Rzecznik policji: Nie lubię, gdy policjant pyta: i co ja mam...

    Rzecznik policji: Nie lubię, gdy policjant pyta: i co ja mam z panem zrobić? [WYWIAD]

    rozm. Piotr Brzózka

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z insp. Mariuszem Sokołowskim, rzecznikiem Komendy Głównej Policji, rozmawia Piotr Brzózka
    insp. Mariusz Sokołowski

    insp. Mariusz Sokołowski ©Bartłomiej Ryży/Polskapresse

    Łapie Pan na drodze delikwenta, który nigdy nie powinien znaleźć się za kółkiem, bo ma orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów. A on się śmieje Panu w twarz i pyta: co mi pan zrobi, panie władzo? No właśnie - co może mu Pan zrobić, bo prawa jazdy nie odbierze ani punktów nie przyzna. Najwyżej może mu Pan wlepić 5 stów mandatu.
    Ja nie bawiłbym się nawet w postępowanie mandatowe. Za to, po pierwsze, nie dopuściłbym do dalszej jazdy. Po drugie - skierowałbym wniosek do sądu. Policjant na drodze ma do wyboru: pouczyć kierowcę, wystawić mu mandat, bądź skierować sprawę do sądu. I w takiej sytuacji nawet bym się nie zastanawiał nad tym ostatnim rozwiązaniem.
    Wskazywałbym też przy tym na zachowanie kierowcy oraz na fakt, że już raz został ukarany. Dla sądu szczególnie ważne byłoby, że ten człowiek działa w warunkach recydywy. Bo często jest tak, że ktoś dostaje mandat, nawet 500 złotych, ale to nie wpływa na niego edukacyjnie. Jak nie, to może grzywna w wysokości kilku tysięcy podziała. A jeśli dalej nie będzie efektu, to niestosowanie się do wyroków sądów jest już przestępstwem, co ma określone konsekwencje. Tak więc państwo nie jest bezsilne wobec takich kierowców.

    Policjant na drodze może sprawdzić, czy ktoś nie jest recydywistą?
    Tak, może to sprawdzić w systemie policyjnym. Wykroczenia drogowe i ich sprawcy są rejestrowani. Poza tym proszę zauważyć, że w lokalnych środowiskach policjanci dokładnie wiedzą, czy ktoś ma prawo jazdy, czy nie.

    Załóżmy, że nie mam prawa jazdy, ale jeżdżę zgodnie z przepisami. Jakie jest prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek zostanę zatrzymany do kontroli?
    Policjanci koncentrują się na osobach, które łamią przepisy. Czasem podczas kontroli stanu trzeźwości prosi się o dokumenty. Ale, jakie jest prawdopodobieństwo wpadki - nie potrafię wyliczyć. Jeśli ktoś dobrze jeździ, nie łamie przepisów, to faktycznie raczej policjant go nie zatrzyma. Jeśli podejmujemy działanie, to wówczas, gdy mamy do tego podstawy prawne i faktyczne. Nie można sobie kogoś tak po prostu wylegitymować. W każdym cywilizowanym państwie, jeśli ktoś nie łamie prawa, to przyjmuje się, że jest on praworządnym obywatelem.

    Kto na drodze stwarza większe niebezpieczeństwo. Nowicjusz, któremu jeszcze nie chciało się zrobić prawa jazdy, czy recydywista z odebranym prawem do prowadzenia auta?
    I jeden, i drugi. Ważniejsza jest kwestia myślenia i odpowiedzialności niż tego, czy ktoś ma prawo jazdy, czy nie, czy jest stary, czy młody. To jest kwestia tego, czy ktoś jest mądry czy głupi.

    Gdy zatrzymujecie kogoś bez prawa jazdy, często słyszycie tłumaczenie: ja tylko do sąsiada, 100 metrów...?
    Często. Zapomniałem, ja tylko na chwilę, ja tylko do sklepu. Indywidualną sprawą policjanta jest, jak to oceni.

    Z komunikatów policyjnych wynika, że często w sytuacji, gdy kierującemu grozi odebranie prawa jazdy za kolejne punkty, rozpoczyna on negocjacje, kończące się intratną propozycją finansową dla policjantów...
    Chodzi panu o propozycje korupcyjne? Tak może być, podejrzewam, że w desperacji można się rękoma i nogami bronić przed utratą prawa jazdy. Ludzie starają się negocjować, ale odpowiedzialny policjant powinien robić, co do niego należy. Nie za bardzo toleruję sytuację, gdy policjant zaczyna rozmowę od tekstu: "i co ja mam z panem zrobić?".

    Jest to zachęta...
    To jest zaproszenie do dyskusji. Oczywiście, u nas jest inaczej niż w wielu państwach zachodnich, gdzie się nie dyskutuje, tylko od razu wymierza mandat. Natomiast w polskim systemie prawnym nakłada się na policjanta rolę edukatora. On ma poinformować o wykroczeniu i wpłynąć na kierowcę, żeby podobnego wykroczenia nie popełnił w przyszłości. Niektórzy na wyrost tę rolę edukacyjną traktują jako zaproszenie do dyskusji czy negocjacji z policjantem.

    Czy to edukacyjno-negocjacyjne podejście jest jednym z czynników, które sprawiają, że Polacy nie boją się policji i wsiadają za kółko nawet bez prawa jazdy?
    Ludzie nie mają się bać policji. My jesteśmy od tego, żeby pomagać tym, którzy jeżdżą zgodnie z prawem. Wolałbym, żeby ludzie z własnej inicjatywy jeździli zgodnie z przepisami, mając na uwadze, że mogą spowodować zagrożenie. Powoli ta mentalność się zmienia.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo