Prezes Klubu 500: Trzeba wspierać średni i mały biznes - sól tej ziemi

rozm. Joanna Leszczyńska
Sylwester Szymalak
Sylwester Szymalak Krzysztof Szymczak
Udostępnij:
Rozmowa z Sylwestrem Szymalakiem, prezesem Organiki i prezesem Klubu 500, skupiającego szefów firm i instytucji, działających w regionie łódzkim.

Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna wydała w tym roku więcej zezwoleń dla nowych firm niż w ubiegłym. Czy pomoc, jaką uzyskują firmy w Strefie, jest w Pana ocenie adekwatna do efektów, jakie przynosi ich działalność?
Moim zdaniem, tak. I nie lekceważyłbym żadnej branży, nawet jak ktoś wytwarza opakowania z tektury, zatrudniając na przykład 50 osób. Świat dzisiaj idzie w kierunku komputeryzacji i robotyzacji, w związku z tym w produkcji o miejsca pracy jest coraz trudniej. Działalność stref ekonomicznych w ogóle przynosi duże korzyści dla rynku, nie tylko w sferze zatrudnienia. I oceniam, że są one adekwatne do wydatków czy ponoszonych przez państwo kosztów ulg w podatku dochodowym. Uważam, że zarówno dla kapitału polskiego, jak i zagranicznego pomoc, jaką firmy uzyskują w ŁSSE, jest wystarczająca. Sam mam jedną firmę, działającą w strefie ekonomicznej, a druga firma będzie podpisywała umowę.

Jakiej jeszcze pomocy, poza Strefą, oczekują lokalni przedsiębiorcy?
Promocja działania w Strefie polega na tym, że firma musi najpierw zainwestować, czyli musi najpierw wybudować zakład, zatrudnić ludzi, kupić maszyny, musi zacząć produkować i następnie osiągać zysk. Bo państwo tak naprawdę nie pomaga na początku, dopiero później firma korzysta z ulgi podatkowej. Natomiast, oczywiście, jest potrzebna pomoc dla firm już działających w regionie i w mieście. Myślę o tym, by na przykład wprowadzić ulgi w podatku od nieruchomości. Podatki te są co roku bardzo podnoszone. Kiedy ziemia bądź nieruchomości drożały, to oczywiście miasto bardzo szybko podnosiło podatki. Teraz, kiedy ceny spadają, nic się nie mówi o tym, aby te opłaty obniżyć. A przecież wartość gruntów i nieruchomości bardzo mocno spadła - o 20, 30, a nawet 40 procent. Oczekujemy też pomocy w szybkim załatwianiu spraw, związanych z rejestracją firm czy szybkim załatwianiem powolenia na budowę, rozbudowę, modernizację. Z tym są wciąż bardzo duże problemy. Uzyskanie pozwolenia na budowę trwa od pół roku do roku, a powinno tak naprawdę trwać miesiąc, maksymalnie dwa. Miasto może też pomóc w rozbudowie infrastruktury, jak dojazdy, wjazdy, dać ulgi w opłatach za wieczyste użytkowanie, podatku od nieruchomości.

Jakie branże należy, Pana zdaniem, szczególnie wspierać w Łodzi?
Myślę, że wszystkie. Stało się modne mówienie, że jakaś branża powinna być w Łodzi preferowana. Wydaje mi się, że to co było już nie wróci. Z faktu, że Łódź była miastem tekstylnym, nie można wyciągać wniosku, że teraz też jakaś branża musi być preferowana. Potrzebne są wszystkie branże i każdemu, kto ma pomysł na własną działalność, trzeba pomóc, bo on, inwestując własne pieniądze, przyczynia się do rozwoju i wzbogacenia regionu oraz wzrostu zatrudnienia.

Czy Łódź wspiera i promuje lokalne marki, czy bardziej te z kapitałem zagranicznym, o globalnym charakterze?
Niestety, miasto trochę za bardzo jest wpatrzone w inwestora zagranicznego, ponieważ myśli, że tam są największe pieniądze. Oczywiście, ci wielcy są nam potrzebni. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że solą tej ziemi jest średni i mały biznes, który wszędzie, na całym świecie, przynosi od 70 do 80 procent przychodu. Miasto i województwo bardzo mocno powinni się opiekować właśnie tymi małymi i średnimi firmami, które wywodzą się z kapitału polskiego, który już jest obecny.

Marek Belka niedawno powiedział, że właściciele firm dawno nie siedzieli na takiej górze pieniędzy jak obecnie, ale boją się inwestować. Potwierdza Pan te obserwacje?
Myślę, że są firmy, które mają dużo pieniędzy, ale większość tych małych i średnich ich nie ma i czekają, aby banki zaczęły wreszcie uruchamiać kredyty dla przedsiębiorstw. Sądzę, że dopiero to rozrusza koniunkturę. Te firmy małe i średnie, które ja znam, szukają pieniądza na rynku. Szukają go w bankach, a dziś to one właśnie mają pieniądze, i to potężne. Dopóki państwo drukuje obligacje i banki je kupują, to jest proste rozwiązanie, bo to są bezpieczne lokaty. Natomiast w momencie, kiedy państwo przestanie drukować obligacje, które są łatwym towarem dla banków, to przypuszczam, że wtedy będą musiały swoje pieniądze wypuścić na rynek i wówczas dopiero małe i średnie firmy zaczną inwestować. Ale muszą mieć pomoc państwa chociażby w zabezpieczeniu tych kredytów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie