimy o wpływie tzw. czynnika ekonomicznego na dzietność, zupełnie zapominając, że dzisiejsza młoda Polka zazwyczaj nie chce rodzić dwójki czy trójki dzieci, tylko często myśli o jednym dziecku, a mniej więcej co piąta z tych młodych dziewcząt nie myśli w ogóle, żeby mieć dzieci.

    Można to zmienić? "Rzeczpospolita" cytuje Stanisława Kluzę, ekonomistę, który uważa, że Polska ma potencjał tak wielki, by dzietnością dogonić nawet Francję, tylko problem jest w udogodnieniach, a w zasadzie ich braku, które mogłyby zachęcić młodych Polaków do płodzenia dzieci.
    Ja bym pana Kluzę, który w swoim czasie był propagandową tubą PiS-u, zostawił na boku. To jest polityk, a nie naukowiec, a ja polityką się nie zajmuję.

    To nie mamy tego potencjału?
    Mamy, to fakt mniej więcej taki, jak to, że każdy kraj ma potencjał rozrodczy. Nic nie stoi przecież na przeszkodzie, by kobieta rodziła tu średnio pięcioro czy sześcioro dzieci. Mówię oczywiście o braku przeszkód w kwestii biologicznej. Ale problem tak naprawdę dotyczy dwóch rzeczy: świadomości i możliwości. Mówiąc o "pułapce niskiej dzietności" mówię o świadomości, czyli o tym, czy ludzie chcą mieć dzieci i ile. Natomiast tak naprawdę mówiąc o polityce promującej posiadanie potomstwa, powinniśmy zdawać sobie sprawę, że ta polityka ma dwa odmienne cele: krótko i długookresowe. W tym krótkim okresie my przede wszystkim możemy za pomocą pewnych działań ułatwić realizację planów prokreacyjnych tym, którzy chcą mieć dzieci. Natomiast celem długookresowym polityka może i powinna kształtować świadomość, a zatem oddziaływać na to, by ludzie chcieli mieć większą liczbę potomstwa. Wracając do tej pierwszej kwestii... Jeśli prawdą jest to, że wpadliśmy w "pułapkę niskiej dzietności", to z definicji nawet bogata i rozbudowana polityka państwa w niewielkim stopniu podniesie wskaźnik dzietności i skłonność do posiadania potomstwa. To jest tak: jeśli pan uważa, że najlepszą dla pana liczbą dzieci jest jedno, to nie wiem jak wielkie musiałyby być bodźce, by zdecydował się pan na posiadanie drugiego dziecka. Dlatego kwestia świadomości jest tak istotnie ważna. Oczywiście państwo może oddziaływać na to i wprowadzać pewne instrumenty, które mogą zachęcać ludzi do posiadania potomstwa. Tylko w tej sytuacji państwo powinno zdawać sobie sprawę, że te instrumenty muszą być zróżnicowane, by skutecznie oddziaływać na różne grupy ludności.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Realna Ocena sytuacji demograficznej w Polsce

    Politolog (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Proszę Państwa pozwolę sobie umieścić swoją opinie na powyższy temat. Mam nadzieję, że nikogo nie urażę swoim stanowiskiem. Przede wszystkim trzeba spojrzeć na problem z ekonomicznego punktu...rozwiń całość

    Proszę Państwa pozwolę sobie umieścić swoją opinie na powyższy temat. Mam nadzieję, że nikogo nie urażę swoim stanowiskiem. Przede wszystkim trzeba spojrzeć na problem z ekonomicznego punktu widzenia jeśli chodzi o niską dzietność Polsce.

    Drodzy Państwo Polska jest krajem gdzie istnieje tradycja niskich płac i wyzysku pracowników przez pracodawcę. Po 2004 z Polski wyjechało ok 2 mln ludzi na stałe. Gdyby nie wyjechali to mielibyśmy w Polsce katastrofę społeczną. To mogłoby się skończyć nawet masowym wybuchem niezadowolenia społecznego ale jest wentyl bezpieczeństwa w postaci możliwości wyjazdu z naszego Kraju.

    Do takiej dramatycznej sytuacji doprowadziły prawie wszystkie działania rządów w Polsce za od 1989 r, za wyjątkiem rządów w latach 2005-2007, które lekceważyły problem wyzyskiwania pracowników, niskich płac, drożyzny, łamania praw pracowniczych, panoszenia się międzynarodowych korporacji, drożyzny, szalejącej biedy, zmuszania Polaków do brania kredytów w zachodnich bankach, i braku poszanowania dla Państwa Polskiego i naszego Prawa. Pokłosiem tego patologicznego systemu było celowe okradanie Polaków poprzez afery: Amber Gold, Kredytów Frankowych i wiele innych. To jak zakładać rodzinę i płodzić potomstwo. No k…. jak ?

    Chciałbym zauważyć, że Pensja minimalna w Polsce od 1 stycznia 2018 r to 2100 brutto czyli 1530 netto a wiec na rękę. Nie wspomnę o umowach śmieciowych bo to jest rozbój w biały dzien. Nieźle pod warunkiem, że ktoś nie ma na utrzymaniu Dzieci. Pensja minimalna w Niemczech to 1498 euro to na złotówki 6141 zł brutto po kursie euro 4.1 euro z dnia 26.01.2018. Ceny żywności w Niemczech są porównywalne. Wynajem mieszkania w Niemczech to też nic strasznego. W porównaniu do Polski na zachodzie żyje się po prostu łatwiej i bardziej komfortowo.

    Moi znajomi z rocznika 84 niestety już siedzą na stałe w Irlandii Północnej, moja koleżanka ze szkoły średniej wyjechała do Niemiec ( ma tam dobrą prace po Germanistyce) i nie zamierza wracać do nas.
    A, wiec nie mamy dzieci bo nas na nie Nie stać. Polska jest w okresie przeżywania skutków transformacji ustrojowej po roku 1989. Skutkiem jest wytworzenie się wąskiej grupy ludzi dobrze zarabiających i trochę większej grupy średniaków i warstwy zubożałej.
    A teraz najważniejsze: Dopiero rządy Zjednoczonej Prawicy od roku 2015 starają się naprawić fatalną sytuację społeczną i demograficzną w naszym kraju po roku 1989. Wprowadzenie sztandarowego Programu Społecznego 500 plus, Program Mieszkanie plus czy wprowadzanie tzwn Becikowego podczas rządów w latach 2005-2007 czy uszczelnienie wpływów z podatku VAT: dobitnie świadczy ze Prawicowe Rządy są jedyną realną siłą polityczną w Polsce, której na sercu zależy dobro Polaków. Powinno nas to cieszyć. Uważam, że w przyszłych wyborach Parlamentarnych na jesieni roku 2019 Polacy powinni zagłosować na Prawo i Sprawiedliwość, ponieważ jest to stabilny gwarant obrony naszych Polskich Interesów i ochrony Polskich Rodzin.

    Mam nadzieję że nikogo nie obraziłem.
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dzieciaki

    Polska Dla Polaków (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 13

    Bo polki zamiast dawać d*** rumunom powinny rodzić co najmniej 3 dzieci ! Od tego jesteście. To wasz obowiązek a nie przywilej.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo