Przedsiębiorcy mają już dość lockdownu. Jak sytuacja wygląda 3 miesiące po zamknięciu restauracji w Łodzi?

Matylda Witkowska
Matylda Witkowska
Kolejny lockdown uruchomił w łódzkich gastronomików ogromne pokłady pomysłowości.  Jedni się otwierają mimo zakazów, inni wypuszczają cegiełki lub czekają na wsparcie rządu. Każdy stara się jakoś przetrwać, ale może to być za mało. Branża jest w desperacji.Na zdjęciu: Łódzka Ramenownia by Susharnia po otwarciuCZYTAJ DALEJ>>>>...
Kolejny lockdown uruchomił w łódzkich gastronomików ogromne pokłady pomysłowości. Jedni się otwierają mimo zakazów, inni wypuszczają cegiełki lub czekają na wsparcie rządu. Każdy stara się jakoś przetrwać, ale może to być za mało. Branża jest w desperacji.Na zdjęciu: Łódzka Ramenownia by Susharnia po otwarciuCZYTAJ DALEJ>>>>... Krzysztof Szymczak
Udostępnij:
Kolejny lockdown uruchomił w łódzkich gastronomików ogromne pokłady pomysłowości. Jedni się otwierają mimo zakazów, inni wypuszczają cegiełki lub czekają na wsparcie rządu. Każdy stara się jakoś przetrwać, ale może to być za mało. Branża jest w desperacji.

Zamknięte lokale gastronomiczne także po 1 lutego. Przedsiębiorcy z Łodzi są załamani

Wczoraj minister zdrowia Adam Niedzielski otwarcie sklepów w centrach handlowych i muzeów. Pozostałe obostrzenia zostały utrzymane przynajmniej do 14 lutego. Gastronomicy nie liczą już nawet na szybkie poluzowanie restrykcji. Wiadomo, że ich branża odmrozi się na końcu. W środę Paweł Bors, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju ocenił, że jeśli sytuacja się nie pogorszy, to możliwym terminem otwarcia restauracji i może być maj. Właścicieli restauracji i barów z regionu łódzkiego ta deklaracja załamała.

Od trzech miesięcy lokale gastronomiczne nie mogą pracować normalnie. Od 24 października mogą sprzedawać tylko jedzenie i napoje na wynos lub z dowozem do klienta. Z tego powodu stracili sezon świątecznych imprez, sylwestra, studniówek i karnawału. Przychody z wynosów wystarczają na pokrycie tylko niewielkiej części kosztów, pomoc z tarczy branżowej jest niewielka lub nie dociera. Jest źle.

Wydatki przedsiębiorców z łódzkiego. Nawet jeśli nie mają gości

Maciej Stańczyk, współwłaściciel klubokawiarni Niebostan przy ul. Piotrkowskiej 17 liczy kolejne opłaty, które musi uiścić. Nie są to małe wydatki.

- W przyszłym tygodniu musimy zapłacić kilka tysięcy złotych za koncesję na sprzedaż alkoholu na miejscu za pierwszy kwartał tego roku. Z koncesji prawdopodobnie wcale nie skorzystamy – mówi Stańczyk. Z opłaty nie może zrezygnować, bo musiałby starać się o koncesję od nowa. Alkoholu na wynos sprzedawać nie może, bo na to jest inna koncesja.

W normalnych czasach Niebostan zarabiał na bywalcach, którzy odwiedzali klub i w weekendowe wieczory. Potrawy, przekąski i kawa na wynos pozwalają zarobić tylko na część kosztów.

Ponure myśli ma też Katarzyna Kapela, właścicielka kawiarni Tubajka mieszczącej się w łódzkim parku Źródliska. Drugi lockdown jest dla lokalu bardzo ciężki. Tylko najwierniejsi z klientów zamawiają ciasta i jedzą je na dworze w ośnieżonym parku. Grono zamawiających posiłki na wynos się zwiększa, ale nie jest w stanie wygenerować więcej niż jedną piątą przychodów potrzebnych do opłacenia rachunków.

Szans na pomoc rządową nie ma. Wiosną Tubajka dostała zwolnienie z ZUS. Jesienią już nie dostała nic. - Jedyne wsparcie, pochodzi od miasta, które zwolniło lokal z czynszu.

Na dodatek w drugi lockdown parkowa kawiarnia weszła osłabiona.

- Latem udało nam się nadrobić zaległości po wiosennym zamknięciu, ale nie udało się zgromadzić żadnych oszczędności – przyznaje właścicielka.

Nikt zresztą nie spodziewał się, że będą one potrzebne.

- Wydawało się nam, że wiosenny lockdown wynikał z zaskoczenia epidemią,w wypracowane wiosną procedury sanitarne pozwolą stawić czoła kolejnym falom – mówi Kapela. Niestety bardzo się pomyliła.

W ratowanie Tubajki włożyła już wszystkie oszczędności, ale to za mało. -Wszelkie możliwe płatności takie jak podatki czy ZUS staramy się rozłożyć na raty. Ale te raty kiedyś trzeba będzie spłacić – mówi Kapela.

Co dalej z Piotrkowską w Łodzi? Ile lokali przetrwa drugi lockdown?

W podobnie trudnej sytuacji jest wielu przedsiębiorców z branży. Piotr Kurzawa, menedżer ulicy Piotrkowskiej ocenia, że sytuacja jest dużo gorsza niż podczas wiosennego zamknięcia. A nastroje w branży gastronomicznej są fatalne.

– Drugi lockdown dobija przedsiębiorców. Wielu z nich nie zdążyło odrobić wiosennych strat, a już znów ponownie ich zamknięto – podkreśla. Jak dodaje nie widać na razie szans na szybkie unormowanie sytuacji. I nawet zakończenie lokcdownu tego nie zmieni. - Klienci nie wrócą do lokali od razu, na pewno część ograniczeń sanitarnych pozostanie. Prawdopodobnie jeszcze długo nie będą możliwe wydarzenia artystyczne, które przyciągały wiele osób na Piotrkowską – mówi Kurzawa.

Łódzkie lokale się otwierają. Chętnych są tłumy

Co więc robić? Każdy radzi sobie, jak może. Coraz więcej przedsiębiorców z regionu łódzkiego włącza się w ogólnopolską akcję OtwieraMY i w ramach buntu zaprasza gości do lokalu także w czasie pandemii.

Już w połowie stycznia otworzyła się pierwsza w Łodzi restauracja Ramenownia by Susharnia. W podwórku przy ul. Piotrkowskiej 89 można zjeść japoński rosół przy stoliku, jednak zainteresowanie jest tak duże, że miejsca trzeba rezerwować co najmniej dwa dni wcześniej. W pierwszym tygodniu działania dziesięć razy przyjeżdżała policja, raz na kontroli był sanepid. Właściciele tłumaczą, że nie mieli wyjścia.

- Pierwszy lockdown przeżyliśmy, choć z trudem. Pech chciał, że otworzyliśmy się cztery dni przed jego wprowadzeniem, nie zdołaliśmy wyrobić sobie marki i ciężko było zarobić sprzedażą na wynos nawet na czynsz: 11 tys. miesięcznie. A właściciel budynku ani myślał słuchać o jakiejkolwiek obniżce – mówi Bartosz Sposób, szef kuchni i zarazem współwłaściciel Ramenowni. - Rządowego wsparcia z pierwszej tarczy dostaliśmy 10 tysięcy, z drugiej ani złotówki – podkreśla.

Dyskoteki się otwierają. Przychodzi sanepid i policja

W ciągu kolejnych kilku dni otwartych lokali było więcej. W Witoni otworzyła się słynna dyskoteka Banderoza. W Łodzi zaczęła działać Stajnia w Galopie. Zaraz po otwarciu do Stajni przyszła inspekcja sanitarna w obstawie policji. Wylegitymowano zarówno personel jak i gości. Marta Brodecka, właścicielka lokalu wyjaśnia jednak, że nie miała wyjścia. Z powodu zamrożenia gastronomii wpadła w kłopoty finansowe.

- Wprawdzie w ramach tarczy rządowej otrzymaliśmy wsparcie w wysokości 50 tys. zł, ale okazało się niewystarczające. Dlatego trzeba było zaciągnąć 70 tys. zł kredytu – mówi Brodecka.

Ale wkrótce jej kłopoty finansowe mogą być większe. Urszula Jędrzejczyk, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Łodzi już zapowiedziała, że po zapoznaniu się z protokołem kontrolnym podejmie decyzję o karze. A ta według przepisów może sięgnąć nawet 30 tys. zł.

Takie kary, w wysokości odpowiednio 20 i 30 tys. zł zostały nałożone na dwie restauracje w Małopolsce. Jednak przedsiębiorcy mogą odwołać się do sądu administracyjnego. A sąd może przyznać im rację. Według prawników stojących po stronie przedsiębiorców ograniczenie działalności gospodarczej może być wprowadzone tylko ustawą. A rząd zamykając branże wydaje masowo rozporządzenia. Tak było m.in. w przypadku fryzjera z Prudnika w województwie opolskim, który otworzył zakład w czasie wiosennego lockdownu i dostał 10 tys. zł kary. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu ją oddalił argumentując, że rząd nie wprowadził stanu nadzwyczajnego a na podstawie przepisów sanitarnych nie może całkowicie zakazać działalności.

Nie każdy chce ryzykować proces i spotkanie z sanepidem, który dziennie przeprowadza w Polsce ponad tysiąc kontroli lokali. Katarzyna Kapela z Tubajki nie chce też otwierać kawiarni wbrew przepisom. Z jednej strony boi się o zdrowie swoich klientów, z drugiej – o przyszłość lokalu.

- Gdyby nałożono na nas karę administracyjną 30 tys. zł i zablokowano konto, to moglibyśmy już tylko zamknąć Tubajkę i iść do domu – mówi Kapela.

Dlatego radzi sobie w inny sposób. Kilka dni temu założyła zrzutkę internetową na ratowanie Tubajki. Klienci wpłacili już ponad 7 tys. zł, to jedna trzecia wnioskowanej sumy. Klienci mogą też kupić vouchery i wykorzystać je po otwarciu lokalu.

- Jesteśmy zaskoczeni, że tyle osób chce nam pomóc, choć ludzie są już zmęczeni zbiórkami – mówi Kapela.

Nadzieją Niebostanu są dwa złożone wnioski o wsparcie. Jeden dotyczy dofinansowania płac przez pracowników przez trzy miesiące, drugi tarczy PFR 2.0, który jednak przedsiębiorca musi jeszcze poprawić. Jeśli pieniądze dotrą, kawiarnia powinna dotrwać do wiosny.

- Mamy huśtawkę nastrojów – przyznaje przedsiębiorca. - Raz wydaje nam się, że będzie dobrze, dostaniemy to wsparcie i jakoś dotrwamy do wiosny. A raz myślimy, że druga fala zaraz przejdzie w trzecią i nie damy rady – mówi

.

Dwa tygodnie temu ze wsparciem przyszli klienci. Skrzyknęli się przez internet i przyszli postać w kolejce po swoją ulubioną kawę z Niebostanu. - Przez lokal przewinęło się tego dnia około stu osób. To było naprawdę super – mówi Stańczyk.

Sklep zamiast pubu, szkolenia zamiast baru

Jeszcze inną drogą poszedł pub Chmielowa Dolina przy ul. Piotrkowskiej 123 w Łodzi. W zamkniętym pubie pojawił się sklep. „Mimo że pomoc państwa dla naszej branży jest mocno iluzoryczna, to i tak się na nią w żaden sposób nie załapaliśmy. Ratunkiem dla nas ma być sklep, w który włożyliśmy mnóstwo pracy, serca i resztę oszczędności” - ogłosili właściciele w mediach społecznościowych.

Niektóre pomysły są karkołomne. Właściciel łódzkiej Gorącej Kiełbasiarni mieszczącej się przy ul.Głowackiego 5 już 28 grudnia otworzył lokal na... szkolenie z zakresu używania noża i widelca oraz poprawnej konsumpcji napojów bezalkoholowych i piwa. Został ukarany mandatem, bo... szkolenia w tym czasie też były zakazane.

Co będzie dalej? Wszystko zależy od tego jak długo potrwa zamknięcie branży i jak duże realnie okaże się państwowe wsparcie. Łódzcy przedsiębiorcy są coraz bardziej zdesperowani. Wiedzą, że jeśli sami czegoś nie wymyślą, to w maju z ich branży niewiele już zostanie.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
Frydurke

No na pewno kupie coś w restauracjach, w których pracownicy noszą zamiast maseczek rozpryskiwacze do gnoyu....

T
Trzask

Hanka nie może pomoc ? , przecież to jej miasto , a po za tym , jak sa tacy biedni to niech jeden z własicieli lokali na piotrkowskiej sprzeda nowa S klase i tesle , dragu własciciel z ul TYmieneiciego niech sprzeda swoja G klase w amg , to na opłąty na rok im starczy , wiec niech nie udaja biedaków

Dodaj ogłoszenie