Rewitalizacja Łodzi. Jak dziś żyje się na Włókienniczej? Mieszkańcy remontowanych kamienic na Włókienniczej w Łodzi

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Włókiennicza po rewitalizacji.
Włókiennicza po rewitalizacji. Anna Gronczewska
Udostępnij:
Kochankowie z ulicy Kamiennej pewnie dziś nie poznaliby tej ulicy. Nie znaleźliby najsłynniejszej meliny u Edka - Lodziarza. Już nikt nie nakręci tu filmów z czasów II wojny światowej. Ulica Kamienna, która dziś nazywa się Włókienniczą zmieniła swoje oblicze.

Nowe życie Włókienniczej

Ulice Włókienniczą trudno dziś poznać. Przez lata była symbolem ciemnej strony Łodzi. Teraz stoją na niej odnowione, pomalowane kolorowo kamienice. Smutne podwórka zastąpiły place z trawnikami i ławeczkami. Ulica została wyłożona kostka, wygląd zmieniły chodniki. Zofia Lewandowska mieszka tu niedawna. Na ul. Włókienniczą przeprowadziła się z ul. Abramowskiego. Mieszkała tam ponad pół wieku.

Większość życia, tam wychowały się moje dzieci – mówi pani Zofia. - Jednak warunki były fatalne. Mieszkałam na trzecim piętrze, a paliłam w piecu węglem. Za czynsz płaciłam 270 złotych, ale trzeba było zapłacić za węgiel, drzewo.

Zofia Lewandowska ucieszyła się, gdy otrzymała propozycję przeprowadzki na ul. Włókienniczą. Nawet nie wie czy kamienica na „Abramce” ma być rozebrana czy remontowana.

Najważniejsze, że mieszkam po ludzku!

Najważniejsze, że mieszkam po ludzku! - cieszy się pani Zofia. - Mam wszystkie wygody, centralne ogrzewanie i nawet balkon wychodzący na ulicę. Za mieszkanie płacę 546 zł miesięcznie. Ma 30 metrów! Jestem bardzo zadowolona! Mówią, że wróci fontanna, będą sklepy!

Agnieszka i Daria są właśnie w trakcie przeprowadzki na ul. Włókienniczą. Sześć lat czekały na nowe mieszkanie. Wreszcie w marcu dostały przydział.

Nasza rodzina mieszkała na ul. Lutomierskiej – mówią. - Warunki były ciężkie. Żadnych wygód... Tu na ul. Włókienniczej mamy wszystko. Mieszkanie jest duże. Za cztery osoby płacimy 1100 złotych.

Pan Eugeniusz większość życia spędził w „famułach” przy ul. Ogrodowej, ale one też są rewitalizowane i przeniósł się z synem do wyremontowanej kamienicy na ul. Włókienniczej.

Warunki mam lepsze niż na Ogrodowej - chwali się mężczyzna. - Wszystkie wygody. Na Ogrodowej była ubikacja w mieszkaniu, ale paliło się w piecu. Tu za 47 metrowe mieszkanie płacę 900 zł czynszu.

Zostawili ich jak relikt!

Ale nie wszyscy mieszkańcy ul. Włókienniczej są tak zadowoleni. W dwóch kamienicach pozostali starzy lokatorzy. W tej pod numerem 10 mieszka ich jeszcze kilkunastu... Gdy wchodzi się do bramy widać wybite szyby, odrapane mury i śmietnik wyglądający tak jakby do dawno go nie opróżniał. Fetor roznosi po całym podwórku. Ta kamienica pokazuje jak kiedyś wyglądały wszystkie budynki na tej ulicy. Ponura klatka schodowa, które ściany wymalowane są napisami wychwalającymi ŁKS. Skrzypiące drewniane schody i ledwo trzymające się poręcze.

Zostawili nas jak jakiś relikt! - denerwuje się pani Kasia.

Na ul. Włókienniczej mieszka całe życie, czyli 55 lat. I chciałaby tu zostać. Przypomina, że z pół roku temu lokatorów odwiedził jakiś pan. Spisywał jakie chcą mieszkanie – mniejsze, większe. Podał numer telefonu i zapewnił, że zawsze można do niego mogą zadzwonić.

Od pół roku próbuje dodzwonić się do niego, bezskutecznie! - mówi pani Kasia. - Przecież podpisywaliśmy pisma informujące, że właścicielem kamienicy jest miasto. A podobno odezwali się spadkobiercy właściciela. Jest ich 14. Jedna ze spadkobierczyń chce przejąć kamienicę. Pod koniec czerwca ma być rozprawa w tej sprawie...

Pani Krysia też mieszka pod „10”. Już 22 lata. Ale ma dosyć mieszkania tutaj, remontu ulicy.

Hałas był taki, że wytrzymać nie można! - mówi pani Krysia. - Pamiętam jak pięć lat temu pytałam administratorki czy zakładać nową wykładzinę to odpowiedziała, żeby nic nie robić, bo nas stąd wyprowadzą.

Pani Kasia uważa, że choć sytuacja prawna kamienicy nie jest wyjaśniona to przecież nic nie szkodzi, by ich wyprowadzić.

Tu została w takiej sytuacji nasza kamienica i ta stojąca koło kamienicy Majewskiego, ale tam tylko z trzy osoby mieszkają – wyjaśnia pani Kasia.

Pani Krysia żali się, że nie chcą opróżniać im śmietnika. Tłumaczą, że auto może uszkodzić nową kostkę.

Każą nam śmieci nosić na ul. Kilińskiego, a gdzie ja tam dojdę gdy o kuli chodzę? - płacze pani Krysia. - Przez ten remont to ludzie buty poniszczyli. Mniej kiedyś po deszczu też but w tym błocie został. Pamiętam jak tędy przechodziła prezydent Zdanowska. Mówiła jak tu pięknie, jakie będą sklepy. Na naszą kamienicę nawet nie spojrzała... Mówili, że nie będzie tu sklepów z alkoholem. Ale przecież wystarczy wyjść na Wschodnią i kupić flaszkę. Już teraz na ławeczkach wysiadają różni menele.

Pani Krysia i Kasia chciałby zostać na ul. Włókienniczej. Tu spędziły kawał życia. Poznały dobre i złe strony tej ulicy. Teraz pani Kasia za 83-metrowe mieszkanie płaci 1150 zł czynszu, a jej sąsiadka za niecałe 40-metrów – 430 zł.

Na pewno w nowym mieszkaniu nie płaciłybyśmy o wiele więcej! - dodają.

Barwna historia ulicy Włókienniczej

Ulica Włókiennicza ma niewiele ponad 300 metrów, jest jednak jedną z najbardziej znanych w Polsce. Rozsławiła ją w swojej piosence o „Kochankach z ulicy Kamiennej” Agnieszka Osiecka. Tak bowiem nazywała się w czasach, gdy poetka studiowała reżyserię w łódzkiej Szkole Filmowej. Jeszcze niedawno gdy weszło się na tę ulicę odnosiło się wrażenie, że czas mija tu wolniej niż w innych częściach Łodzi. Nic więc dziwnego, że była ulubionym miejscem filmowców. Tu Jan Komasa kręcił swoje „Miasto 44”. Grali w niej nim mieszkańcy ul. Włókienniczej.

Podczas kręcenia scen do „Miasta 44” ludzie z ul. Włókienniczej o wiele bardziej wprost niż gdzie indziej wyzwalali swoje emocje. – mówił nam reżyser. - Jak się cieszyli to cieszyli na maksa, jak umierali to tez umierali na sto procent

A mieszkający tu ludzie tworzyli historię Łodzi. Jak nieżyjąca już pani Leokadia. Na ul. Kamienną wprowadziła się w 1940 roku, razem z matką, siostrami i bratem. Miała wtedy 10 lat.

Mieszkaliśmy na Bałutach, ale nas stamtąd wysiedlili jak założyli getto – opowiadała nam. – Kiedyś jak była Kamienna, a nie Włókiennicza, to było inne życie. Nie było takiego łobuzerstwa Było poszanowanie dla tych, co tu mieszkali. W nocy człowiek wyszedł i nie bał się. Owszem łobuzów nie brakowało, ale mieli swój honor. Swoich nie ruszyli. Sąsiedzi się odwiedzali, chodzili do siebie na imieniny, na przyjęcia albo grali w karty na podwórku. Na Włókienniczej najweselej było gdy opieka społeczna wypłaca pieniądze.

Melina na każdym kroku

Kiedyś w niemal każdej kamienicy na tej ulicy znajdowała się melina, która miała swoją ochronę. Przed bramą stało kilku chłopaków i pilnowało ,,porządku’’. Zresztą ,,meliniarze’’ musieli dbać o ,,towar’’. Kiedyś jeden sprzedał klientowi zamiast wódki wodę. Jednak drugi raz tego już nie zrobił. Klienci przyszli do niego ponownie i wymierzyli kijami sprawiedliwość.

Najsłynniejszą melinę nie tylko na ul. Włókienniczej, ale podobno w całej Łodzi prowadził ,,Edek -lodziarz’’. O której godzinie by się do niego poszło, to zawsze "ćwiartką" poratował. „Edek - lodziarz” dawno już nie żyje. Starsi mieszkańcy ul. Włókienniczej opowiadali, że jego pseudonim wziął się stąd, że matka Edka robiła lody, a ojciec je sprzedawał. Z czasem przerzucili się na alkohol.

Prawda była taka, że większość mieszkańców dwu- i trzykondygnacyjnych kamienic przy ulicy Włókienniczej nigdy nie pracowała, nie tyle z braków w wykształceniu, które przechodziły z ojca na syna, ile z chęci łatwego i szybkiego zarobku. Tutaj przynoszono do paserów ,,fanty” po nocnych rozbojach.

Tanie panienki, wódka, meliny i bandycka tradycja ul. Kamien...

Pan Janusz wiele lat mieszkał na ul. Włókienniczej. Lubił swoją ulicę, choć wie że nie cieszyła się dobrą sławą.

To chyba zasługa Agnieszki Osieckiej i jej piosenki o kochankach z ulicy Kamiennej – śmieje się. - Gdy byłem w wojsku i spotkałem ludzi z naszych okolic to tylko uśmiechali się, gdy słyszeli, gdzie mieszkam. Jak po szkole poszedłem do pierwszej pracy to kiedy popatrzyli na adres mojego zameldowania to usłyszałem. Tam tylko k....i złodzieje mieszkają. Po chwili zorientowali się i przeprosili mnie za te słowa.

Specjalne znaki

Ale sam pamięta czasy, gdy w każdej bramie były „delikatesy”. Wódką handlowało się tam w prosty sposób.

Kilku chłopaków stało przed bramą, a jak wjeżdżała „taryfa” to jeden unosił nogę – opowiada pan Janusz. - Wtedy samochód stawał, uchylano szybę i sprzedawano wódkę.

Ówczesna milicja wiedziała o tym i też podjeżdżała na ul. Włókienniczą. Zabierała wódkę. Podobno jak ktoś się nie awanturował to nawet nikogo nie spisywała. Brała alkohol i odjeżdżała. Gorzej było, gdy „handlowiec” zaczął się awanturować.

I nie chciał oddać wódki – opowiada pan Janusz. - Takiemu jednemu chłopakowi to potem za to sprawę wytoczyli. Z czasem chłopaki zaczęli ukrywać wódkę za wrotami bramy. Chowali ją też w koszu na śmieci. Wykładali go tekturą, układali butelki. Gdy pojawiał się klient to biegli do kosza...

Na ul. Włókienniczej bywało wesoło. Przed Wielkanocą, w Wielką Sobotę zawsze dochodziło tu do wielkiej bitwy. Była to taka „wielkanocna tradycja”. Pan Janusz opowiada, że przychodzili chłopaki z ul. Piotrkowskiej i bili się z tymi co mieszkali na ul. Włókienniczej.

Po ciemku to nikt na naszą ulicę nie wszedł! - mówi pan Janusz. - Nawet milicja się bała. Podobno kiedyś jak dochodziło do jakiś burd i milicjanci próbowali uspokoić towarzystwo to nawet starsze babki z okien w nich doniczkami w rzucały.

Ale dawny klimat ul. Włókienniczej odszedł w zapomnienie. Dziś to dalej plac budowy. Wiele kamienic jest już wyremontowanych. Mieszkają w nich nowi lokatorzy. Dawna ul. Kamienna już nie wróci.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Będzie 14. emerytura. Kiedy wypłata?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie