Recenzja "Ghost In The Shell" [ZWIASTUN]

    Recenzja "Ghost In The Shell" [ZWIASTUN]

    Dariusz Pawłowski

    Dziennik Łódzki

    Recenzja "Ghost In The Shell" [ZWIASTUN]
    Na ekrany kin wszedł film "Ghost In The Shell", zrealizowany na podstawie japońskiej anime. W roli głównej Scarlett Johansson, która jest jednym z nielicznych powodów, by film obejrzeć.
    Recenzja "Ghost In The Shell" [ZWIASTUN]
    Nie ma co, niezła to wizja. Za jakiś czas ludzie będą uzupełniać swoje niedoskonałe, starzejące się, schorowane ciała o cybernetyczne elementy; naturalne części, które się psują, zastępować sztucznymi, aż pozostanie sam mózg, który umieści się w doskonałej, bo zrobotyzowanej i nadzwyczaj sprawnej, doskonale „ludzkiej” powłoce. To możliwość nie tylko przedłużenia egzystencji, wzbogacenia jej o nieznane wcześniej doznania czy zapanowanie nad dolegliwościami, ale również umilenia sobie codzienności- np.
    jeden z bohaterów przedstawiającego tę perspektywę filmu „Ghost In The Shell” postanowił wymienić sobie wątrobę na automatyczną, by móc bez obawy o marskość spożywać ulubione alkohole w wymarzonej ilości. Świat naukowego dostatku. Od lat pisarze, filmowcy i uczeni nad możliwością zbudowania takiej rzeczywistości się zastanawiają. I nieustannie na przeszkodzie staje człowiecza indywidualność, osobowość i coś, co trudno jednoznacznie określić, a co zwykliśmy nazywać duszą.

    Czytaj:RECENZJA: Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej [ZWIASTUN]


    Film Ruperta Sandersa czaruje efektowną wizją tego rodzaju przyszłości, jest też oczywiście przestrogą przed grzebaniem w ludzkim wnętrzu, ale mało przekonującą i zadziwiająco infantylną. Uderza to tym bardziej, że swój rodowód bierze z głośnej japońskiej anime, której cechą charakterystyczną jest zagłębianie się w filozoficzne rejony i rozpisywanie na wiele poziomów ostrzeżenia przed skłonnościami do samozagłady naszego gatunku. W wypadku amerykańskiej wersji należałoby ostrzegać przed tendencją do przynudzania.

    Nie da się zaprzeczyć, iż hollywoodzkie przedsięwzięcie dobrze się ogląda. Już sekwencja narodzin Major (przypominająca produkcję „hostów” w serialu „Westworld”) czy pierwsza akcja z jej udziałem są fantastycznie pokazane i żadna z kolejnych scen nie schodzi z tego poziomu. Wyobraźnia realizatorów nie musiała poddawać się ograniczeniom i specjalistom od efektów udało się zbudować bogaty, konsekwentny, spójny świat (inna sprawa, czy ładny). Mnóstwo tu szczegółów, błyskotek, cytatów, zapożyczeń, klimatu cyberpunku i elementów konstruujących miasto-moloch z jego zewnętrznym blichtrem, ułudą i atrakcyjnością oraz wewnętrznym mrokiem i samotnością jego mieszkańców. Równie udane są sceny walk, pościgów, strzelanin i bijatyk, choć gdy w uliczną rozróbę, do solidnej pistoletowej opowieści o policjantach i bandytach zostaje wprowadzony czołg-pająk, nagle robi się jak w najsłabszych obrazach science-fiction klasy B.

    Zobacz też:RECENZJA: „Powidoki”, czyli mistrzowski pokłon sztuce

    Wizualnej stronie filmu nie dorównuje scenariusz, który razi uproszczeniami, powierzchownością i lękiem przed chociażby najdrobniejszą komplikacją opowieści. Jeżeli nawet pojawia się wątek pozwalający zajrzeć pod spód całej tej historii (np. kłopotów z tożsamością, wzbudzania wyrzutów sumienia czy odkrywania korzeni kobiety-robota), natychmiast pacyfikowany jest do kilku banalnych zdań, a wystrzał z broni przenosi nas do następnego pustosłowia. Gdy widz, nie daj Hanka Robotic’s (jak nazywa się najważniejsza korporacja w tej produkcji), nawet chciałby nieco się zastanowić, to reżyser oraz scenarzyści wrzucają granat i otrzepują ręce.

    Drugim powodem, obok wizualnej strony (a może nawet pierwszym), dla którego warto zobaczyć „Ghost In The Shell”, jest Scarlett Johansson. Gdy ogłoszono, że to ona zagra główną bohaterkę, ortodoksyjni fani pierwowzoru krzywili się, że to nie Azjatka, pojawiły się nawet głosy, że to kolejny dowód na rasizm Hollywoodu. Tymczasem Johansson sprawdza się znakomicie, celnie wykorzystuje doświadczenie z innych komiksowych przedsięwzięć i znacząco wzbogaca swoją płasko napisaną postać. Dzieje się to w fizyczności, gdy chodzi krokiem dziewczyny, która nie przykłada wagi do swojej kobiecości, a także w środku, gdy patrzy przedzierającym się przez ciało spojrzeniem.

    Czytaj:RECENZJA: „Milczenie” Martina Scorsese [ZWIASTUN]

    Sanders postawił na rozrywkę dostępną widzowi nie zamierzającemu ukończyć gimnazjum, zaś dywagacje, gdzie kończy się człowiek i zaczyna robot oraz dokąd prowadzi przekonanie człowieka, iż jest nie tylko dziełem, ale i stwórcą, niespecjalnie go interesują. Nie wnika również w temat manipulacji dokonywanych przez syndykaty oparte na fortunach, pragnące bezbrzeżnie powiększać zakres swojej władzy, być może dlatego, żeby publiczność nie zorientowała się, jak sama jest manipulowana. W efekcie po zachwycie formą przychodzi niespełnienie powietrzem, które pod nią zostało ukryte.

    Punktem wyjścia tej opowieści jest założenie, że wystarczy mózg, by ponieść człowieka w przyszłość i utrwalić jego istnienie. Mogłoby to mieć pozytywny wymiar, bo wyeliminowałoby bezmózgowców. Obawiam się jednak, a czasem mam nadzieję, że mózg to nie wszystko. Siłą człowieka jest to, iż jest bardziej skomplikowany, a słabością bywa, że komplikacjom ulega.


    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    films

    pargiela (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    Ghost in the Shell wkońcu dostępny w PL ;) Polecam!

    cinema-hd.pl/ghost-in-the-shell-caly-film

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Na c**** to se mozna w necie popatrzeć.

    (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 3

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo