RECENZJA: Mission Impossible - Ghost Protocol [TRAILER]

Dariusz Pawłowski
Świat światem, ale liczy się tylko Tom Cruise...
Świat światem, ale liczy się tylko Tom Cruise... UIP
Już wiem, kiedy będzie koniec świata. Gdy filmowcy wysadzą w powietrze wszystkie najbardziej znane budowle świata, a bohaterowie wdrapią się na wszelkie najwyższe budynki i szczyty Ziemi.

Mission: Impossible - Ghost Protocol

USA, thriller, 133 min.
reż. Brad Bird
wyst. Tom Cruise, Jeremy Renner, Tom Wilkinson, Michael Nyqvist
dystr. UIP

Bo dziś w kinie nikt się nie "pitoli" z małym domkiem na jednej z ulic. Demoluje się całe miasta, bomby podkłada na przykład pod Kreml. Liczy się efekt - Osama Bin Laden musiał oglądać amerykańskie filmy. I co świat zrobi, gdy Hollywood nie będzie już miał co wysadzić? Skończy się - wyświetli wielkie "The End".

W czwartej części "Mission: Impossible" Tom Cruise, jako agent IMF Ethan Hunt, jeszcze świat ratuje, choć z niemałymi kłopotami. Początkowo bowiem on sam zostaje oskarżony o niszczycielskie zamiary. Na Kremlu wybucha bomba, rząd odcina się od IMF, a prezydent wprowadza procedurę "Ghost Protocol". Ethan musi oczyścić imię swoje i agencji, ma nową ekipę i sam już nie wie, komu może zaufać. A wszystko bez pomocy, bez życzliwych kontaktów, całkiem poza procedurami. Niemożliwe staje się jeszcze bardziej nieprawdopodobne.

"Mission: Impossible - Ghost Protocol" to w założeniu film efektowny i z tego zadania obraz wywiązuje się wyśmienicie. Sekwencja spaceru Hunta po szklanej ścianie Burdż Chalifa w Dubaju, najwyższego budynku świata, (bo przecież Ethan nie będzie się wspinał na jakiegoś budowlanego "kurdupla") - wywołuje silne wrażenie i trzeba przyznać, że podobnie mocnych scen jest w filmie więcej. Oczywiście, żadna z nich nie ma nic wspólnego z realizmem, ale przecież nie o realizm tu chodzi, lecz dobrą zabawę - kiedyś ten warunek idealnie spełniał cykl o Jamesie Bondzie, który ostatnio paradoksalnie skręcił właśnie w stronę realizmu.

Tom Cruise i ekipa ani na chwilę więc nie odpuszczają, i to kolejny atut produkcji: autentyczne zaangażowanie i chęć zarobienia dużych pieniędzy na jak najlepszym produkcie. Jeśli dodamy to tego humor, który wniósł do filmu reżyser Brad Bird, znany ze swoich doświadczeń w animacji w studiu Pixar, to możemy mówić o udanym zakończeniu roku w kinie.

Najsłabsze są te elementy, które i tak szybko tego rodzaju produkcjom wybaczamy, czyli brak logiki, nienajlepsza konstrukcja całości, będącej jedynie zbiorowiskiem widowiskowych pomysłów, a także grzęznące w banale dialogi o sensie życia. W żaden sposób jednak te mankamenty nie odbierają przyjemności z uczestniczenia w wybuchowej rozrywce.

Swoją dawkę doznań dostają też fani Toma Cruise'a, który w żadnych okolicznościach nie traci dobrze ułożonej fryzury i pełnego samouwielbienia uśmiechu. Bo każde wydane na bilet dolar, euro czy złotówka mają przynieść zadowolenie. I tu nie ma "drogi na skróty".

Wieści, które płyną z Hollywood głoszą, że po dobrym "otwarciu" w kinach "M: I 4", producenci już zdecydowali o zrealizowaniu (i to szybko) "M:I 5". Świat zatem jeszcze raz zostanie uratowany, mimo że w ten sposób nieuchronnie zmierza do swojego końca.

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie