MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Sfrustrowani i wściekli

Anna Gronczewska
Obraźliwe gesty, wymuszanie pierwszeństwa to niestety codzienność na łódzkich drogach
Obraźliwe gesty, wymuszanie pierwszeństwa to niestety codzienność na łódzkich drogach fot. Krzysztof Szymczak
Kilka dni temu chwilę grozy za kierownicą przeżyła 40-letnia łodzianka Anna Jaworska. Jechała ze znajomymi ul. Dąbrowskiego w Łodzi. Wskazówka na liczniku grande punto pokazywała 80 kilometrów na godzinę. Jechała lewym pasem, bo za chwilę miała skręcić w ulicę Lodową. Nagle pędzący za nią volkswagen golf zaczął mrugać światłami, by zjechała z pasa.

Łodzianka nie zjechała. Wtedy golf wyprzedził ją i zaczął zwalniać. Kobieta także w pewnym momencie stanęła. Mężczyzna z volkswagena zaczął cofać na jednokierunkowej jezdni, a potem postawił auto w poprzek i wysiadł.

- Byłam przerażona - opowiada łodzianka. - Nagle zobaczyłam przed sobą ogolonego na łyso, potężnie zbudowanego mężczyznę. Ale gdy spostrzegł, że w samochodzie siedzą dwie dziewczyny, to wrócił do auta. Nie mam wątpliwości, że gdybym była mężczyzną, toby mnie uderzył albo uszkodził samochód.

Nie ma dnia, by do podobnych sytuacji nie dochodziło na naszych drogach. Z badań przeprowadzonych przez Ośrodek Badań Opinii Publicznej na zlecenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, dotyczących agresji i kultury na drodze, wynika, że blisko 80 procent kierowców spotyka się przynajmniej raz w tygodniu z agresją ze strony innych kierujących. W 78 procentach przypadków jest to zbyt szybka i ryzykowna jazda innych uczestników ruchu. Ponad połowa ma do czynienia z wymuszaniem pierwszeństwa. Co drugi kierowca skarży się, że przynajmniej raz w tygodniu spotyka się ze zbyt szybką i dynamiczną jazdą innych, która zmusza do gwałtownego hamowania, zmiany pasa ruchu. Jednak coraz częściej dochodzi do rękoczynów.

Choć policjanci nie mają statystyk agresywnych zachowań na drodze, to bez problemu przypominają sobie takie sytuacje. Łódzcy policjanci opowiadają o zdarzeniu, które miało miejsce wiosną tego roku. Na ul. Rzgowskiej w Łodzi, w rejonie placu Niepodległości, kierowca daewoo wyprzedzając bmw zajechał mu drogę. Kierowca bmw nie pozostał dłużny. Zajechał drogę daewoo, wysiadł z wozu i strzelił w twarz rywalowi z koreańskiego samochodu. Zszokowany kierowca daewoo chciał, by napastnik się zatrzymał. Ten jednak wsiadł do swojego bmw i próbował odjechać. Wtedy jego ofiara chwyciła za broń, którą miała w samochodzie i wystrzeliła w powietrze. Prowadzący bmw wystraszył się i zatrzymał swój wóz.

- Okazało się, że kierowca daewoo miał pozwolenie na broń, wyjaśnianiem sporu zajął się przechodzący akurat obok patrol policji - mówi Mirosław Micor, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

Barbara Król z Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego twierdzi, że agresywne zachowania są bardziej widoczne na drogach niż kiedyś.

- Kierowcy jeżdżą w korkach, to powoduje ich rozdrażnienie, zniecierpliwienie - twierdzi Barbara Król. - Jeśli więc godzinę stoimy w korku, a potem wjedziemy na odcinek prostej, niezatłoczonej drogi, to wciskamy pedał gazu. Przy okazji zajeżdżamy drogę innym, wymuszamy pierwszeństwo przejazdu.

Bogusław Kędziora, aspirant sztabowy, z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi radzi, by gdy dojdzie do kryzysowej sytuacji, zastosować podstawowe zasady psychologii. Przede wszystkim należy starać się załagodzić sytuację. Jeżeli to nie pomaga, nie pozostaje nic innego jak zadzwonić po policję. Gdy krewki kierowca zamierza uciec, warto spisać numery auta, zebrać świadków i samemu pojechać na komisariat, by opowiedzieć o zdarzeniu. - Tyle że z okoliczności zdarzenia musi wynikać, że zostało umyślnie sprokurowane przez sprawcę - mówi Bogusław Kędziora. Jeżeli na przykład w czasie takich drogowych przepychanek napastnik uszkodzi nam auto, to taka sytuacja nie jest traktowana jako kolizja drogowa, a uszkodzenie mienia. Aspirant sztabowy Bogusław Kędziora zaznacza jednak, że takie zachowanie musi mieć znamiona chociażby wykroczenia. Nie wystarczy, że ktoś jest dotknięty chamskim zachowaniem innego kierowcy.

- Pracownik komisariatu przyjmujący takie zgłoszenie na pewno oceni, czy zachowanie kierowcy miało znamiona przestępstwa lub wykroczenia - dodaje policjant. - Jeśli okaże się, że takie zachowanie stwarza zagrożenie dla innych uczestników ruchu, to agresywny kierowca zostanie ukarany grzywną lub mandatem.

Andrzej Markowski, psycholog transportu drogowego, twierdzi, że za kierownicą ujawnia się nasze atawistyczne zachowanie. - Kobiety dwa razy rzadziej powodują różne konfliktowe sytuacje na drodze - dodaje Andrzej Markowski.

Psycholog prosto wyjaśnia to, co dzieje się z nami za kierownicą. Sytuacja w domu, w pracy jest dokładnie kontrolowana przez pewne normy i zasady, które nazywa się kulturą. Jednak zwykle nie jesteśmy zadowoleni z naszej pozycji społecznej. Potwierdzamy ją więc na drodze.

- Jesteśmy przekonani, że wyprzedzając kogoś, od razu jesteśmy lepsi, a pukając się w głowę, wystawiając środkowy palec, pokazujemy, kto rządzi na drodze - mówi Andrzej Markowski. - Młodzi ludzie, którzy nie mają potwierdzonej pozycji społecznej, na drodze zachowują się, jakby to oni tam rządzili.

Andrzej Markowski wyjaśnia, że auto dla wielu jest atrybutem pozycji społecznej. - Jeśli jadę mercedesem i wyprzedza mnie honda, to nie ma w tym nic złego, ale gdy maluch, to nie mogę dopuścić do tego - mówi Andrzej Markowski.

Zdaniem kierowców, nie ma jednej recepty na to, by zwalczyć agresję na drodze. Ale aż 48 procent badanych kierujących uważa, że agresję na drodze zmniejszy się, jeśli będzie większy nadzór policji. Radzą też, by unikać kontaktu wzrokowego z agresywnym kierowcą, nie zatrzymywać się, nie zjeżdżać na pobocze, bo może dojść do rękoczynów, nie wolno pouczać innych kierowców, bo może ich to sprowokować do awantury.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki