Ruszył proces "policjantów". Gang oszustów od seniora potrafił wyłudzić prawie 1 mln zł!

Wiesław Pierzchała
Wiesław Pierzchała
Na ławie oskarżonych zasiadło ośmiu mężczyzn i dwie kobiety. Ich obecność to efekt połączenia dwóch spraw i dwóch aktów oskarżenia. Wyznaczona sala rozpraw była dość mała, dlatego dziennikarze – ze względu na zachowanie bezpieczeństwa w dobie pandemii – nie uzyskali zgody na udział w procesie. Jak nas poinformował sędzia Damian Krakowiak, rzecznik ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi, oskarżeni działali w Łodzi, innych miastach Polski i w Berlinie. Podszywając się pod policjantów byli tak sprytni i przekonywający, że od swych ofiar wyłudzali od 25 tys. zł aż do 907 tys. zł. Nie gardzili też złotą biżuterią. W tym przypadku pokrzywdzeni oszacowali swoje straty od 7 do 19 tys. zł. Centrala jednej z szajek była w Niemczech, skąd dzwoniono do ofiar w Polsce i gdzie odprowadzano wyłudzone pieniądze. Oskarżeni to m.in.: 37-letni Damian Sz. - „Jankes”, który jako jeden z nielicznych Polaków poznał liderów szajki w Niemczech, a także 37-letni Łukasz Sz. i 43-letni Adam K. Prokuratura zarzuca im, że należeli do zorganizowanej grupy przestępczej kierowanej zza Odry przez Daniela M. - pseudonimy „Cygi” i „Uszaty”.W szajce obowiązywała ścisła hierarchia.CZYTAJ DALEJ >>>>
Proces szajki oszustów, którzy metodą „na policjanta” na wielką skalę wyłudzali pieniądze - głównie od osób starszych, zaczął się we wtorek w Sądzie Okręgowym w Łodzi.

Na ławie oskarżonych zasiadło ośmiu mężczyzn i dwie kobiety. Ich obecność to efekt połączenia dwóch spraw i dwóch aktów oskarżenia. Wyznaczona sala rozpraw była dość mała, dlatego dziennikarze – ze względu na zachowanie bezpieczeństwa w dobie pandemii – nie uzyskali zgody na udział w procesie.

Jak nas poinformował sędzia Damian Krakowiak, rzecznik ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi, oskarżeni działali w Łodzi, innych miastach Polski i w Berlinie. Podszywając się pod policjantów byli tak sprytni i przekonywający, że od swych ofiar wyłudzali od 25 tys. zł aż do 907 tys. zł. Nie gardzili też złotą biżuterią. W tym przypadku pokrzywdzeni oszacowali swoje straty od 7 do 19 tys. zł.
Centrala jednej z szajek była w Niemczech, skąd dzwoniono do ofiar w Polsce i gdzie odprowadzano wyłudzone pieniądze. Oskarżeni to m.in.: 37-letni Damian Sz. - „Jankes”, który jako jeden z nielicznych Polaków poznał liderów szajki w Niemczech, a także 37-letni Łukasz Sz. i 43-letni Adam K. Prokuratura zarzuca im, że należeli do zorganizowanej grupy przestępczej kierowanej zza Odry przez Daniela M. - pseudonimy „Cygi” i „Uszaty”.

W szajce obowiązywała ścisła hierarchia. Najwyżej na tej drabinie stali bossowie gangu, a najniżej tzw. odbieracy, czyli osoby odbierające pieniądze od oszukanych. Co istotne, Daniel M. został skazany prawomocnie przez Sąd Okręgowy w Lublinie, jednak nie zgłosił się do odbycia kary i zniknął. Wysłano za nim listy gończe.

Według prokuratury, otwierający listę oskarżonych Damian Sz. nawiązał kontakt z Danielem M. na przełomie 2014 i 2015 roku. „Uszaty” poszukiwał „odbieraków”, którzy mieli mieć policyjną prezencję. „Jankes” jednak nie wyglądał na policjanta. Dlatego zaproponował bossowi, że będzie wyszukiwał i prowadził „odbieraków”. Daniel M. zgodził się i „Jankes” zabrał się do roboty. Efekt? Prokuratura zarzuca Damianowi Sz., że za pośrednictwem swego kolegi, Łukasza Sz., którego zwerbował do odbierania trefnych pieniędzy, wyłudził w sumie co najmniej 200 tys. zł oraz biżuterię i monety warte 12 tys. zł.

W Łodzi jest bezpiecznie?

Śledczy podają przykłady. Kwoty porażają. Od trzech nieznanych osób oszuści wyłudzili 10, 72 i 75 tys. zł, zaś od Leokadii K. w Łodzi prawie 50 tys. zł. Damian Sz. musiał się wykazać w swojej robocie, bowiem został zaproszony do Niemiec na spotkanie z szefami gangu. Dzięki temu śledczy zajrzeli za kulisy procederu. Okazało się, że do ofiar w Polsce dzwoniono zza Odry od poniedziałku do piątku. Dziennie wykonywano około stu telefonów. Rozmowy zwykle prowadził Daniel M. Wybierano osoby starsze.

Jeśli senior mówił, że trzyma gotówkę w domu, to słyszał od rozmówcy podszywającego się pod oficera policji, że listonosz współpracuje z przestępcami i wkrótce zostanie okradziony. Dlatego senior najlepiej zrobi, jeśli oszczędności przekaże wskazanemu „policjantowi”.

Jeżeli pieniądze były ulokowane w banku, to senior dowiadywał się, że kasjerka dała się skorumpować i podjęła współpracę z oszustami. W takich przypadkach ofiarę przekonywano, że najlepiej uczyni, jak wypłaci pieniądze i przekaże policji, która zastawi pułapkę na przestępców. W ten sposób dało się nabrać wiele osób, które straciły fortunę.

CZYTAJ INNE ARTYKUŁY

Polska zainwestuje w produkcję szczepionek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie