Rafał Kmita: Śmiejemy się z Żydami, nie z Żydów

    Rafał Kmita: Śmiejemy się z Żydami, nie z Żydów

    Łukasz Kaczyński

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Z Rafałem Kmitą, scenarzystą i reżyserem najnowszej premiery w Teatrze Muzycznym w Łodzi, rozmawia Łukasz Kaczyński
    Rafał Kmita

    Rafał Kmita ©Krzysztof Szymczak

    "Jeszcze nie pora nam spać" i "Dość... dobry wyrób kabaretopodobny" to części pewnego tryptyku. Czy "Aj, waj, czyli historie z cynamonem" go zamyka?
    "Aj, waj..." to coś całkiem innego. Wręcz odżegnuję się od określania go mianem widowiska kabaretowego. To spektakl teatralny naładowany muzyką i komizmem, ale na pewno nie jest kabaretem.

    O swych spektaklach mówi Pan, że widz można je traktować jako formę terapii lub spowiedzi. Podobnie jest z "Aj, waj...?
    Każda komedia czy satyra jest w pewnym sensie spowiedzią z grzechów, własnych lub cudzych. Ale ten spektakl jest specyficzny. "Jeszcze nie pora nam spać" to była ostra satyra, tutaj najważniejsza jest nostalgia.
    Będą sceny humorystyczne, ale chciałbym, aby ludzie wychodząc z teatru mieli kawałek serca rozgrzany sympatią dla tej dawnej kultury żydowskiej, jako czegoś niezwykłego. Pochwalę się, że jeden z ważnych recenzentów izraelskiego dziennika "Haaretz", Michael Handelsaltz, który widział ten spektakl w wersji kameralnej w krakowskim Teatrze STU, napisał, że my śmiejemy się z Żydami, nie z Żydów. To go zaskoczyło, bo jednak Polacy w Izraelu często traktowani są jako antysemici, z czym do końca trudno się zgodzić. Handelsaltz zauważył, że od strony tekstu i muzyki jest to pisane z olbrzymią miłością do tej kultury. O to mi chodziło, bo żydowski humor, muzyka i tradycje to coś szczególnego. I o odczuciu tej szczególności chciałem zrobić spektakl. Ale świat i kultura żydowska są tu podstawą dla treści bardzo uniwersalnych.

    Trzy lata przygotowań do pracy nad scenariuszem to sporo czasu.
    Z ręką na sercu powiem, że tyle to trwało. Uznałem, że ta kultura jest tak odrębna, że na każdym kroku można zrobić błąd i kogoś urazić, że wręcz ją studiowałem. Brałem lekcje języka jidysz, by samemu poczytać w tym alfabecie. Systematycznie stołowałem się w żydowskich knajpach na Kazimierzu, w "Klezmer hois" i "Arielu", by poczuć te smaki. Słuchałem mnóstwo muzyki żydów aszkenazyjskich i safardyjskich, ale główną inspiracją była literatura.

    W 2006 roku "Aj, waj..." było prezentowane w Łodzi w ramach Letniej Sceny w Śródmiejskim Forum Kultury. Zdobyło wtedy nagrodę publiczności.
    To było pierwsze "wydanie" tego spektaklu, grane przez pięciu aktorów. Zwieńczenie trzech lat pracy, z premierą w Teatrze STU. Zjeździliśmy wtedy całą Polskę, zagraliśmy blisko 400 razy. Graliśmy też z napisami w Szwecji, Francji. Meble i szpargały, które widać na scenie, to w większości rzeczy, które objechały z nami pół świata, mają więc niejako dodatkowo duszę. To nasza druga realizacja, znacznie bogatsza pod każdym względem, przy czym jest to już produkcja Teatr Muzycznego, z udziałem jego aktorów i orkiestry.

    Jak się pracuje z aktorami, którzy na co dzień bardziej są śpiewakami niż aktorami o kabaretowym zacięciu, gdy na co innego zwracają uwagę?
    Zrobiliśmy szczegółowy casting wśród aktorów, sprawdzałem czy są w stanie "wejść" w komizm, jakie mają wyczucie rytmu i tak dalej. Na początku myślałem, że będzie ciężko, bo oni operują inną formą, operetkową, musicalową. Ale oni w to "weszli" i dziś wydaje mi się, że ciężko byłoby wyczuć, który aktor jest z jakiej "branży". To było półtora miesiąca ogromnej pracy - ich i mojej, by wykorzenić pewne kwestie. Aktorskie próby to było tkanie scen, kroczek po kroczku, niemal każda sekunda wyreżyserowana jest co do pauzy, określona jest jej długość, gdzie intonacja i z jaką intencją. O tyle pracowało nam się łatwo, że aktorzy ci mają świetny słuch i świetną pamięć muzyczną. Bardzo często używałem tej metody, by zapamiętali muzycznie te teksty - i to chwyciło. Jestem z nich bardzo zadowolony. To świetni aktorzy i myślę, że będzie to widać na premierze.

    "Widz, z którym mógłbym później pójść na kawę i porozmawiać" - tak definiuje Pan swego wymarzonego widza. O czym byście rozmawiali?
    Gdyby bliska byłaby mu ta wrażliwość, ten humor, moglibyśmy mówić o wszystkim, bo to byłby mój brat. Chodziło mi o to, że pewne kabarety mają publiczność, ale niekoniecznie jest ona moją. Z tą wielką, amfiteatralną publicznością, tą po trzech piwach, niekoniecznie chciałbym iść na kawę.

    Rozmawiał Łukasz Kaczyński

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (4)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Miło było!

    LK (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 9

    Antysemityzmu ci u nas pod dostatkiem, ale w tym przedstawieniu akurat go nie ma!! Byłem i wiem!

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Warto obejrzeć !

    Zofia-łodzianka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 9

    Otóż nie!! Jestem bardzo wyczulona na antysemicki szmonces. Obejrzałam "Aj Waj..." i nie znalazłam nic co by mnie raziło. Żywiołowe przedstawienie, dobre teksty, świetne wykonanie i publiczność...rozwiń całość

    Otóż nie!! Jestem bardzo wyczulona na antysemicki szmonces. Obejrzałam "Aj Waj..." i nie znalazłam nic co by mnie raziło. Żywiołowe przedstawienie, dobre teksty, świetne wykonanie i publiczność przeniesiona w swiat którego już nie zna, bo go w Łodzi nie ma. Od humoru po sentyment. Dużo radosci i sporo nostalgii. Antysemityzmu u nas pełno. Ale warto go wytykać tam, gdzie jest. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Chałtura

    Aj waj! Chałturaj! (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 14 / 6

    Niestety panie Rafale, z powodu marnego poziomu artystycznego pański program ma zdecydowanie antysemickie przesłanie.Robić kicz z naszej wspaniałej kultury żydowskiej to tak jakby kibole krzyczeli...rozwiń całość

    Niestety panie Rafale, z powodu marnego poziomu artystycznego pański program ma zdecydowanie antysemickie przesłanie.Robić kicz z naszej wspaniałej kultury żydowskiej to tak jakby kibole krzyczeli " bij Żyda".A pan przecierz nie jest kibolem . Wygląda z pana jednak rasowy antysemita. Za tego typu programy powinien pan razem z panią dyrektor odpowiadać karnie. Piszę "program" ponieważ nie jest to na pewno spektakl teatralny. Idzie pan na ordynarną chałturę po pokazach w krakowskich teatrach STU i Grotesce. Pieniądze nie śmierdzą.k
    Kiedyś ograbiano Żydów ze złota , zegarków, butów .......Pan teraz rabuje naszą kulturę.Na całym świecie nas szanują i poważają i tylko w tym kraju mogą zdarzać się akty nienawiści wobec naszego Narodu. Takim aktem antysedmityzmu jest pański spektakl - ktoś kopnął w tyłek Żyda - o jakie to śmieszne!!! Niech was dopadnie Dybuk.zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Antysemityzmu tu akurat nie było

    LK (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 9

    Antysemityzmu ci u nas pod dostatkiem, ale w tym przedstawieniu akurat go nie ma!! Byłem i wiem!

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo