Przedwojenne kamienice modernistyczne do dziś służą łodzianom [ZDJĘCIA]

Anna Gronczewska
Łódzki Dom Kultury wzniesiono w latach 30. XX wieku
Łódzki Dom Kultury wzniesiono w latach 30. XX wieku Krzysztof Szymczak
Trudno wymienić wszystkie domy, szpitale, szkoły, instytucje kulturalne wybudowane w Łodzi w okresie międzywojennym. Jednak kamienice wzniesione w stylu modernistycznym do dzisiaj służą łodzianom, którzy chwalą standard znajdujących się w nich mieszkań.

Lista budynków użyteczności publicznej wzniesionych w stylu modernistycznym jest długa. Trudno wymienić wszystkie. Dlatego skoncentrujmy się na kilku kamienicach, które wtedy zbudowano. Jak choćby na kamienicach stojących niedaleko łódzkiego magistratu, na Placu Komuny Paryskiej. Jedna z nich, niedawno pięknie odnowiona, ma dwa adresy. Pierwszy to ul. Sienkiewicza 49, a drugi Plac Komuny Paryskiej 1. Kamienicę tę zbudowano między 1937 a 1938 rokiem. Projektantem domu był architekt Henryk Lewinson, który mieszkał przy ul. Piotrkowskiej 226.

Kamienica należała do rodziny Wileńskich. Stanisław Wileński był właścicielem niewielkiej fabryki przy ul. Długosza. W 1932 roku rodzina Wileńskich mieszkała jeszcze na ul. Piotrkowskiej 152, w narożnej kamienicy przy dzisiejszej al. Piłsudskiego. Potem przeniosła się na Plac Komuny Paryskiej. Według książki adresowej miasta Łodzi na lata 1937/1939, w tej kamienicy mieszkali inżynier Jan Wileński i przemysłowiec Stanisław Wileński.

Kamienicę wybudowano w związku z wprowadzonym w życie tzw. planem budownictwa dolarowego. Jego ideę tłumaczy w książce "Proces kształtowania przestrzeni w Łodzi II Rzeczpospolitej a awans administracyjny miasta" Joanna Olenderek. Od 1927 obowiązywała w Polsce ustawa zakazująca wywozu dewiz za granicę. Ludzie zaczęli inwestować pieniądze w nieruchomości. Kilka lat później, w 1933 roku, pojawiła się kolejna ustawa, która wprowadzała ulgi podatkowe dla tych, którzy zaczęli budować domy. Dzięki temu wybudowano nie tylko trzy kamienice przy Placu Komuny Paryskiej, ale też charakterystyczne domy na ul. Piotrkowskiej, w okolicach katedry, na al. Kościuszki między ul. Zamenhofa a ul. Andrzeja. Wtedy też powstał Dom Literatów.

Kamienica przy Placu Komuny Paryskiej 1 jak na tamte czasy była luksusowym domem, przeznaczonym pod najem mieszkań. Niewiele wiadomo o jej przedwojennych lokatorach. Można przypuszczać, że mieszkała w nim głównie łódzka inteligencja, a więc lekarze, prawnicy, wyżsi urzędnicy administracji. Kamienica posiadała wszelkie udogodnienia, jakie można było mieć przed wojną. Była skanalizowana, dochodziła tu bieżąca woda, gaz, lokatorów woziły windy. Mieszkania miały około 150 metrów kwadratowych.

Po wyzwoleniu, już w 1945 roku, kamienicę zajęła partia. Umieszczono tu siedzibę Komitetu Łódzkiego Polskiej Partii Robotniczej. Do 1952 roku roku rządzono stąd Łodzią. Tyle, że od 1948 roku był to komitet Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Na czele łódzkiego komitetu stał Ignacy Loga-Sowiński, który urzędował w dawnym mieszkaniu Wileńskich. Ponad 80-letnia dziś pani Eleonora pracowała wtedy w Komitecie Łódzkim PPR, właśnie w kamienicy przy pl. Komuny Paryskiej 1. Pracowała w sekretariacie łódzkiego komitetu. Jej przygoda z PPR nie trwała długo, bo jedynie dziewięć miesięcy. Zapamiętała jednak starszą koleżankę, która pracowała w archiwum komitetu. Kiedyś zaprowadziła ją do pokoju, w którym stała szklana gablota. Wisiał w niej wojskowy mundur.

- Powiedziała mi, że to mundur generała Karola Świerczewskiego, którego w Bieszczadach zabiły bandy UPA - opowiadała nam pani Eleonora. - Było to wtedy wielkie przeżycie. Bo dużo mówiło się o zabójstwie generała. Mogłam ujrzeć mundur ze śladami po kuli.

Mundur został przewieziony do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. W 1952 rok łódzki komitet partii przeniesiono do gmachu przy al. Kościuszki.

Lokatorzy wprowadzili się do kamienicy już po przenosinach komitetu. Wielkie mieszkania podzielono. Z jednego robiono dwa-trzy. W kamienicy mieszkali milicjant, kierownik sklepu, krawiec. W latach 60. na pierwszym piętrze kamienicy zamieszkał Jerzy Werner. Był on jednym z pionierów polskiej motoryzacji. Konstruował m.in. podwozie pierwszego polskiego samochodu ciężarowego star. W latach 1962-1968 był rektorem Politechniki Łódzkiej. To dziadek znanej dziennikarki TVN Anity Werner.

Także w latach 60. mieszkanie po Wileńskich zajął profesor Tadeusz Pawlikowski. W 1966 roku zorganizował w Łodzi pierwszą w Polsce Klinikę Endokrynologiczną z laboratorium i poradnią dla miasta i województwa. W latach 1968-1975 był rektorem Akademii Medycznej.

W latach 30. XX wieku, też w stylu modernistycznym, zbudowano kamienicę stojącą na rogu al. Kościuszki i Mickiewicza. Przed wojną i w pierwszych latach po jej zakończeniu adresem kamienicy była ul. Bandurskiego 8. Tyle, że jedna jej część znajdowała się od strony al. Kościuszki, druga od ul. Bandurskiego, dziś al. Mickiewicza. Zbudowana została przez specjalne utworzone konsorcjum, dla pracowników wyższego szczebla technicznego i administracji łódzkich fabryk.
W 1945 roku Łódź stała się nieformalną stolicą Polski. Zjechali tu najwięksi polscy aktorzy, artyści i pisarze. Po Łodzi w mundurze oficera biegał poeta Leon Pasternak i załatwiał mieszkania dla pisarzy. Towarzyszyli mu tłumacz literatury radzieckiej i rosyjskiej Jerzy Wyszomirski oraz poeta Adam Ważyk. Te ostatni nie był wysokiego wzrostu, chodził w mundurze, a przy boku miał wielkiego "nagana". Udało się im dla potrzeb literatów załatwić kamienicę przy ul. Bandurskiego.

Po przejęciu kamienicy przez Związek Literatów Polskich zamieszkały w niej tuzy polskiej literatury. Wprowadzili się tu m.in. Władysław Broniewski, Adolf Rudnicki, Zofia Nałkowska, Pola Gojawiczyńska, Seweryna Szmaglewska. Krótko mieszkali tu także Kazimierz Brandys, Stanisław Dygat, Maciej Słomczyński, a nawet znany po latach krytyk filmowy Zygmunt Kałużyński ze swoją żoną, poetką Julią Hartwig.

W okresie modernizmu wzniesiono też kamienicę stojącą dziś na rogu ul. Kilińskiego i Tuwima. Część od strony Kilińskiego ma numer 82, od Tuwima - 21. Tu też jest brama wjazdowa. Kamienicę wybudowano w 1937 roku. Przed wojną jej właścicielem był bogaty Żyd. Jego nazwiska nie pamiętają obecni lokatorzy. Wprowadzili się tu po wojnie. Wiadomo tylko, że do pierwszego właściciela kamienicy należały magazyny, w których składowano maszyny, części do nich. Pochodziły m.in. z fabryk, które strawił pożar. Dom projektował architekt z Warszawy, a zamieszkiwali go głównie Żydzi. Wiele lat po wojnie kilku z nich, a także ich rodziny, przyjechało zobaczyć jak wygląda miejsce, gdzie spędzili dzieciństwo. Część kamienicy od strony ul. Tuwima zaczęto dobudowywać tuż przed wybuchem wojny. Budowę kończono podczas okupacji.

Gdy wybuchła wojna, mieszkający w kamienicy Żydzi musieli przenieść się do getta. Budynek zajęli Niemcy. Urządzili w nim główną siedzibę Bahnshutzu, czyli służby ochrony kolei. Była to w zasadzie jedna z niemieckich formacji wojskowych. Jej członkowie nosili mundury, różniące się trochę od tych, które nosili żołnierze. Przed kamienicą, zarówno przy wejściu od ul. Tuwima, jak i ul. Kilińskiego, stały posterunki. Potem w części budynku urządzono hotel dla żołnierzy, którzy walczyli na froncie wschodnim i jechali do domów na urlopy. Kiedy po wojnie remontowano kamienicę, zauważono dziwne przewody wystające z sufitu. Okazało się, że w wielu mieszkaniach zainstalowano podsłuch.

Po wyzwoleniu kamienicę przejęło wojsko. Tu swoją siedzibę miał sztab generała Karola Świerczewskiego, "Waltera", bohatera wojny domowej w Hiszpanii, dowódcy 2. Armii Wojska Polskiego. Generał zginął w 1947 roku. Oficjalnie wpadł w zasadzkę przygotowaną przez bandy UPA. Jak twierdzą najstarsi lokatorzy kamienicy, generał Świerczewski długo nie gościł przy ul. Kilińskiego. Ale w mieszkaniu na drugim piętrze, pod numerem 9 umieścił swoją polską kochankę, z którą miał syna. Podobno nieślubnemu synowi nadał swoje nazwisko. W starych księgach meldunkowych dziecko figurowało jako Walter-Świerczewski. Niektórzy z lokatorów pamiętają, jak syn generała bawił się na podwórku z innymi dziećmi. Jego matką była ponoć dziennikarka "Głosu Robotniczego". Syn i jakbyśmy dziś powiedzieli - konkubina Świerczewskiego, znajdowali się pod specjalną opieką władz Łodzi. Szczególną troskę wykazywała Michalina Tatarkówna-Majkowska, pierwszy sekretarz komitetu wojewódzkiego PZPR dla miasta Łodzi. Z ul. Kilińskiego wyprowadzili się w latach 50.

Mieszkania w kamienicy przy ul. Kilińskiego zajmowali profesorowie tworzącej się Politechniki Łódzkiej - m.in. do 1949 roku mieszkał tu jej pierwszy rektor prof. Bohdan Stefanowski, twórca polskiej szkoły termodynamiki. Tu mieszkanie miała Wiktoria Morozowska, która pracowała w katedrze termodynamiki i potrafiła pilotować samoloty. Jej sąsiadem był profesor Jerzy Leyko, który wiele lat kierował Instytutem Mechaniki Stosowanej PŁ. Tu mieszkał urodzony w Petersburgu Eugeniusz Jezierski. Profesor był specjalistą od maszyn elektrycznych.

Mieszkańcem tej kamienicy był również prof. Władysława Rudolf Gundlach. Najstarsi lokatorzy zapamiętali go jako dostojnego, miłego i bardzo eleganckiego pana. Pochodził z zasłużonej dla Łodzi rodziny. Jego dziadek, Rudolf Gundlach był popularnym w mieście pastorem kościoła ewangelicko-augsburskiego, słynącym z pracy charytatywnej. Razem z dr Karolem Jonsherem zbierał pieniądze na budowę szpitala Anny Marii, dziś im. Janusza Korczaka. Ojciec profesora, Ludwik, był znanym w Łodzi pediatrą. A Rudolf Gundlach, stryj Władysława, skonstruował przed wojną pierwszy peryskop do czołgu. Był też projektantem polskiego pojazdu pancernego wz 29. W tym roku PŁ nazwała imieniem Władysława Rudolfa Gundlaha jedno z audytoriów. Profesor był założycielem i długoletnim dyrektorem Instytutu Maszyn Przepływowych Wydziału Mechanicznego PŁ.

Kamienica może się pochwalić tym, że mieszkali tu też dwaj posłowie z czasów PRL. Jednym z nich był zmarły w 1999 roku profesor chemii Mieczysław Serwiński. Profesor ten stał też na czele Rady Narodowej Miasta Łodzi, a od 1968 do 1975 był rektorem Politechniki Łódzkiej. Kolejny poseł to Leon Nitecki, lekarz dermatolog, szef Stronnictwa Demokratycznego w Łodzi.

Księgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
chłodnym okiem
Moim zdaniem w okresie międzywojennego powstało najwięcej ciekawych architektonicznie budynków, które do tej pory cieszą oko wyglądem oraz funkcjonalnością.
P
Piotr
Dziedzictwo międzywojennej modernistycznej Łodzi jest wciąż niedoceniane, a szkoda.
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie