RECENZJA: "Piąta władza" [ZWIASTUN]

Dariusz Pawłowski
fot. Forum Film Poland
Temat zaliczony, reakcja na to co głośne i aktualne odfajkowana, dolary zarobione. Szkoda tylko, że okazja do zrobienia filmu ważnego, wyjątkowego i ponadczasowego zmarnowana.


Piąta władza, USA, reż. Bill Condon, wyst. Benedict Cumberbatch, Daniel Brühl , dystr. Forum Film Poland

Autorzy "Piątej władzy" zrobili wiele, by swoim filmem nie przekroczyć żadnej granicy. By poruszyć temat kontrowersyjny, głośny, wzbudzający emocje, ale bezpiecznie. I używając jednego tylko punktu widzenia na głównego bohatera i jego działanie stworzyć wrażenie obiektywności i wielości spojrzeń. Z tak postawionego filmowego zadania wywiązali się dobrze. Teraz widz musi wywiązać się z oczekiwanej przez dzisiejsze Hollywood postawy niedomagania się niczego więcej.

Obraz Billa Condona to opowieść o mocy informacji, która ujawniła się wyjątkowo efektownie dzięki platformie WikiLeaks. Wiemy, jak ta historia się zakończyła i co się stało z jej bohaterami - Julian Assange schronił się w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, a Daniel Domscheit-Berg nie ma już nic wspólnego z WikiLeaks - film zaś ma nam opowiedzieć jak do tego doszło. Jednak sięga przy tym do rozwiązań sprawdzonych już w wielu innych podobnych produkcjach o parze przyjaciół, którzy chcą zmieniać świat, aż w obliczu sukcesu dochodzi do konfliktu i zwycięsko wychodzi ten, który ma twardszą skórę.

Założenia Juliana Assange'a i Daniela Domscheit-Berga są szczytne i rewolucyjne zarazem: będą uważnie obserwować działania władzy i ludzi uprzywilejowanych. Za niewielkie pieniądze tworzą platformę, która umożliwia sygnalistom anonimowo zamieszczać tajne dane, rzucające światło na mroczny labirynt tajemnic rządowych i korporacyjnych matactw. Wkrótce na stronie pojawia się więcej alarmujących wiadomości niż w serwisach czołowych światowych agencji prasowych.

Spory zaczynają się w momencie, gdy Assange i Domscheit-Berg zdobywają dostęp do największego zbioru tajnych dokumentów wywiadu USA i muszą wziąć pod uwagę konsekwencje ich publikacji. Assange chce je ujawnić w całości, uważając, że w prawdę nie można ingerować ani jej cenzurować. Berg zaś obawia się, że umożliwiając identyfikację osób, których dokumenty dotyczą, naraża się ich na niebezpieczeństwo.

Istotne pytanie, co jawne być powinno, a co nie, przewija się przez cały film. Twórcy niby nie chcą dawać jednoznacznej odpowiedzi, ale skoro obraz powstał na podstawie książki Domscheit-Berga, wymowa jest właściwie przewidywalna. I nazbyt uproszczona.

Assange wskazał na ważny problem, ale to kawał bydlaka (świetna, niezwykle sugestywna i wielopłaszczyznowa rola Benedicta Cumberbatcha, który wyrasta na wyjątkową gwiazdę); Stany Zjednoczone popełniają błędy, ale to najwspanialszy kraj na świecie, który potrafi wyciągać z nich wnioski; obywatele powinni mieć dostęp do informacji, ale kto ma decydować o ich publikacji. Subtelne, nienachalne i dobrze skonstruowane (film wciąga, choć miejscami jest przegadany) opowiedzenie się po jednej stronie. Oczywiście, właściwej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie