RECENZJA: Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy [ZWIASTUN]

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Aktorsko film rusza z kopyta, gdy na ekranie pojawiają się weterani. Han Solo (Harrison Ford) wciąż ma zawadiacki urok, Leia (Carrie Fisher) zachowała swoje oczy. A Luke Skywalker... musicie zobaczyć
Aktorsko film rusza z kopyta, gdy na ekranie pojawiają się weterani. Han Solo (Harrison Ford) wciąż ma zawadiacki urok, Leia (Carrie Fisher) zachowała swoje oczy. A Luke Skywalker... musicie zobaczyć LUCASFILM/ Walt Disney Studio
Na ekrany kin wszedł film „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy”, siódmy epizod słynnej serii. Najbardziej oczekiwana premiera filmowa roku powinna zadowolić nie tylko fanów cyklu

Jest dobrze! Do cyklu „Gwiezdne wojny” wróciły Moc i Opowieść. Po trylogii efektów specjalnych, gadżetów, bełkotu, w większości nietrafnie dobranych aktorów i braku scenariuszy, udało się przywołać klimat pierwszej (choć pod względem chronologii akcji - środkowej) serii. Wojna Dobra z Złem dawno, dawno temu w odległej galaktyce znów porywa...

Gwiezdne Wojny w IMAX w Manufakturze: "Zapraszamy, ale bez masek" [ZDJĘCIA, FILM]

Wyznawcy serii za zdradę istotnych elementów fabuły nowego filmu gotowi są zgotować zemstę okrutniejszą niż Sithowie, nie ma zatem takiej mocy, która mogłaby mnie zmusić do ich ujawnienia, choć właśnie temat zdrady jest tu jednym z najważniejszych. Nie da się jednak nie wspomnieć, że mamy tu do czynienia z powtarzaniem motywów w nowym pokoleniu. Po słynnym wprowadzeniu ginącym wśród gwiazd w głębi ekranu, lądujemy od razu w środku wydarzeń, na rzecz jasna pustynnej planecie (tym razem o nazwie Jakku), gdzieś na prowincji galaktyki. Zło ma zamotaną w maskę twarz i zapędy imperium, noszącego obecnie miano Najwyższego Porządku, a dobro we wszechświecie pragną przywrócić rebelianci z Ruchu Oporu. Odkrywamy kolejne koligacje rodzinne postaci, innych tylko się domyślamy. Najbardziej ludzkie bywają roboty, starsi bohaterowie udzielają mądrych rad, zadaniem młodszych jest odkrywanie swojej tożsamości. A zgodnie z zasadą ekranowej kontynuacji potęga, której prawi będą się musieli przeciwstawić jest po wielokroć większa od gigantycznej Gwiazdy Śmierci. J.J. Abrams wszystkie te znane klocki zmyślnie jednak odświeżył i znakomicie poradził sobie z zaspokojeniem rozbudzonych oczekiwań młodych fanów „Star Wars”, jak i tych, dla których „Przebudzenie mocy” ma być nostalgiczną podróżą w przeszłość (przyszłość?).

Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy. Premiera Star Wars w kinie Helios [ZDJĘCIA, FILM]

SPRAWDŹ SWOJĄ WIEDZĘ O GWIEZDNYCH WOJNACH. ROZWIĄŻ QUIZ

Pod względem konstrukcji film jest zrealizowany podręcznikowo. Ma wyśmienite tempo, trafnie rozłożone akcenty, zwroty akcji w idealnych momentach. Na szczęście efekty specjalne - których oczywiście nie brakuje, a dzięki nim np. sekwencje „powietrznych” walk wciskają w fotel - nie zdominowały historii (ale nie oszukujmy się: niespecjalnie skomplikowanej i w dużej mierze dającej się przewidzieć) i emocji (też nie tak silnych, by rwać włosy z głowy i chusteczki na strzępy). Wygrywa kino przygody, nieokiełznanej wyobraźni i pierwszorzędnej rozrywki.

b]SPRAWDŹ NASZ SERWIS O GWIEZDNYCH WOJNACH[/b]

Twórcy „Przebudzenia mocy” mieli trudne zadanie połączenia pokoleń i na widowni, i na ekranie, ale wywiązali się z niego na piątkę. Zadowolenie płynie ze „szczeniackiej” przyjemności zagłębienia się w ten świat, szczerego przeżywania perypetii poszczególnych zuchów, jak i odkrywania niezliczonych smaczków i mrugnięć okiem. Siódmy epizod to mnóstwo odniesień - jak zawsze, zamierzonych i „dopisanych” przez widownię. Od greckich tragedii, z klasyką pop kultury po drodze, aż do takich dokonań współczesnego kina, jak „Władca pierścieni” czy „Avengersi”. Mnóstwo tu też kapitalnych detali i pomysłów, jak wyróżnienie jednego ze szturmowców w gromadzie takich samych uniformów czy rywalizacja dowódców ciemnej strony.

„Gwiezdne wojny” zaludniły naszą świadomość nieprzebraną rzeszą malowniczych postaci, podobnie jest i tym razem. Przede wszystkim mamy tu do czynienia nie tylko z przebudzeniem, ale i rozmnożeniem żeńskiego pierwiastka. Już Leia Organa i Padmé Amidala to były kobiety silne, zdecydowane walczyć o swoje (w dodatku ujmująco łączące to z romantyczną częścią osobowości), jednak Rey (świetna Daisy Ridley) to przy nich Witalij Kliczko kosmosu, ze zdecydowanie mniejszym (na razie) zamiłowaniem do wzruszeń: aż strach ją chwycić za rękę. Zdecydowanie słabiej przekonuje John Boyega jako Finn, a postacią, która powinna dołączyć do panteonu gwiazd uniwersum „Gwiezdnych wojen” jest pilot rebelii Poe Dameron (Oscar Isaac). Od pierwszych scen zaś znalazł się tam nowy droid BB-8. Lecz aktorsko film rusza, gdy na ekranie pojawiają się Han Solo, czyli Harrison Ford i Chewbacca. „Jesteśmy w domu” - mówi Han wkraczając na pokład Sokoła Millenium i od razu miłośnicy cyklu lądują w ulubionym domu swoich przyzwyczajeń. Dla starszych z nich pojawia się też pociecha: Ford-Han Solo ciągle ma zawadiacki urok, już nie księżniczka, ale generał Leia (Carrie Fisher) zachowała te same oczy, a Luke Skywalker... - cóż, to musicie sami zobaczyć. Dawny uśmiech przywołują też blaszani reprezentanci starej gwardii, czyli C3-PO i R2-D2. Może źli są tym razem za mało wyraziści, ale bomba naprawdę poszła w górę.

J.J. Abrams dorównał (a w oczach niektórych pewnie nawet przewyższył) najlepszym dokonaniom cyklu. Dowiódł, że moc jest z nim, a swój film kończy w takim momencie, że można być pewnym, iż za dwa lata kina znowu będą pełne. Świetlne miecze zostały wyciągnięte z szafy. Będzie się działo. I niech nikt mi tego nie próbuje zepsuć!

Ocena: 5/6
Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy,
USA/Wlk. Brytania,
sci-fi,
reż. J.J. Abrams,
wyst. Harrison Ford

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
neph

Mam pytanie do autora tego tekstu - czy widział ostateczny film czy tylko posiłkuje się trailerami oraz materiałami promocyjnymi? Bo podobne wrażenie odnosiłem aż do momentu, gdy nie obejrzałem remake Nowej Nadziei? Pierwsze 40 minut obiecuje świeżość i rewelacyjną rozrywkę, ale im dalej w las tym bardziej odnosi się wrażenie, że film się już widziało, a 10-krotnie większa gwiazda śmierci nie robi wrażenia nawet na rebeliantach (rebelia 30 lat po obaleniu Imperium? czyli Republika wciąż się nie odbudowała i potrzebuje rebeliantów do walki z niedobitkami po starym establishmencie?), a plan jej zniszczenia jest przyklepnięty na zasadzie: "Jakoś to będzie - w końcu rozwaliliśmy dwie poprzednie" pozostawia wiele do życzenia. Mitologia nt. Mocy i jej całej otoczki jest położona na łopatki bo okazuje się, że tysiącletnia historia Jedi była oparta na doktrynie, że uczeń musi uczyć się od Mistrza - a tu proszę. Dwa samouki nie mające z mocą styczności kładą na łopatki osobnika, którego swego czasu ponoć szkolił sam Luke Skywalker? Postać która sama i to z powodzeniem uczy się umysłowej sztuczki Jedi dotąd rozpatrując pojęcie Mocy jako legendę i mit nie jest szczególnie wiarygodna... Zbytnie wyidealizowanie motywów jednej postaci kosztem położenia scenariuszowego wszystkich czarnych charakterów? To ma być dobre? Kylo Ren nie jest przerażający bo nawet u swoich podwładnych zamiast strachu budzi politowanie. Następca Imperatora zamiast jak najbardziej się ukrywać i budzić grozę jedynie opowieściami o sobie nagle przybiera kształt ofiary Hiroshimy rozmiarów monumentu Abrahama Lincolna? Gdzie tu Star Wars w wersji Klasycznej? Kiedyś budowana groza Imperium rozpierzchła się, a zamiast budować napięcie, film stara się opowiedzieć 3 filmy w jednym... Rozczarowanie roku - zaraz po Spectre jeśli chodzi o premiery filmowe 2015...

Dodaj ogłoszenie