RECENZJA: "Ziarno prawdy" [ZWIASTUN]

Dariusz Pawłowski
Teodor Szacki (Robert Więckiewicz) i wspierająca go w śledztwie Barbara Sobieraj (Magdalena Walach) to niezbyt dobrana para, której jednak relacje należą do najciekawszych elementów filmu
Teodor Szacki (Robert Więckiewicz) i wspierająca go w śledztwie Barbara Sobieraj (Magdalena Walach) to niezbyt dobrana para, której jednak relacje należą do najciekawszych elementów filmu Next Film
Kryminał "Ziarno prawdy" Borysa Lankosza na podstawie prozy Zygmunta Miłoszewskiego. Kolejny dowód na to, że i w Polsce może powstawać dobre kino gatunkowe

Sandomierz. Piękne, urokliwe miasto z zagmatwaną przeszłością. Gdy na powierzchnię zdają się wychodzić jej najmroczniejsze demony, nie pomoże już ojciec Mateusz. Potrzebny jest prokurator Teodor Szacki.

Twardy gracz Teo przybywa wraz z ekranizacją drugiej części trylogii kryminalnej Zygmunta Miłoszewskiego. Ekranizacji bardzo solidnej, będącej kolejnym w ostatnich miesiącach dowodem na to, że w Polsce też może powstać udane kino gatunkowe. Szacki zajmuje się tu sprawą morderstwa powszechnie lubianej sandomierskiej działaczki społecznej. Kobiecie przebito gardło, upuszczono krew, a ciało zostało porzucone w pobliżu synagogi. Wszystko wskazuje na mord dokonany przez szaleńca, pojawiają się kolejne ofiary, przypominają o sobie barbarzyńskie legendy o mordowaniu przez Żydów chrześcijańskich dzieci, kluczową rolę zaczyna odgrywać porażający obraz Karola de Prevota wiszący do dziś w Katedrze Sandomierskiej. Szacki w fantazje nie wierzy, ale szybko zdaje sobie sprawę, że aby znaleźć zabójcę, musi zagłębić się w historię lokalnej społeczności. Mroczną jak najpodlejsza noc.

Paradoksalnie, najsłabszy w tym filmowym kryminale jest szkielet... kryminalny: zbyt przewidywalny i poszyty grubymi nićmi, samo śledztwo zaś przepełnione jest nader dosadnymi tropami i mało prawdopodobnymi błędami (popełnionymi szczególnie w przypadku jednej z ofiar). Trudno zatem obserwować rozwiązywanie nieskomplikowanej i naciąganej kryminalnej zagadki z napięciem, z drugiej strony pozwala to na rozpatrzenie się po licznych walorach tego filmu.

Mocnym zatem atutem obrazu Lankosza i Miłoszewskiego jest przypomnienie, iż kino popularne może być dobrą ramą dla podnoszenia istotnych kwestii społecznych i historycznych. Antysemityzm, żołnierze "Wyklęci", ubecja, stosunek do Kościoła, niewyjaśnione krzywdy, odmienne postrzeganie tych samych wydarzeń - proszę bardzo, można zwrócić na to uwagę w sposób nienapastliwy, bez agresji i zacietrzewienia, a jednocześnie prowokujący do refleksji. Podobnie jest z zagadnieniami dla rodaków najtrudniejszymi, czyli dotyczącymi ich samych. Tu w sukurs poszły bardzo dobrze napisane dialogi: "to Polacy, musieli ją za coś nienawidzić", "żółć to najbardziej polskie słowo", "pan jest z Warszawy, nie zna pan życia" itd., itp. Wszystko zrobione błyskotliwie, inteligentnie, celnie i bez "żółci". I na szczęście bez wywyższającego się moralizatorstwa.

Autorzy filmu mówią o tym, czego w Polsce i Polakach nie lubią, nie zniechęcając zarazem widza do siebie i swoich bohaterów. Postaci zbudowane są na trochę "spranych" szablonach (szczególnie Szacki) i nieco za mało w ich odkrywaniu pozostawia się wyobraźni i domysłom oglądającego (żeby nie było wątpliwości z kim mamy do czynienia, młoda kochanka Teodora wykrzykuje mu w pewnym momencie, że jest mizoginem), ale trafnie zostały wpasowane w konwencję. No i reżyser pozwolił je "ponieść" aktorom. Najwyższą klasą popisują się tu Jerzy Trela i Krzysztof Pieczyński, znakomitą "kropką nad i" jest izraelski aktor Zohar Strauss. Dla znających książki Miłoszewskiego pewnie zaskakującym wyborem do roli Teodora Szackiego był Robert Więckiewicz, ale precyzyjnie wyposażył on swoją postać w całą ciągnącą się za nią przeszłość i niezgodę na to, gdzie w swym życiu jest. Niebanalny w szczegółach, ze schematów czyni atut (oby tylko po jeszcze kilku popularnych filmach publiczność nie zaczęła mieć poczucia przesytu tym aktorem). Do najciekawszych elementów filmu należą też iskrzące na różnych poziomach relacje Szackiego ze wspomagającą go w śledztwie Barbarą Sobieraj (Magdalena Walach). Dodajmy do tego nieoczywiste, klimatyczne zdjęcia Łukasza Bielana i odmienną od tej, do której nas przyzwyczaił, muzykę Abla Korzeniowskiego. A także nieco ironii i ukłonów dla kinomanów. Przede wszystkim to głos Mai Ostaszewskiej, należący tu do byłej żony Szackiego, a przecież w ekranizacji pierwszej części trylogii - "Uwikłania", zrealizowanej przez Jacka Bromskiego, aktorka ta zagrała prokurator Szacką (bo reżyser zmienił bohaterowi płeć). Są też cytaty, a raczej żarciki, np. ze słynnej sekwencji z przekładaniem nóg Sharon Stone czy nawiązania do klasyki horroru.

A istotą sprawy, która łączy wszystkie paskudne elementy sandomierskiej rzeczywistości jest nie tyle zło, co kłamstwo, z którego owo zło się rodzi. Fałszywe mity budzące lęki i pogromy, oszukana miłość zamieniająca się w szaleństwo, zakłamywanie samego siebie prowadzące do nieumiejętności zbudowania jakiejkolwiek trwałości, zaprzeczanie prawdzie, które nie pozwala na oczyszczenie się z koszmarów, czarowanie codzienności. W "Ziarnie prawdy" nie ma dobrego kłamstwa będącego "mniejszym złem". Czyli znowu tylko prawda nas wyzwoli?

Ocena: 4/6
Ziarno prawdy,
Polska, kryminał,
reż. Borys Lankosz,
wyst. Robert Więckiewicz, Jerzy Trela

Księgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie