Powtórka z historii?

    Powtórka z historii?

    Jerzy Witaszczyk

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Ostatnio dwa razy musiałem jechać na Okęcie, żeby odwieźć ludzi na stołeczne lotnisko. 140 kilometrów w jedną stronę. Z Łodzi nie było połączenia. Ruch lotniczy z Lublinka się kurczy, choć nigdy nie był duży. Wręcz zawsze za mały.
    Jerzy Witaszczyk

    Jerzy Witaszczyk ©Grzegorz Gałasiński

    Chyba dziesięć lat temu dyskutowaliśmy w łódzkiej TVP o perspektywach Lublinka. Koledzy dziennikarze byli optymistami. Uważali, że prawdziwy pasażerski port otworzy miastu wrota do raju. Do Łodzi, jak do Krakowa, zaczną zjeżdżać turyści, na przykład z Wielkiej Brytanii. Ludzie będą startować w świat z Łodzi.

    Na razie życie negatywnie weryfikuje marzenia kolegów i plany ojców miasta. Do lotniska trzeba dokładać. Najmniej żal brytyjskich turystów. Na ogół był to ostatni sort; przylatywali do Krakowa, żeby tanio się upić, wysikać na Rynku i wrócić do siebie z kacem. Ich "walory" poznali też w Tallinie, w Estonii.

    Dlaczego Lublinek ma pod górę? Może dlatego, że ludzi ze świata nie ciągnie do Łodzi, a ludzie z Łodzi i okolic są za biedni, żeby tłumnie latać w świat? Już raz po wojnie, w 1958 roku, samoloty pasażerskie przestały stąd latać. Ponoć się nie opłacało. Czyżby historia miała się powtórzyć?

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo