Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Pożar wysypiska odpadów w Zgierzu. Kolejne osoby usłyszały zarzuty za pożar wysypiska w Zgierzu. Grozi im 5 lat więzienia

Alicja Zboińska
Alicja Zboińska
Pożar wysypiska w Zgierzu.
Pożar wysypiska w Zgierzu. Szymczak Krzysztof
Dwaj prezesi zarządu spółki składującej odpady w Zgierzu usłyszeli prokuratorskie zarzuty. Są podejrzani o popełnienie kilku przestępstw. Grozi im pięć lat więzienia. To kolejne osoby, które są oskarżone w tym śledztwie.

Do pożaru wysypiska, które znajduje się na terenie dawnych zakładów Boruta w Zgierza doszło w nocy z 25 na 26 maja 2018 roku. Z ogniem i dogaszaniem przez ponad tydzień walczyło tysiąc strażaków. Okazało się, ze było to podpalenie.

Pierwsze zarzuty w tej sprawie prokuratorzy postawili we wrześniu ubiegłego roku. Usłyszał je 48-letni wówczas Artur K., prezes spółki, która miała sprowadzać śmieci z zagranicy i złamać przy tym prawo. Teraz zarzuty usłyszało dwóch kolejnych podejrzanych.

- To prezesi zarządu spółki, która również składowała odpady w tym miejscu - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Zarzucono im przestępstwa dotyczące składowania odpadów w sposób niezgodny z zezwoleniem oraz stwarzający zagrożenie zagrożenie dla życia i zdrowia człowieka i dla jakości wody i ziemi.

Od stycznia 2018 roku mieli tam składować przynajmniej 4,7 tys. ton śmieci. 52-latek od stycznia do marca 2018 był tam prezesem, natomiast 50-latek został nim w marcu 2018. Obecny prezes został przez prokuraturę zawieszony w obowiązkach służbowych, zastosowano w stosunku do niego (i pozostałych oskarżonych) poręczenie majątkowe oraz zakaz prowadzenia działalności polegającej na gospodarowaniu odpadami.

Kopania dodaje, że te zarzuty to efekt kolejnych ustaleń ze śledztwa, które obejmuje zagadnienia związane ze składowaniem odpadów przy ul. Energetyków i Boruty w Zgierzu, a także z pożarem, do którego doszło w maju ubiegłego roku.

Ten teren był dzierżawiony przez dwie spółki. Okazało się, że ta, której prezesem był Artur K. od lutego 2017 roku zorganizowała ponad 1100 transportów odpadów z sześciu krajów Unii Europejskiej. W sumie sprowadzono ponad 24 tys. ton śmieci. Śledczy doszli do wniosku, ze trafiały one do kraju wbrew obowiązującym przepisom, a zwłaszcza bez możliwości dokonania ich odzysku.

Prokuratorzy badali także, czy sposób składowania odpadów stwarzał zagrożenie dla życia i zdrowia człowieka a także dla środowiska naturalnego. Sprawdzali to między innymi na podstawie zabezpieczonej dokumentacji, a także oględzin i przesłuchań świadków. Powołany został także biegły z zakresu skażeń i nadzwyczajnych zagrożeń środowiska.

- Wszystkie dowody dostarczyły podstaw do stwierdzenia, że odpady były składowane w sposób nieuporządkowany, bez zabezpieczenia przed działaniem opadów atmosferycznych i możliwości odbioru tzw. odcieków poopadowych, co skutkowało wypłukiwaniem zanieczyszczeń i ich dostawaniem się bezpośrednio do ziemi - zaznacza Krzysztof Kopania. - Sposób przechowywania stanowił zagrożenie dla życia i zdrowia człowieka oraz jakości wody i powierzchni ziemi.

Prokuratura poszukuje sprawców podpalenia.

od 7 lat
Wideo

Wyniki II tury wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki