Referendum? To się nie może udać

    Referendum? To się nie może udać

    Piotr Brzózka

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Pacyfikując akcję referendalną przed rokiem, Hanna Zdanowska zmuszona była sięgnąć do repertuaru zabiegów z wyższej półki politycznego cynizmu. W tym roku prezydent Łodzi nie musiała się już tak wysilać, w czym duża zasługa wydarzeń sprzed kilkunastu miesięcy.
    Piotr Brzózka

    Piotr Brzózka ©Grzegorz Gałasiński/archiwum Dziennika Łódzkiego

    Okazało się, że błotem warto rzucać, nawet jeśli trochę przyklei się do własnej twarzy. Tegoroczne referendum w Łodzi nie mogło dojść do skutku również dlatego, że cała idea została skutecznie skompromitowana w roku 2012. Wówczas część organizatorów wycofała się, przekupiona udziałem w Radzie Mieszkańców, fasadowym ciele doradczym, które zresztą natychmiast po ustaniu zagrożenia zostało zlikwidowane.

    CZYTAJ WSZYSTKO O REFERENDUM W ŁODZI

    Na swój sposób ideę referendum podważyły też wydarzenia roku 2010, w wyniku których stanowisko utracił Jerzy Kropiwnicki. Rok zarządu komisarycznego nie pchnął wtedy miasta na nowe tory – wręcz przeciwnie. To musiało rodzić frustrację i potęgować brak wiary w zmiany, zwłaszcza wśród tych, którzy złożyli swoje podpisy.

    Nie brał tego pod uwagę Zbigniew Maurer, organizując kolejne referendum. Nie brał zresztą pod uwagę wielu innych czynników, jak choćby tego, że referendum nie powinno być oparte jedynie na negacji. Niestety, z ust organizatorów nie usłyszeliśmy żadnej konstruktywnej propozycji, zresztą co mielibyśmy usłyszeć? Że premier wskaże komisarza z Platformy, a ten coś wymyśli?

    Wniosek kolejny: wspaniale, jak obywatele biorą sprawy w swoje ręce, lecz bez wsparcia struktur partyjnych nie są w stanie wpływać na główny nurt wydarzeń. Smutne to, lecz prawdziwe.

    No i liczy się styl. W tym roku kompromitacji nie było, ale nie do końca wiadomo, czemu organizatorzy położyli na szali swoją powagę, ściemniając z liczbą zebranych podpisów. Chcąc nie chcąc, skończyli akcję jako przedmiot kpin.

    Nie chodzi o to, by kwestionować podstawy wzburzenia Zbigniewa Maurera, faktem jednak jest, że jego porażka jest jawnym sygnałem dla obywateli: to się nie może udać.

    Piotr Brzózka

    Zapisz się do newslettera

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo