MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rio 2016. Oktawia Nowacka: To wszystko przez ten mój optymizm [ROZMOWA, ZDJĘCIA]

Paweł Hochstim, Rio de Janerio
- Myślę, że przez ten optymizm, przez ten uśmiech i przez tę wiarę w siebie byłam w stanie to zrobić. Bardzo się cieszyłam po szermierce, bo wiedziałam, że cokolwiek się stanie to dla mnie będzie dobrze - mówi Oktawia Nowacka, brązowa medalista igrzysk w Rio de Janeiro w pięcioboju nowoczesnym.

Widać, ze brązowy medal w Rio de Janeiro bardzo Panią ucieszył.

To jest dla mnie niezwykły moment, szczególnie po przejściach, które miałam w tym roku. Bałam się, przyznam szczerze, że na te igrzyska w ogóle nie pojadę, gdy ta kontuzja nie chciała przejść, a ja prawie nie mogłam chodzić. Wszystko się udało, jestem w tym miejscu. Do ostatniej konkurencji, której bałam się najbardziej, wszystko było doskonale. Musiałam temu podołać, musiałam to wytrzymać, chociaż wiedziałam, że będzie mnie to bardzo dużo kosztowało. Ale mimo bólu dowiozłam ten medal i jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.

Uśmiecha się Pani, mimo bólu.
To chyba grymas bólu (śmiech). Ja się bardzo dużo uśmiecham i chyba ten uśmiech mi w ogóle nie schodzi z twarzy. Nawet jak jestem zmęczona to chyba tak wyglądam.

Nie wiem, czy Pani wie, ale zdobyła trzechsetny medal w historii polskiego olimpizmu. Wiedziała Pani o tym?
Nie. Bardzo mnie to ucieszyło, świetnie.

Kiedyś powiedziała Pani, że pięciobój jest taką dyscypliną, że jak się dobrze zacznie to się kończy sukcesem.
Tak, coś w tym jest, że jak się zacznie na fali to potem na tej fali się kończy. Dlatego po tym świetnym początku wierzyłam, że dam radę. Nie mogłam siebie samej zawieść i sama w siebie zwątpić mimo tych myśli, które były w mojej głowie i tych wszystkich stresujących momentów. Do końca wierzyłam, że mnie na to stać.

Doskonale poszła Pani konkurencja jeździecka, która bywa często loteryjna, bo przecież nie znacie koni, na których jeździcie.
Świetnie się z nim dogadałam. Po prostu cudowny koń. Muszę go jeszcze tutaj znaleźć i wycałować, bo dużo mu zawdzięczam.

Można powiedzieć, że to taki medal wydarty charakterem, skoro jeszcze w marcu chodziła Pani o kulach.
Tak, to jest medal, który wydarłam wszystkimi siłami jakie miałam. I głęboką wiarą w siebie. Pracowałam na to całe życie i bardzo dużo poświęciłam, żeby ten medal mieć. Zresztą nie tylko ja, także moi najbliżsi.

Który moment rywalizacji był najtrudniejszy?
Zdecydowanie ostatnia konkurencja, czyli bieg ze strzelaniem. Konkurencji technicznych, mimo kontuzji, się nie zapomina. Bieg i pływanie są takimi konkurencjami, że trzeba trenować, by nadążać za rywalami. Pływanie nie ucierpiało, bo mogłam pływać cały czas. Ale tego biegu się bałam. Cztery osiemsetki nie są wdzięcznym dystansem dla osoby wracającej po kontuzji. Ale wierzyłam w siebie, że dobiegnę.

Pani medal może być doskonałą reklamą weganizmu.
To prawda, nie jem mięsa od dwóch i pół roku i jest mi z tym bardzo dobrze. Nie uważam, że mam mniej siły. Wiem, że będąc weganem można zrobić wszystko.

W wiosce olimpijskiej nie było problemu z jedzeniem dla kogoś, kto przestrzega takiej diety?
Na stołówce jest wiele dobrych rzeczy. Ale jak jestem na zawodach to weganizm trochę odchodzi na bok i zaczyna się wegetarianizm, bo trudno jest np. tutaj odżywiać się według zasad weganizmu. Gdy jestem w Polsce jest inaczej, a tutaj do mojej diety zaplątał się gdzieś nabiał, trochę jajek. To na zawodach się zdarza, ponieważ nie jestem w stanie sama gotować.

Dlaczego wybrała Pani pięciobój nowoczesny? Jest Pani za młoda, by pamiętać największe sukcesy polskiego pięcioboju.
Kiedyś już mówiłam, że wydaje mi się, że to nie my wybieramy pięciobój, tylko pięciobój wybiera nas. Jako młoda dziewczynka ze Starogardu Gdańskiego zaczynałam bieganie u boku mojego taty, jednocześnie zaczynając pływanie w klubie UKS Ósemka. Robiłam obie rzeczy naraz. Będąc młoda mogłam sobie na to pozwolić, startowałam i w jednych zawodach, i w drugich. Pamiętam, że mając trzynaście lat miałam finał B w pływaniu i czwarte miejsce w Mistrzostwach Polski w lekkiej atletyce. Widziałam, że będę w końcu musiała coś wybrać, a kochałam jedno i drugie. Rozwiązanie znalazło się samo, bo pojechałam na dwubój i spotkałam trenera, który powiedział mi, że jest coś takiego. Połączenie biegu i strzelania mi wyszło, a po roku dostałam powołanie do ośrodka szkoleniowego w Łomiankach. Mając czternaście lat wyjechałam ze Starogardu do Warszawy, żeby uczyć się pozostałych konkurencji. Jedenaście lat trenuję pięciobój i dzisiaj mogę cieszyć się z medalu.

Dla rodziców to pewnie była trudna decyzja, skoro wyjechała Pani z domu mając czternaście lat.
Dzisiaj widzę, jaka byłam młoda, gdy patrzę na moją siostrę, która jest w tym wieku, a jest moją małą siostrzyczką. Na pewno była to dla rodziców trudna decyzja, ale zawsze mieliśmy świetne relacje. Nigdy mi niczego nie zabraniali, przez co ja nigdy nie robiłam im niczego na przekór. Dzięki tej miłości, temu wsparciu, było to możliwe, żebym wyjechała spełniać marzenia.

Gdy jechała Pani na igrzyska myślała Pani o medalu?
Przede wszystkim cieszyłam się, że tu jadę po tych wszystkich przygodach i przeżyciach. To było widać podczas szermierki, przecież dopiero pierwszej konkurencji, gdy już wylewałam łzy ze szczęścia, że tu jestem. Myślę, że przez ten optymizm, przez ten uśmiech i przez tę wiarę w siebie byłam w stanie to zrobić. Bardzo się cieszyłam po szermierce, bo wiedziałam, że cokolwiek się stanie to dla mnie będzie dobrze.

Notował w Rio de Janeiro Paweł Hochstim

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki