Seryjny morderca w Katowicach mieszkał na poddaszu. Obok są mieszkania na wynajem. Bogdan Arnold zyskał przydomek "władca much"

grażyna kuźnik
Bogdan Arnold z Katowic zyskał sławę jako "władca much". Ma na swoim sumieniu życie co najmniej pięciu kobiet. Kiedy je zabijał, dzielnie walczyły. Dusił je i uderzał młotkiem, drapały go i biły, ale w końcu przegrywały. Arnoldowi bardzo podobało się zabijanie w domowym zaciszu przy ul. Dąbrowskiego.
Bogdan Arnold z Katowic zyskał sławę jako "władca much". Ma na swoim sumieniu życie co najmniej pięciu kobiet. Kiedy je zabijał, dzielnie walczyły. Dusił je i uderzał młotkiem, drapały go i biły, ale w końcu przegrywały. Arnoldowi bardzo podobało się zabijanie w domowym zaciszu przy ul. Dąbrowskiego. Karina Trojok/Archiwum Dziennika Zachoniego
Turyści, którzy wynajmują na krótko kwatery w Katowicach, mogą natknąć się na pozornie zwyczajną ofertę lokalu przy ulicy Dąbrowskiego 14, mieszkanie 9, na poddaszu. Ale to oferta dla osób o silnych nerwach. Taki dokładnie adres miał Bogdan Arnold, jeden z najsławniejszych polskich seryjnych morderców kobiet. Pierwszą z nich zabił tutaj 55 lat temu, udowodniono mu cztery podobne zabójstwa. On sam twierdził, że ofiar było o wiele więcej. Kiedy na procesie sędzia pytał, ile właściwie, Arnold odpowiedział: – Czy to ważne, ile? Osiem czy szesnaście i tak będę wisiał.

Turyści, którzy wynajmują na krótko kwatery w Katowicach, mogą natknąć się na pozornie zwyczajną ofertę lokalu przy ulicy Dąbrowskiego 14, mieszkanie 9, na poddaszu. Ale to oferta dla osób o silnych nerwach. Taki dokładnie adres miał Bogdan Arnold, jeden z najsławniejszych polskich seryjnych morderców kobiet. Pierwszą z nich zabił tutaj 55 lat temu, udowodniono mu cztery podobne zabójstwa. On sam twierdził, że ofiar było o wiele więcej. Kiedy na procesie sędzia pytał, ile właściwie, Arnold odpowiedział: – Czy to ważne, ile? Osiem czy szesnaście i tak będę wisiał.

Charakterystyczne dla Arnolda było to, że nie wiedział, jak pozbyć się ciał. Opowiadał, że miał z tym mnóstwo problemów. Rąbał ciała na kawałki; część rozgotował, część trzymał w szafkach; kawałki próbował spalić, rozpuścić w chlorku, wyrzucić na śmietnik, czasem karmić bezdomne koty. Resztę szczątek poupychał, gdzie się dało. Niestety dla niego, latem 1967 roku muchy i smród stały się nie do wytrzymania.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA

Ale gdyby klienci wynajmujący kwaterę na wakacje spotkali na schodach Bogdana Arnolda, to się nie przestraszyli. Wszyscy (żyjący) znajomi przyznawali, że był sympatyczny. Misiowaty, ułożony, przyjazny. Bardzo o siebie dbał, kiedy w łazience nie miał gdzie odłożyć licznych kosmetyków, postawił je na ciele rozkładającej się w wannie kobiety. Zużył wtedy sporo wody kolońskiej.

Znajomi nie dziwili się, że młody mężczyzna mieszka sam w prowizorycznym mieszkanku na poddaszu, przerobionym z pralni. No cóż, życie. Mówił, że się rozwiódł, żona wszystko mu zabrała, więc wprowadził się tam, gdzie mógł. Sąsiedzi nawet cieszyli się, że zamieszkał obok nie jakiś menel, ale ktoś niekarany, pracujący, a że wieczorem wraca z pobliskich lokali (,Kujawiak”, ,,Mazur”, ,,Hungaria”) troszkę podcięty i nie sam, to jego prawo. Ile kobiet z jego mieszkania wchodzi, a ile wychodzi, nikt przecież nie liczył.

Przez lata numeracja w kamienicy chyba się zmieniła, ale ze zdjęć mieszkanka do wynajęcia wynika, że jest ono podobne do tego, w którym zagnieździł się Arnold. Okna na fotografiach z wizji lokalnej i na reklamie są takie same. Tyle, że nie jest to już stara pralnia, tylko apartament. Klientka: ,,Lokalizacja świetna, blisko lokale z jedzeniem i kluby. Przytulny apartament.” Klient: ,,Wszystko czyste i zadbane. Można poczuć się jak w domu.” Widocznie Arnold, jeśli to jego mieszkanie, straszyć tam nie zamierza.

Firma też zachwala apartament Boogie Woogie, który składa się z sypialni, kuchni i łazienki. Po kuchence na węgiel, na której morderca gotował głowę jednej z ofiar, nie ma już śladu. Wanna czy raczej skrzynia obita blachą, sarkofag dla kilku ciał, też jest tylko upiornym wspomnieniem. Zainstalowano prysznic. Nazwa apartamentu nawiązuje do stylu gry fortepianowej i może by się Arnoldowi podobała, był przecież synem współwłaściciela fabryki fortepianów w Kaliszu.

Nie układało mu się jednak z rodziną, która miała mu za złe, że się nie uczy, tylko mu dziewczyny w głowie. Ożenił się jako nastolatek, szybko rozwiódł, ożenił się i rozwiódł znowu, potem wyjechał na Śląsk, gdzie znalazł pracę jako elektryk w hucie Baildon. Kiedy wprowadzał się na Dąbrowskiego w Katowicach jako 33-latek, miał już na koncie trzy rozwody i dwoje dzieci. Byłych żon nienawidził, głównie dlatego, że chciały od niego pieniędzy na dom, a do czułości się nie garnęły. Na procesie mówił, że kobiety poznane nocą w barach przy wódce tym właśnie go denerwowały, że też chciały pieniędzy za miłość. To mu przypominało, jakie wyrachowane, bez serca są kobiety. I ręce same zaciskały mu się na pętli, torturował je i dusił, zapominając, że to dzieje się w jego własnym domu. Zostawał więc z ciałami, a to, proszę sądu, kilogramy mięsa.

Edmund Kolanowski, nekrofil z Poznania, podczas wizji lokalnej, detalicznie opisywał swoje zbrodnie

Polscy seryjni mordercy. Władca Much, Fantomas, Skorpion i.....

W kamienicy zaczęło dziwnie śmierdzieć, sąsiadce z dołu spadały z rur kanalizacyjnych białe robaki. Administracja wzdychała, że rury stare, pan Arnold natomiast uprzejmie, swoim melodyjnym głosem przeprosił, że zapomniał i zostawił w zlewie mięso. Zgniło niestety, ale już wysprzątał. Na to jednak nie wyglądało. Sąsiedzi tłumaczyli sobie stałe wyłażenie robactwa spod jego drzwi faktem, że pan Boguś jest samotny, na gotowaniu się zna, nie ma lodówki i oto efekt. Ale lokatorzy z kamienicy naprzeciwko zgłosili sprawę milicji. Dostrzegli, że okna na poddaszu oblepione są muchami i że to co mieli za brudną firankę, jest żywe.

Bracia Józef i Walter Ryboszowie mocno się zaniepokoili, bo w mieszkaniu z muchami mógł ktoś umrzeć. Tym bardziej, że w klatce schodowej śmierdziało jak w starej jatce, a czerwiec 1967 roku był ciepły. Drzwi na poddaszu nikt nie otwierał. Przyjechała więc milicja i straż pożarna, a tego, co zobaczyła, nigdy nie zapomni. Pod parapetem leżały ludzkie zwłoki. W łazience w skrzyni obitej cynkową blachą rozkładało się kilka ciał. Funkcjonariusze nie mogli określić ani płci, ani liczby zwłok, na których kłębiły się tysiące larw. Sprawca zapakował kawałek ludzkiej nogi w gazetę, nie zdążył jednak pakunku wynieść.

W kuchni nie lepiej. Stał tam garnek z ugotowaną, kobiecą głową. Było czarno od tłustych much, wyglądało jednak na to, że ktoś tu mieszka, myje się i jada. Arnold właśnie śpieszył się z pracy do domu, gdy zobaczył pod kamienicą kordon milicji. Wiadomo, po co tam stała. Uciekł nierozpoznany, próbował ukryć się na hałdach Huty Silesia, ale po tygodniu się ujawnił.

W Katowicach można znaleźć małe mieszkania w atrakcyjnych cenach. Niektóre kawalerki do remontu kosztują mniej niż 100 tys. zł. Więcej trzeba dać za mieszkania w nowym budownictwie, w pełni wyposażone i z pięknym widokiem za oknami.Sprawdź ofertę najmniejszych mieszkań w Katowicach z cenami.Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE

Małe mieszkania w Katowicach na sprzedaż. "Ciasne ale własne...

Arnold nie ukrywał swojej duszy Kuby Rozpruwacza. Ciała kobiet ciął jak chciał, wycinał z nich wnętrzności, tłumaczył, że szukał pomysłu na pozbycie się kłopotu. Prokuratura ustaliła tożsamość trzech ofiar, czwarta pozostała nieznana, inne, jeśli były, też pozostały anonimowe. Maria, Stefania i Helga były prostytutkami, takimi co szły nie do siebie, ale do domu klienta, co jest bardzo ryzykowne. Nie powodziło im się najlepiej. Arnolda poznawały w lokalach, był porządnie ubrany, nie wyglądał groźnie, pochodził przecież z dobrego domu. Instynkt je zawiódł.

Kiedy je zabijał, dzielnie walczyły. Dusił je i uderzał młotkiem, drapały go i biły, ale w końcu przegrywały. Arnoldowi bardzo podobało się zabijanie w domowym zaciszu. Próbował też zamordować w mieszkaniu poznaną w barze Ludmiłę, którą przedtem wykorzystał, ale ona jedna miała tyle siły, że wyrwała się i uciekła z pułapki. Opowiedziała zaraz o napaści wariata milicjantom, ale wyrazili obojętność wobec przemocy na prostytutce, przecież to ryzyko jej zawodu.

Po ucieczce Ludmiły Arnold zabił jeszcze dwie kobiety. Nie wyraził żadnej skruchy, w sądzie zachowywał obojętność, życie kobiet nic dla niego nie znaczyło. Ożywiał się tylko wtedy, gdy mówił, z jakim trudem pozbywał się zwłok. Sąd nie skierował go na badania psychiatryczne, bo Arnold dostał pozytywną opinię z pracy. Miał tam kolegów, nie zawalał roboty, był odpowiedzialny, zachowywał się jak inni. Sąd uznał, że jeśli tak, to widocznie nie chorował psychicznie.

W marcu 1968 roku zapadł wyrok Sądu Wojewódzkiego w Katowicach; kara śmierci. W grudniu tego samego roku wyrok wykonano. 35-letni morderca, zawsze cyniczny, przed śmiercią poprosił o zdjęcie matki. I czego nikt się nie spodziewał, zapłakał. Wiedział, że nie takiej przyszłości i sławy ,,władcy much” chciała dla niego matka.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Materiał oryginalny: Seryjny morderca w Katowicach mieszkał na poddaszu. Obok są mieszkania na wynajem. Bogdan Arnold zyskał przydomek "władca much" - Dziennik Zachodni

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Aborigenus
Brawo, pani Kuznik.

Dobry, ciekawy artykul. Wiecej takich.

Wlasciwie czytam Was od kilku lat tylko z powodu tekstów Zasady i Borówki o historii Slaska itp. (Reszta to juz tylko sosnowiecko-czestochowska gazetka.) A od kilku miesiecy....wiadomo, co sie zmienilo...... :-(
G
Gość
Ten tekst to wypociny analfabety.

Żałosne i straszne . . .
Dodaj ogłoszenie