Prawo i bezprawie

Jacek Grudzień
Jacek Grudzień jest dyrektorem łódzkiego ośrodka TVP
Jacek Grudzień jest dyrektorem łódzkiego ośrodka TVP DziennikŁódzki/archiwum
Udostępnij:
Tak to już z nami jest, że bardzo nam przeszkadza, gdy naruszane są nasze prawa, np. do wolności zgromadzeń, do tego, że nie zakazują parkować na trawniku, albo każą się legitymować.

Z drugiej strony jeśli my łamiemy ustalone normy, to często może to być powodem do dumy. Bo jak ktoś wyniesie ryzę papieru z pracy, to przecież zaradność. Załatwienie przez urzędnika wniosku za łapówkę to gospodarność, a uzależnianie zabiegu lub przyjmowanie pieniędzy za "lewe zwolnienie" przez lekarza to przyjęty zwyczaj.

Polska definicja tolerancji

Nie wiem, czy jest jeszcze kraj w Unii Europejskiej, w którym publicyści całkiem poważnie dyskutują o tym, jak policja prowokowała bandy ubrane w barwy klubów piłkarskich. A wygoleni panowie z minami niewiniątek opowiadają w mediach, jakie to łobuzy z tych funkcjonariuszy. Gdy dostajemy mandat za parkowanie na miejscu dla niepełnosprawnych to jesteśmy oburzeniu, bo przecież "tylko na chwilę" albo "i tak stało puste". Chociaż przyłapanie na takim przewinieniu powinno być w moim przekonaniu największym wstydem.

Zastanawiam się, czy to też nie jest polska specjalność, że to niepalący muszą się tłumaczyć z domagania się przestrzegania prawa i niepalenia w miejscach publicznych. Zwrócenie uwagi łamiącym zakaz w najlepszym wypadku kończy się uwagami o nietolerancji. Kto się nie bał zwracać uwagi w tej sprawie, wie na czym polegają wyzwiska za naruszanie wolności palaczy. A przecież też powinno być odwrotnie i zaciągający się dymkiem na przykład w pokoju w pracy powinien rumienić się ze wstydu, że nie szanuje prawa i tych, którzy nie chcą wdychać dymu. Ilu palaczy czytających te słowa myśli o mnie : "oszołom" ?

Od początku stycznia rozpętała się debata dotycząca wprowadzania coraz większej liczby fotoradarów na polskich drogach. Czytam w tytułach, że państwo chce łupić kierowców, że oto mamy nowy ukryty podatek. I, żeby znów nie wyjść na oszołoma, wspomnę, że jestem jednym z tysięcy kierowców złapanych przez najsłynniejszy fotoradar w Polsce w miejscowości Biały Bór. Byłem w szoku, gdy dostałem zdjęcie, bo w czasie jazdy wypatrywałem cerkwi projektowanej przez Jerzego Nowosielskiego. Jeśli dobrze pamiętam jechałem 51 km na godzinę. Wyobrażają sobie państwo moją pierwszą reakcję ? Ale cóż było robić, grzecznie zapłaciłem i szukam objazdów, gdy zbliżam się do Białego Boru.

Protest przeciw fotoradarom

Na stronach Onetu czytam wywiad z byłym ministrem transportu Jerzym Polaczkiem. Polityk został zapytany o to, czy nowe fotoradary poprawią bezpieczeństwo na drogach. Odpowiada tak:

"Działania Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego nie mają nic wspólnego z dbaniem o bezpieczeństwo na polskich drogach. Służba ta przekształciła się w formację, której celem jest po prostu łupienie po kieszeniach jak największej liczby kierowców. GITD na polecenie rządu przekształcił się w służbę fiskalną, która ma załatać budżetową dziurę ministra finansów."

Do słów byłego ministra bardzo pasuje mi znaleziona w innym miejscu informacja o tym, że szykuje się akcja protestacyjna, która polegać będzie na PRZESTRZEGANIU PRZEPISÓW. I w ten sposób pomysłowi obywatele zakpią na nosie złym urzędnikom, którzy nie będą mogli ich bezkarnie łupić! Trochę się martwię, czy pomysłodawcy mnożenia aparatów mierzących prędkość aut z takiego protestu się ucieszą, czy zmartwią? Mam nadzieję, że to pierwsze. Niestety, fakty wskazują, że Polacy nie za bardzo przejmują się znakami drogowymi, fotoradarami owszem. Tam, gdzie ustawione są maszty, samochody zwalniają do ustalonej prędkości.

Pamiętają państwo, z jaką prędkością pruły auta po alei Włókniarzy przed Obywatelską, jeszcze przed zmianą jej nazwy. Dziś, mimo że jest prosty zjazd z góry, czasem z kilkuset metrów widać zielone światło. Dawniej też była siedemdziesiątka, ale nie było szarej skrzynki i słyszałem panów, którzy mówili : "dwieście wyciągnąłem" . Pojawiło się magiczne urządzenie i jest bezpieczniej. Nie pamiętam, kiedy widziałem tu pędzący samochód, a jeżdżę tędy codziennie. W ten sposób można by zlikwidować wszystkie znaki ograniczenia prędkości w Polsce.

Jeśli w ślad za słowami byłego ministra i organizatorów akcji przeciw radarom pójdą czyny, to będziemy mieć być może pierwszy w historii protest polegający na dostosowaniu się obywateli do obowiązujących reguł. To trochę tak jakby złodzieje, buntując się w sprawie zaostrzenia kar, przestali kraść, a skorumpowani urzędnicy po zapowiedziach kontroli odmawiali przyjmowania łapówek. Oczywiście, w proteście przeciw kontrolom.

Kiedyś mi tłumaczono, że zamiłowanie Polaków do łamania prawa bierze się z oporu przeciw komunie. Komuny nie ma, a opór jest dziedziczny? Zastanawiam się, dlaczego gdy na przejściu dla pieszych ginie dziecko, zazwyczaj kończy się to na krótkiej informacji. A gdy wprowadza się skuteczne mechanizmy ograniczające prędkość i brawurę to rozpętuje się ogólnonarodowa debata?

Jacek Grudzień

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie