ZOBACZ
    KONIECZNIE

    Ile się zarabia w województwie?

    Rozwiń
    Sieradzanin pielgrzymował wozami. Teraz idzie na Jasną Górę

    Sieradzanin pielgrzymował wozami. Teraz idzie na Jasną Górę

    Dariusz Piekarczyk

    Dziennik Łódzki

    Wacław Tęsiorowski, czyli król sieradzkich wozaków, jest już na emeryturze. Sześć lat temu, po raz ostatni, pojechał wozem konnym na Jasną Górę. Konia

    Wacław Tęsiorowski, czyli król sieradzkich wozaków, jest już na emeryturze. Sześć lat temu, po raz ostatni, pojechał wozem konnym na Jasną Górę. Konia pozyczył od Adriana

    W poniedziałek, po raz 406. na Jasną Górę wyruszy Sieradzka Piesza Pielgrzymka- jedna z najstarszych w Polsce.Dla mieszkańców Sieradza i okolicczas pielgrzymki, to wyjątkowe przeżycie
    Wacław Tęsiorowski, czyli król sieradzkich wozaków, jest już na emeryturze. Sześć lat temu, po raz ostatni, pojechał wozem konnym na Jasną Górę. Konia

    Wacław Tęsiorowski, czyli król sieradzkich wozaków, jest już na emeryturze. Sześć lat temu, po raz ostatni, pojechał wozem konnym na Jasną Górę. Konia pozyczył od Adriana

    Idą, idą... Wyszli już z Monic, są na Krakowskim Przedmieściu, przy Trzech Krzyżach - podniecenie w gęstym tłumie - stojącym wzdłuż całej ulicy Krakowskie Przedmieście - narasta. Wreszcie wyłaniają się policyjne motocykle pulsujące światłami. Za nimi kawalkada motocyklistów w czarnych kurtkach. Wtedy odzywają się dzwony prastarej kolegiaty, z której rycerze wyruszali bić się z Krzyżakami. Zaczynają bić radośnie. Kto wie, może najradośniej w całym roku.

    CZYTAJ: Sieradzka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę [ZDJĘCIA ARCHIWALNE]

    - Są, już są. Dochodzą do budynku Ochotniczej Straży Pożarnej. Idą, twarze ogorzałe od słońca, ale zmęczenia nie widać, wręcz odwrotnie. Radosne podniecenie. Na początku pielgrzymki dziewczynki i kobiety w sieradzkich strojach ludowych. Migają kolorowe chustki marynuski, zapaski, staniki. W górze chorągwie, które na co dzień są w kolegiacie. Ludzie rzucają kwiaty na pielgrzymów, podbiegają, całują ich, niektórzy ukradkiem ocierają łzy. Głowę księdza Jarosława Szpolorowskiego, kierownika pielgrzymki, ledwo co widać spod góry kwiatów, które trzyma na rękach. Powitanie wygląda, jakby witano wojsko wracające ze zwycięskiej wojny. Wreszcie pątnicy dochodzą do kościoła, zatrzymują się. Stanisław Kosatka, przewodnik pielgrzymki od roku 1985 lub 1986, podchodzi do świątyni, klęka. Cichną radosne głosy, choć dzwony nadal szaleją. On zdaje się tego nie słyszeć. Obejmuje mury świątyni i całuje ją, a potem kładzie pod murem kwiaty. - To z radości, że Bóg dał mi kolejny rok wędrowania, ale i prośba, żeby to nie był rok ostatni - mówił potem.

    Tak wygląda 29 sierpnia każdego roku powitanie Sieradzkiej Pieszej Pielgrzymki. Wyruszy ona w drogę 22 sierpnia, po porannej mszy.

    Jadą wozy pielgrzymkowe

    W poniedziałek rano starszy, postawny pan z laską wyjdzie na Krakowskie Przedmieście. Stanie na chodniku, po wielokroć odpowie „cześć”, „witam” czy „dzień dobry”. To Wacław Tęsiorowski, przez lata całe król sieradzkich wozaków i ten od którego pielgrzymowanie wozami na Jasną Górę zaczęło się. Fach przejął po ojcu Antonim. Wozy po raz ostatni jechały sześć lat temu, podczas jubileuszowej, 400. pielgrzymki. Ich czas minął. A jak to się zaczęło? - Jedna z pierwszych powojennych pielgrzymek, o ile nie pierwsza, była kolejowa - zaczyna opowieść pana Wacław. - Tak, kolejowa, tylko że w takich odkrytych wagonach, jakimi przewozi się węgiel, czy cement. Mieliśmy stołeczki do siedzenia. Ale co to za pielgrzymka. Przychodzi do mnie proboszcz fary Apolinary Leśniewski i mówi „Wacek, namów chłopów z Męki, Jezior, Kłocka, Bogumiłowa, Dzigorzewa, Charłupi Małej, Woźnik i pojedźmy na Jasną Górę wozami. Nikt wcześniej wozami nie jeździł”. Podchwyciłem pomysł proboszcza. Pojechaliśmy w ponad 30 wozów. Wozy przykryte plandekami. Panie kochany, jakie to było wtedy wydarzenie. Ludzie wychodzili na drogę, machali nam, pozdrawiali. Jak wjechaliśmy na Rynek Wieluński w Częstochowie, postój. Kto mógł i miał, przebierał się w stroje sieradzkie i do tego nasze chorągwie z fary. Jak wchodziliśmy ludzie oniemieli. Nikt wcześniej nie widział takiej pielgrzymki. I jeszcze panu powiem, że ja, jak każdy sieradzak, miałem swoją chorągiew, z którą wchodziłem na Jasną Górę. Ostatnio jak chodziłem, było mi już trudno, myślałem że padnę, ale wszedłem. Jak już przychodził sierpień, to byłem w innym świecie, myślałem tylko o naszej pielgrzymce. Nie, nie, tym razem nie pójdę, roboty tyle. W końcu mówię sobie jednak: „Wacek Bóg dał ci zdrowie, idź podziękować”.

    Sześć lat temu, kiedy szła 400. pielgrzymka sieradzka po raz ostatni pojechały wozy, choć wcześniej od kilku lat już nie jeździły. Wtedy pojechały bodajże trzy. I jechał pan Wacław, tak jak przed laty, wozem z numerem 1. - Konia pożyczyłem od Adriana z Olendrów - wspomina. - Nie chciał zupełnie jeść, jakiś taki dziwny był. Karmiłem go po drodze jabłkami i jakoś dojechaliśmy do Częstochowy. Tam stanąłem na jednym z podwórek. Zjadł trawy, wytarzał się, otrząsnął, to ja wtedy splunąłem, bo splunąć trzeba, taki zwyczaj. I wie pan, pomogło. Do Sieradza szedł jak trzeba.

    Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 8-14 sierpnia 2016 roku

    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo