Premiera w Teatrze Muzycznym w Łodzi: Księżna z krainy czarów, czyli wymiar porażki

Łukasz KaczyńskiZaktualizowano 
Od lewej: Paweł Erdman, Michał Mielczarek, Agnieszka Gabrysiak, Karol Lizak
Od lewej: Paweł Erdman, Michał Mielczarek, Agnieszka Gabrysiak, Karol Lizak fot. M. Matuszak
Łódzki Teatr Muzyczny w sobotę rozpoczął nowy sezon artystyczny premierą operetki „Wielka księżna Gerolstein” Jacquesa Offenbacha.

To bardzo dobrze, że Teatr Muzyczny w Łodzi sięgnął po pierwotny, ponad wiek temu powstrzymany przez cenzurę tekst libretta „Wielkiej księżnej Gerolstein” i w roku swego jubileuszu dał jego polską prapremierę. Wybór utworu też jest trafny - to nadal atrakcyjna muzyka i atrakcyjny temat do zinterpretowania: za romansową fabułą skrywa się uniwersalny wątek antywojenny lub jak kto woli - propaństwowy. Bo to operetka z ambicjami, bliska operze-buffo, nierzadko też w operach wystawiana. Dyskutować można jednak nad doborem realizatorów, a przede wszystkim nad... rozmiarem klęski, do której (w swej większości) się przyczynili. Bite cztery godziny z operetką Jacquesa Offenbacha wprawiają w zakłopotanie, które przechodzi kolejno w zawód, zniechęcenie, zmęczenie. I to mimo wielkiego zaangażowania zespołu artystycznego, którego tytaniczna praca zasługuje na duże uznanie.

Od pierwszej sceny wyglądało jakby każdy z realizatorów pracował w osobnym pokoju i dopiero na próbie generalnej zaczęło się sprawdzanie, co kto ma. Dwa aspekty spektaklu na pewno bronią się. Elżbieta Tomala-Nocuń z dużym znawstwem i lekkością pokierowała Orkiestrą TM, nadając jej dobre brzmienie, a partyturze - cesarsko-królewski sznyt. Już w uwerturze pokazała, że potrafi przy tym bawić się muzyką Offenbacha, nadać jej autorski charakter i zapewnić współpracę zespołu z solistami. Z kolei kostiumy Zuzanny Markiewicz nie tylko różnicowały charakterologicznie postaci (jak świetnie zostały dopasowane do figury aktorów), ale i nienachalnie współtworzyły rodzaj świata, w jakim akcja została osadzona - rzeczywistości fantastycznej kojarzącej się z „Alicją w krainie czarów”. Charakterystyczne dla Markiewicz nieodbijające światła zamsze nosiły główne postaci, dla przedstawicieli dworu zostawiono tkaniny gładkie, a przez to „zwyczajne”.

Czytaj:Teatr Muzyczny w Łodzi zapowiada nowy sezon

Jeśli chodzi o scenografię, już w pierwszym akcie widać, że Grzegorz Małecki nie ograniczał się. Niestety, nie ograniczał się także wymiarami sceny. Większości jej szerokości i część proscenium zajął pochyłymi podestami z różnej wielkości trójkątów, połączonych w rodzaj pagórka, bardziej abstrakcyjnego niż dosłownie oddanego. Za sprawą chłodnej kolorystki odesłał, zdaje się, do barw ochronnych wojskowego sprzętu. Dla tancerzy i baletu zostawił około jedną piątą szerokości, akurat tyle, żeby mogli podrygiwać w miejscu. Zadbał też, by nie uciekli mu w głąb sceny - zatrzymała ich wielka kwadratowa płachta z wymalowanym, zdaje się, niewyraźnym leśno-rzecznym landszaftem, który ktoś poprzecinał nożem, pomazał czerwoną farbą i dorysował hasła „No war”, pacyfistyczny symbol i kalambur: „Offen”, a niżej „Bach”. Wygląda jakby scenograf zmierzał ku antywojennemu przesłaniu w pigułce. Kłóci się to z obrazem c.k. armii, gdzie żołnierze żłopią piwo z plastikowych butelek (przez cały akt nie mogą się z nimi rozstać), walą się nimi po pikielhaubach, fikają koziołki i uprawiają break dance. Co jest złem: wojna czy rozmemłana armia? W dwóch kolejnych aktach jesteśmy już w pałacu księżnej, tym razem Małecki w centrum ustawił podeścik w jaskrawe wijące się wzory i dwa rzędy żółtych kolumn zwieńczonych kolażem obrazów, które trudno rozpoznać, i trzeci rząd w głębi, za jaskrawo oświetlonym płótnem. Scenografia i kostiumy to dwa sobą niezainteresowane światy.

Czy obraz degrengolady armii z I aktu to pomysł reżysera Piotra Bikonta czy odpowiadającej za choreografię Doroty Jawor-Przybyszewskiej vel Furman? Zdaje się, że choreografki, która celuje w takich gatunkowych łamańcach. Wrażenie jest tym smutniejsze, że całkiem nie potrafi ona wykorzystać siły i piękna baletu. I niemal nie próbuje: baleriny stoją w oknie sceny lub na proscenium i machają chłopskimi spódnicami, czasem tylko w balowych sukniach strzelą fragment kankana lub kłusem przemkną po proscenium. Więcej tańczy chór! Dominują układy z gatunku „kolanko w górę, bioderka w tył” i kilka stylistycznych pożyczek o półkę wyższych niż „Kaczuszki”. Co zostało z walca z arii Fryca (Karol Lizak) z I aktu, lepiej nie mówić. Tę nieco zamaskowaną przaśność wyjaśnia program spektaklu - Furman pracowała przy „Kabarecie Olgi Lipińskiej” i „Kabaretowym Klubie Dwójki”. W Łodzi dopisała kolejny rozdział do historii nieudanych transferów ludzi kina i telewizji do teatru.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Podobny transfer, co zadziwiające, zaliczył też Piotr Bikont, reżyser ostatnio eksplorujący przede wszystkim ludyczno-plebejskie formy teatru. Tu zwyczajnie nie odnalazł się. Jego pomysł na „Księżnę” jest dość jasny - to miał być pastisz operetki zmierzający ku satyrze na niemoralne wojsko, głupich generałów i władzę, która zamiast dobrem kraju wykorzystuje stanowisko do swych (erotycznych) gierek. Pomysł rozmył się z braku konsekwencji, a forma z nadmiaru do bólu klasycznych rozwiązań. Przytłaczająca jest ilość konwencjonalnych min i gestów, statycznych scen mówionych i arii bez dramaturgicznego nerwu, miłosnego gruchania postaci, które koniecznie muszą się wdrapać na pochylnię i tam się pocałować. I to nieznośne tańczenie, granie i śpiewanie twarzą stale do widowni... Kuriozalne jest wyśpiewywanie arii przez Fryca do szabli trzymanej w sztywno uniesionej ręce jakby miał skurcz. Co więcej, Bikont w kilku scenach prowadzi aktorów obok muzyki, np. gdy Księżna anonsuje taniec, który jest wyrokiem na Frycu za odrzuconą miłość, muzyka wieści grozę, a aktorzy kroczą z wyciągniętą ręką - bo czas na taniec.

Poza jednym Pawłem Erdmanem, który w kapitalnej arii Generała Buma bawiąc się gestem i muzyką udowadnia, że scena to dla niego naturalne miejsce, przez kolejne dwa akty niemal nic się nie wydarza. Aktorzy nie dostali materiału do zagrania, ich postaci pozostają tylko naszkicowane kostiumem. Po drodze jest jeszcze przejmująco i z dużą kulturą wokalną zaśpiewana miłosna aria Księżnej (Agnieszka Gabrysiak) do Fryca, kontrapunktowana tonem buffo, oraz kilka scen ze zniewieściałym Księciem Paulem (Szymon Jędruch, idealnie współgra z kostiumem). Niestety, większość aktorów (także Erdman) kogo innego gra nie tylko w każdym z aktów, ale też w partiach mówionych i śpiewanych. Przykładowo Fryc Karola Lizaka to zagubiony prostoduszny mydłek, ale gdy śpiewa ma już fason i groźną minę. Podobnie Emilia Klimczak - Wanda, to dziwnie roztrzepana i roztrzęsiona chłopka, ale śpiewając dostaje klasyczne rysy szczerej i wiernej kochanki, co najmniej mieszczki.

Czytaj:Teatr Muzyczny w Łodzi. Początek drogi „Wielkiej księżnej Gerolstein”

W trzecim akcie gubią się gdzieś coraz głośniejsze strzały armatnie i dostajemy finał z gatunku bardziej naiwnych: Fryc, choć porzucił wojsko, włącza się z Wandą w tańczącą kolumnę: i niech tryumfuje miłość. A przecież o to chodzi, że cały świat „Księżnej” zmierza ku zagładzie, a Fryc to szczęśliwy uciekinier. Kolejna duża premiera w Teatru Muzycznego znów za rok, w nowym sezonie, tym bardziej chce się zapytać, czy dostatecznie wcześnie szef artystyczny sceny zacznie przyglądać się poczynaniom wszystkich realizatorów. Choć wiadomo, że sukces ma wielu ojców, ale klęska...

polecane: Flesz: Pszczoły wymierają. Czy grozi nam głód?

Wideo

Materiał oryginalny: Premiera w Teatrze Muzycznym w Łodzi: Księżna z krainy czarów, czyli wymiar porażki - Dziennik Łódzki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 12

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
A
Aaaaffffffaaaaaa

Nie Kasjopea, a Dagmara poprostu Damgmara Śmigielska, znana kochanaka lewicy - kochanka dosłownie.

zgłoś
D
Der

Patrząc na podane kryteria(zapewne przez urząd miasta) Nowy Teatr Krzysztofa Warlikowskiego nie miałby w Łodzi szansy, albowiem nie ma stałych pracowni (zleca przygotowanie premier na zewnątrz ) a w swoim teatrze zatrudnia ponad 30 osób.

zgłoś
g
gość

zwiększajcie koszty, zwiększajcie zatrudnienie, niczego nie reformujcie, nie oszczędzajcie - ciekawe przesłanie Kasjopeii. A już się bałem, że komuna umarła, a tu tak pięknie kulturalnie rozkwita. Ot, czasy.......

zgłoś
Z
Zagadka

W Teatrze Nowym "Mayday","Przyjazne dusze","Wszystko o kobietach","Złodziej","Diabli mnie biorą","Impro atak" i bajki "Doktor Dolittle i przyjaciele","Pippi Langstrump","Pogromcy baśni" .To prawdziwy repertuar Nowego.

zgłoś
G
G

Drogi Wydziale kultury,ta odpowiedź jest dobra dla gawiedzi.Prawda jest inna  i wy to wiecie .To zwykłe kolesiostwo i partyjne wskazania. Tak rządzą lwice lewicy Śmigielska i Bernat .

zgłoś
K
Kasjopea

Bo każdy z teatrów ma inne koszty utrzymania - prądu, wody, oplaty za grunty, eksploatacji, zatrudnienia, różnej wielkości sale, różną jej ilość, różną ilość pracowników. Jedne mają pracownie, inne nie (np. Powszechny nie ma, a Nowy ma). Jedne mają tylko teatr, inne mają w swoich strukturach też np. inne jednostki (np. Arlekin ma Harnama - jego etaty i siedzibę). Etc. etc. etc. Generalnie, i tak prawdopodobnie w żadnym z nich dotacja nie pokrywa kosztów stałych, albo jest na styk. Na premiery, czy działalność merytoryczną w Łodzi, czesto muszą sobie sami zarobić, chociaż ustawa nakazuje ją też opłacać. Ot, czasy......

zgłoś
w
widz

Po co to wszystko ma?

zgłoś
w
widz do dotacji

widzieć różnicę w utrzymaniu budynku /jego wielkość i różnice w kosztach stalych/ , a przede wszystkim to, że T. Muzyczny ma na utrzymaniu nie tylko zespól aktorski ale też orkiestrę chór i balet. Koszty scenografii i kostiumów też inne..../szczególnie od tych na malych scenach /

zgłoś
G
Grzegorz Małecki

Napisał Pan do mnie,i o mnie,o nas,więc i ja mam prawo,ba-mam przyjemność odpusać Panu,napański "list"..
W porządku,ma Pan rację,a sam towiem,źe na-SZCZYTY NIE WCHODZI SIĘ Z NIEZNAJOMYMI!!NIGDY Z NIEPEWNIAKAMI!!"
TO WIEMY,nazwał to Pan fantastycznie,tak jakby każdy z NAS,uczestników tej"WYPRAWY"wyszedł z innego NAMIOTU,u Pana-z pokoju.A potem spotkaliśmy się na ZBOCZU.
Ale,żeby WYPRAW,trudna,nawet cholernie trudna miała sens,trzeba takźe wsparcia,pomocników,ba w "HIMALAJACH"-POTRZEBA NAM-SZERPÓW.Piszę to-bo wiem,jak bardzo w innych rejonach"górskich"są niezbędni.Panwie,żeszerpowie zdają sobie z tego sprawę.Są pomocni i dźwigają ciężary.Przeczytałem Pana"list"-szybki list pośpieszny,ekspresowypisany"błyskawicą"-aby jak najszybciej dotarł do adresatów,w tym do mnie.Czytałemczęsto Pańskie"listy"-zastanawiałem się zawsze nad jednym,czy Pan to lubi robić i dlaczego zawsze w nich sporo źalu,goryczy,pogardy,niezrozumienia i niegłębokości,a znam je z łamów tej gazety,czy"Biuletynu ZASP-u".Dlaczego Pan nie kocha innych teatrów,drugich zaś nad wyraz sobie przymila,dlaczego Pan atakuje Zdanowską,Panią Prezydent,wydział kultury,Majewskiego,Dyrektora Teatru Jaracza,nie będę powiększałtej listy Pana ŻALÓW,Pana wielokroć niepokojów,np.zastanawiałem się dlaczego nie bronił Pan z zaciekłością-z jaką Pan lubi występować-afery wokół-DOTKNIJ TEATRU-która to inicjatywa JEST JAJPIĘKNIEJSZĄ IDEĄ TEATRALNĄ-jaką Łódź może się SZCZYCIĆ(znowu ten SZCZYT).Rozumiem Pana,trzeba wybierać,ale nie wszystkim POGARDZAĆ?Nie może być Pan w moim mniemaniu,a ono się utwierdza-"SZERPĄ POGARDY I ZŁOŚLIWOŚCI"-niecierpliwym,wyszydzaczem TRAS,poszukiwań,wybieraniem i namawianiem INNYCH na swoje DROGI,MARZENIA!ZDOBYCIA!ODKRYCIA!Lubi Pan to co Pan lubi,inni lubią COŚ INNEGO!NOWE DROGI!NOWE SZLAKI!INNĄ JASNOŚĆ!NIEKIEDY W"ZADYMKACH"-"PORYWACH EMOCJI"-"ZAWIERUSZE".Pan o tym wie,bo bywa Pan na tych róźnych SZLAKACH!TRASACH!Himalaje to nie "SPACER"-to "WYPRAWA".tak,czuję się jak HILARY,zdobywca Mont EVERESTU-tak wtedy nazywano ten SZCZYT,ba,zdobyłem nawet w swym fachu kilka innychOSMIOTYSIĘCZNIKÓW,tylko z innymi KOMPANAMI WYPRAW, z INNYMI SZERPAMI,którzy nie hamowali zapędu,próby ICH ZDOBYCIA!Pan zaś,nie osiągnąwszy SZCZYTU, z dolnego obozu szydzi,wybrzydza,marudzi-taka jest DOLA NIESZCZĘSNYCH, nie mieszczących się na TRASIE!WĄSKIM SZLAKU!Nie zawsze też PRZYTRAFIAŁY SIĘ I MNIE-"HILAREMU SCENOGRAFI"-"jeden nawet Pana kumpel nazwał mnie-"MOZARTEM POLSKIEJ SCENOGRAFII"-ZDOBYĆ UPRAGNIONY WYSOKOGÒRSKI SZCZYT-TRUDNO!ale wiem,że potem spotukaliśmy się i omaialiśmy te PORAŻKI-z Wanatem,Königiem,Żurawskim,Sieradzkim...To byli i są-genialni SZERPOWIE,nawet dodam tu SZERPA SZERPÓW-Panią Profesor Korzeniowską...Pqn zaś sypie garściami"żwir z trasy"-"odłamki skał"-rzuca ze swej niemożności tym czm popadnie,a przeczytawszy Pana"list"-odłamkami plot z prób,z tzw."wieści z tearu"-których było PEŁNO W CZASIE "OKRESU PORODOWEGO"-PRZYGOTOWAWCZEGO...Tak,nie zawsze wszystko się UDAJE,ale tylko wtedy kedy także się UDAJE,najczęściej NADAJE,co jest teraz częstą cechą w MOIM ŚRODOWISKU.Wiem,napisze mi Pan,że ma Pan PRAWO,ŻE MNIE BOLI,ŻE CIERPIĘ...Tak-BOLI,I CIERPIĘ-bo ŻYJĘ..raz się WDRAPIĘ!RAZ NIE!ALE JESZCZE JESTEM W GÒRACH, nie na"PAGÓRKACH Z TRÓJKĄTÓW".Może Pan poprosi Zuzannę,aby uszyła Panu-LIBERIĘ PLUSZOWĄ-pracownika ZAKŁADU POGRZEBOWEGO-O NAZWIE"TEATR ŁÓDZKI&KULTURA"-będzie Pan chodził p cmentarzu sam,po grobach-Teatr Muzyczny"-"Teatr Jaracza"-Teatr Pinokio"-"Teatr Powszechny"-dalej nie napiszę,bo Pan lubi teGROBY..Niech Pan zrzuci tę szatę POGARDLIWEGO SZERPY.NIECH PAN POMOŻE WCHODZIĆ PO GÒRACH-ŁÓDZKIM WIDZOM...
A teraz kawałek z GOMBROWICZA-"OPERETKO,co ztobą,cóż więc mam robić,jakie sposoby wymyślić,zeby twoje worki przemówiły głosem Historii?....Bełkot Historii w workach,tak to widzę w tej chwili...Niespodziewane,ironiczne,zjadliwe,wichry-gromy i nagle,urywające się śpiewy-tańce.Teatr to rzecz zdradliwa,kusi zwięzłością,o ileż łatwiej zdawałoby się,dobrnąć do końca ze sztuką../Dz.1961-

zgłoś
A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Premiera w Teatrze Muzycznym w Łodzi: Księżna z krainy czarów, czyli wymiar porażki

zgłoś
G
Gość

Ile łodzianie płacą ze swoich podatków spadkobiercy budynku, za wynajmowanie siedziby teatru przy ul.Kopernika 16 Może Wydział Kultury UMŁ poinformuje łodzian ile lat trwa ten wynajem i ile kosztuje to łodzian.koniec marnowania pieniążków łodzian!!!!!!

zgłoś
D
Dotacja

Zmiany w dotacjach dla Teatrów Miejskich przyjęte na sesji 31.08.br. Teatr Muzyczny 500.000 Teatr Nowy 300.000 cdn!,Teatr Arlekin 400.000,Teatr Powszechny 300.000.
Teatr Muzyczny po zwiększeniu ma 8 100 510,Teatr Nowy  5.453 400 ,Teatr Powszechny 4.000.000 i 1.000 000 na Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych ,Teatr lalek Arlekin 3.545 .142 ,Teatr lalek Pinokio 3.037 000. Ciekawe dlaczego są tak duże różnice w dotacjach ?

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3