Proboszcz i parafianie nielegalnie zbierali datki. Sprawa trafiła do sądu

Joanna Leszczyńska
Podczas zbiórki parafianom udało się zgromadzić 180 tys. zł
Podczas zbiórki parafianom udało się zgromadzić 180 tys. zł Roman Bednarek
Dzięki zbiórce pieniędzy wśród parafian, dach kościoła w Bełchowie został wyremontowany, ale zbiórka była nielegalna. Zbierający nie mieli zgody Urzędu Gminy.

Sołtys Elżbieta Pokora nie może się nachwalić swojego kościoła. Po remontach przyjemnie tu wejść na spotkanie z Bogiem. W środku kościół odnowił poprzedni proboszcz, ksiądz Józef. A za dach i ocieplenie stropu wziął się jego następca: ksiądz Paweł. Znacznie cieplej jest teraz w kościele i człowiek może się skupić na modlitwie. Chociaż, teraz skupienie może zakłócić przegrana sprawa w sądzie w Łowiczu. Sąd uznał, że proboszcz parafii w Bełchowie i 41 parafian są winni przeprowadzenia nielegalnej zbiórki pieniędzy na remont kościelnego dachu. Zbierający nie mieli bowiem zgody Urzędu Gminy.

Jeszcze przed wyrokiem do księdza Pawła Staniszewskiego dzwonili zaniepokojeni księża z innych parafii. Bo jak twierdzi ksiądz Paweł, wszędzie księża razem z wiernymi zbierają pieniądze po domach. Dlatego wyrok sądu w tej precedensowej sprawie wszystkich interesował.

Parafia w Bełchowie w gminie Nieborów jest pierwszą parafią, którą jako proboszcz objął ksiądz Paweł. Ksiądz, doktor historii Kościoła, wykładowca seminarium w Łowiczu, publicysta w "Gościu Niedzielnym" i "Niedzieli", po kilkunastu latach zapragnął pracy duszpasterskiej.

- Kiedy objąłem parafię w Bełchowie w 2009 roku, najpierw chciałem wymienić nieszczelne okna, żeby było cieplej w kościele - opowiada ksiądz Paweł Staniszewski. - Ponieważ kościół p.w. Michała Apostoła w Bełchowie jest wpisany do rejestru zabytków, zwróciłem się do konserwatora zabytków, który zasugerował ekspertyzę dachu. Okazało się, że dach trzeba remontować, bo inaczej za kilka lat trzeba będzie zamknąć kościół ze względów bezpieczeństwa.

Przez dwie kolejne jesienie ksiądz Paweł składał wniosek do ministra kultury o dotację na remont dachu.

- Decyzja była odmowna i musieliśmy wziąć sprawę w swoje ręce - mówi ksiądz Paweł Staniszewski. - Konserwator zabytków też nie mógł pomóc. Powiedział: "Fajny z księdza facet, ale ja pieniędzy księdzu nie dam, bo nie mam." Remont był robiony dwuetapowo. Najpierw remontowany był dach nad prezbiterium, nad kaplicą boczną i zakrystią z pieniędzy z departamentu kultury Urzędu Marszałkowskiego. W drugim etapie remontu zajęliśmy się dachem nad nawą główną. Koszt wynosił 640 tys. 589 zł. Z unijnego programu rozwoju obszarów wiejskich z departamentu rolnictwa w Urzędzie Marszałkowskim dostaliśmy 357 tys. zł. Mieliśmy 110 tysięcy oszczędności, ale brakowało nam jeszcze 180 tysięcy.

Ksiądz zwierzył się ze swojego problemu radzie parafialnej. Powiedział wprost, że jak parafia nie zdobędzie brakujących pieniędzy, dotacja unijna zostanie zaprzepaszczona i remont nie będzie dokończony.

- Rada parafialna zaproponowała dobrowolną zbiórkę wśród parafian - mówi Kazimierz Kowara, sołtys Bełchowa Wsi. - Uchwalono, że kwartalna składka na jedną rodzinę wyniesie 45 zł (po 15 zł na miesiąc).

Zadowolony z obrotu sprawy ksiądz ogłosił tę decyzję z ambony. Elżbieta Pokora, sołtys w Sierakowicach Prawych, była wśród zbierających pieniądze.

- Nikogo nie przymuszaliśmy - mówi Elżbieta Pokora. - Większość ludzi dawała. Niektórzy mniej, niektórzy więcej. Jak ktoś nie chciał dać, nie był już niepokojony. Po prostu już się do niego nie szło. A bywało, że ci, którzy w danym momencie nie mieli pieniędzy, bez ponaglania sami później przynosili.

Zbiórką zainteresował się 75-letni Tadeusz P., mieszkaniec Bełchowa. Miał wątpliwości, czy zbiórka jest legalna i podzielił się nimi z prokuraturą w Łowiczu. Kiedy otrzymał od niej wymijającą odpowiedź, zgłosił się na łowicką policję. Śledczy nie dostrzegli powodu, by sprawę kierować dalej, ale Tadeusz P. monitował w Komendzie Wojewódzkiej w Łodzi. Poskutkowało. Komenda Powiatowa Policji w Łowiczu wystąpiła w roli oskarżyciela publicznego, domagając się ukarania proboszcza i 41 parafian 100-złotowymi grzywnami. Sprawą zajął się łowicki sąd.

- Początkowo myślałem, że Tadeusz P. tylko księdzu zrobił kłopot, ale potem okazało się, że my, 41 parafian, też jesteśmy w to wciągnięci - mówi sołtys Kowara. - Doczekałem się, że w wieku 77 lat trafiłem jako obwiniony przed sąd. Inni tak samo, a wśród nich zacni ludzie z naszej parafii: nauczyciele, radni, przedsiębiorcy. Niektórzy mają siwe włosy, a tu się trzeba tłumaczyć przed sądem. I to z tego, że chcieliśmy dobrze.

Justynę Sekułę, polonistkę z gimnazjum w Dzierzgówku, z jednej strony na myśl o tej sprawie śmiech ogarnia, ale z drugiej, kiedy jest się wzywanym do sądu, trudno to potraktować z przymrużeniem oka: - Zwłaszcza, że nauczyciela w tak małej miejscowości wszyscy znają. A ja nie czuję się winna, bo zbierałam pieniądze po to, żeby pomóc, a nie zaszkodzić. I nikogo do zbiórki nie zmuszałam. Ludzie dawali z własnej woli.
Teresa Multan, sołtys w Bełchowie Wsi, też jedna z obwinionych, ma poczucie, że działała w słusznej sprawie: - Żaden ksiądz wcześniej nie chciał się podjąć remontu dachu, bo to duży wydatek, a ksiądz Paweł się podjął i stąd kłopoty. A przecież, jakby ksiądz nie przeprowadził remontu i doszłoby do zawalenia dachu i ktoś by ucierpiał, to by dopiero wszyscy mieli pretensje!
Ksiądz Paweł Staniszewski mówi o sobie, że jest spokojnym, ugodowym człowiekiem. Ale z Tadeuszem P., który doprowadził do sprawy w sądzie, ma ciągle problemy.

- Kiedy jesienią 2009 roku wycinałem drzewa na cmentarzu, zadzwonił do mnie i pyta się, czy mam zgodę na wycinkę - mówi ksiądz Paweł. - Oczywiście, miałem. Następnego dnia dzwoni do mnie wójt, mówiąc, że Tadeusz P. dowiadywał się w gminie, czy złożyłem w tej sprawie pismo. Oskarżył mnie też, z czego musiałem się tłumaczyć na komendzie, że każę palić śmieci w kontenerach, żeby nie płacić za wywózkę. Nie miał racji. Co chwilę jest coś. Ani go nie znam, ani mu niczym się nie naraziłem. Słyszałem, że miał pretensje do mojego poprzednika, że dał w zarząd cmentarz innemu kamieniarzowi, nie jemu. Pisał potem do kurii, do prymasa, że jest pokrzywdzony. Nikt mu nie odpowiedział i teraz mści się. A co ja jestem winien?

Tadeusz P. mieszka niedaleko kościoła w Bełchowie. O żadnej zemście, zapewnia, z jego strony nie ma mowy. Jak nam powiedział, od lat obserwuje "ten parafialny cyrk" i stara się reagować. Widział kiedyś w telewizji program o kobiecie, która zbierała bez zezwolenia pieniądze na chore dziecko i została ukarana. Był poruszony, że kobieta zbierała na szlachetny cel i mimo to została ukarana. Chciał się dowiedzieć, czy zbiórka po domach na remont kościelnego dachu jest zgodna z przepisami.

- Gdyby rzeczywiście chodziło mu tylko o to, to dałby spokój, kiedy początkowo policja umorzyła sprawę, ale nie, on dalej drążył i zwrócił się do Komendy Wojewódzkiej Policji - mówi ksiądz Paweł.

W sądzie Tadeusz P. zbiórkę nazwał "daniną cesarza Pawła". Kiedy sędzia zapytał, kogo ma na myśli, odparł, że księdza proboszcza. I dodał, że w Piśmie Świętym jest napisane, że cesarzowi trzeba oddać, co cesarskie, a Bogu co boskie. Twierdził, że działał w imieniu parafian. Spośród trzech świadków, których zgłosił, w sądzie stawiło się dwóch. Żaden z nich nie powiedział, że był zmuszany do składki na remont. Jeden dał, ile mógł, a drugi, kiedy odmówił, nie był już więcej niepokojony.

Jeszcze na dzień przed wyrokiem sądu, proboszcz był dobrej myśli, że on i 41 parafian wygrają sprawę. Przekonywał, że działał w ramach ustawy o zbiórkach publicznych z 15 marca 1933 roku, która nadal obowiązuje.

- Czy musiałem zawiadomić Urząd Gminy? - pyta ksiądz proboszcz. - To kwestia sporna. Powołując się na artykuł 13 ustawy o zbiórkach publicznych, twierdzę, że nie musiałem się zgłaszać do Urzędu Gminy. W tym artykule jest napisane, że nie trzeba mieć zgody władzy, w tym przypadku wójta, gdy chce się przeprowadzić zbiórki na cele charytatywne, religijne przy kościołach lub miejscach zwyczajowo przyjętych. A takim miejscem są, moim zdaniem, domy parafian. Z ustawy wynika też, że nie muszę mieć zgody, jeśli przeprowadzam zbiórkę wśród znajomych. Ja to interpretuję tak, że skoro po domach chodziła trójka, złożona z sołtysa, demokratycznie wybranego i powszechnie znanego i dwóch radnych parafialnych, znanych mieszkańcom, to znaczy, że zbiórka odbyła się pośród znajomych, a zatem jest to zgodne z ustawą.

Jednak w środę sąd w Łowiczu nie podzielił sposobu myślenia księdza proboszcza.

- Zbiórka miała charakter domokrążny i nie mogła być uznana za zwyczajowo przyjętą, co zwalniałoby jej organizatorów z obowiązku uzyskania pozwolenia - uzasadniała wyrok sędzia.

Sąd odstąpił od wymierzenia kary. Obciążył jednak winnych kosztami sądowymi. Po 100 zł mają zapłacić proboszcz i część obwinionych parafian. Osoby w trudnej sytuacji materialnej i rodzinnej zostały z niej zwolnione. Głównie emeryci i renciści.

Przed wyrokiem proboszcz powiedział nam: - Nie załamuję się. Trzeba robić swoje. Ad maiorem Dei gloriam, czyli na większą chwałę Bożą. Ksiądz proboszcz od dwóch dni po wyroku nie odbiera telefonu. Kazimierz Kowara, sołtys z Bełchowa Osiedla, mówi, że ksiądz i parafia nie będą się odwoływać od wyroku.

- Nie odstąpimy też od planowanych remontów - zapowiedział sołtys. - Ale przy następnych zbiórkach wystąpimy już o pozwolenie, skoro takie jest prawo.

Nie wiadomo, czy Tadeusz P. w swoim działaniu kierował się dobrem Kościoła, ale pewnie zmienił go na lepsze.

Współpraca Roman Bednarek

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jiko
Ksiądz jak każdy obywatel powinien składać na dach lub też wziąć kredyt.To wierni mogą mu dać ale w kościele jeśli uważają to za stosowne.
c
czarek
chwała parobkom sekty żydowskiej .
,,
Bo nie powinno sie chodzić po domach. Żenujące to jest. Wystarcxzy skarbona w kościle. Po co robić cyrk?
A
Autor komentarza
Uważam, że sąd nie wziął pod uwagę kluczowego argumentu -- intencji księdza i parafian. To, że chciał ich pouczyć, jak ma wyglądać "poprawna forma inicjacji zbiórki" jest kwestią prawną - prawne kwestie się zmieniają... i oby w innych przypadkach nie przeważała strona formalna nad stroną intencji , a cel na jaki jest ta zbiórka tutaj jest moim zdaniem najważniejszy.
A pan T. niech sam w duchu rozezna, jakie miał intencje - czy chciał walczyć z "przestępczością"?, czy z tym by miał w kościele humanitarne warunki i nie musiał się wstydzić tego, że miejsca publiczne są w takim stanie, jakim są.

Artykuł jest moim zdaniem słaby. I nie sądzę autorze tego artykułu, by zdanie końcowe "Nie wiadomo, czy Tadeusz P. w swoim działaniu kierował się dobrem Kościoła, ale pewnie zmienił go na lepsze" - było sensowne. Przede wszystkim kierować się dobrem kościoła - znaczy mieć intencje takie - a zmienić na lepsze? co? "Dobro Kościoła"? Kościoła w ogóle? Pan się grubo myli! Jak już to stan konkretnego kościoła można polepszyć, ale w tym przypadku to nie ma Pan racji! Bo stan materialny tego kościoła raczej pogorszy się-- trochę więcej logiki w myśleniu, a przypuszczam, że brakowało panu i dobrej woli?
s
sPOko
.
s
sPOko
.
K
Kazik
STOP ZŁODZIEJSTWU I PEDOFILII W KOŚCIELE!!!
Brawo dla Sądu...
Z każdej złotówki się rozliczać i płacić podatki jak każdy obywatel.
STOP JEDYNEJ ZALEGALIZOWANEJ SEKCIE !!!
Dodaj ogłoszenie