18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Smutek i radość

Witaszczyk na dziś
Grzegorz Gałasiński/archiwum Dziennika Łódzkiego
Marszałek Sejmu nie ma prawa rozwiązać smoleńskiego zespołu Antoniego Macierewicza, ani zakazać posłom udziału w jego pracach - stwierdzili wybitni prawnicy konstytucjonaliści. Ta wiadomość skrajnie zasmuciła jedną połowę Polaków, a drugą mocno ucieszyła. Kogo zasmuciła wieść o bezsilności marszałek Kopacz wobec posła Macierewicza? Zapewne tych, którzy - jak twierdzą - boją się otworzyć lodówkę, żeby i stamtąd nie usłyszeć awantury o Smoleńsk.

Paradoksalnie wśród zadowolonych jest co najmniej kilku polityków koalicji. Ci uważają, że nic tak nie szkodzi notowaniom PiS, jak komisja Macierewicza. W zeszłym tygodniu Stefan Niesiołowski, zamieszkały w Łodzi poseł PO z Zielonej Góry, uznał że za komisję Macierewiczowi i Kaczyńskiemu należy się wielki bukiet. Chęć obdarowania przeciwników bukietem dowodzi nie tylko, że komisja sprawia Niesiołowskiemu radość. Sugeruje też, że poseł ma węża w kieszeni, bo jak obdarzać dwóch facetów jednym bukietem?

Ponadto wśród zadowolonych jest co najmniej kilku wybitnych dziennikarzy i komentatorów. Ci z kolei radują się, że jeszcze długo będą mogli gadać-pisać o feralnej roli brzozy pułapki. Przykładów, że takie sprawy ciągną się bez końca, nie brakuje. Dość przypomnieć, że w Portugalii katastrofę lotniczą z 1980, w której zginął tamtejszy premier i minister obrony, badało dziewięć kolejnych komisji przez 32 lata. Zanosi się, że u nas też tak będzie.

Jerzy Witaszczyk

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
R.Z.

Do portugalskiego rekordu zostało nam jeszcze 29 lat, ale co daleko szukać, jak w Polsce jest jeszcze lepszy przykład. 4 lipca 1943 w Gibraltarze w katastrofie lotniczej zginął gen. Sikorski - śledztwo w tej sprawie trwa z małymi przerwami już 70 lat, ostatnio prowadził je IPN, była nawet przeprowadzona sekcja zwłok generała. Możliwe, że w sprawie katastrofy smoleńskiej też krócej nie będzie a może jeszcze dłużej.

s
siormirny

2. Jak to się stało, że dowódca statku powietrznego zarządził odwrót mówiąc głośno i wyraźnie „odchodzimy”, a mimo to samolot obniżał lot aż do roztrzaskania się o ziemię, co?
Dowódca zarządził odwrót, i jeśli samolot niezareagował na stery, to dlaczego nie wywołało to niepokoju czy też paniki pilotów, którzy dalej spokojnie obniżali lot. Gdyby po komendzie "odchodzimy" zaciął się ster, na pewno pilot by o tym coś do kolegów powiedział.

m
misiorny

(oraz wielu moich znajomych) przedstawia się w wielkim skrócie następująco:
W czasie podchodzenia do lądowania, 80 metrów nad ziemią, dowódca statku powietrznego widząc, że nic nie widzi, powiedział głośno i wyraźnie : „odchodzimy”. Po tej komendzie samolot w dalszym ciągu obniżał swój lot, w akompaniamencie monotonnie podawanych przez Nawigatora odczytów wysokości:
…60 metrów
…50 metrów,
…40 metrów,
…30 metrów,
…20 metrów, itd.
oraz wniebogłosy wrzeszczącego w głośniku operatora wieży kontrolnej, który podawał, że na ich radarze są już do poziom gruntu.
W kilka sekund później samolot roztrzaskał się o ziemie - uprzednio tracąc w zderzeniu z brzozą skrzydło, (albo też nie tracąc tego skrzydła), co dla faktu roztrzaskania się o ziemię nie ma żadnego znaczenia.
Tyle wiem.
W związku z takim stanem mojej wiedzy o katastrofie, mam cztery uniżone, uprzejme pytania do pana inżyniera Laska, wyznaczonego przez mojego Premiera do wytłumaczenia mi przyczyny katastrofy:
1. Skoro już kilka godzin po katastrofie specjaliści z Międzypaństwowego Awiacyjnego Komitetu (MAK) orzekli, że przyczyną katastrofy jest błąd pilota, a po 10 miesiącach potwierdzili to swoim raportem nie wnosząc do pierwotnej konkluzji nic nowego, oraz orzeczeniu powołanej specjalnie tzw. Komisji Millera, która tylko powtórzyła konkluzję rosyjską, to ciekaw jestem, czy naprawdę pan Lasek uważa, że przez dwa ostatnie lata naprawdę nie znaleziono żadnych nowych dowodów i nie wydarzyło się zupełnie nic, co by rzucało nowe światło na przebieg katastrofy, co???

2. Jak to się stało, że dowódca statku powietrznego zarządził odwrót mówiąc głośno i wyraźnie „odchodzimy”, a mimo to samolot obniżał lot aż do roztrzaskania się o ziemię, co?

3. Jak to się stało, że katastrofa wojskowego samolot NATO mającego na swoim pokładzie prezydenta i dowództwo wojskowe kraju, należącego do NATO nie została zbadana przez specjalistów NATO od katastrof lotniczych i Polska nie zwróciła się do NATO o pomoc w zbadaniu wypadku tego wojskowego NATO-wskiego samolotu, co?

4. Dlaczego pan inżynier Lasek, któremu pan Premier specjalnie płaci za odpowiadanie na pytania ludności notorycznie nie chce odpowiedzieć mi na te 3 powyższe pytania, zadawane mu już nie tylko przeze mnie , ale i przez inne osoby, a zamiast tego zajmuje się szyderstwami i wykpiwaniem osób, które tę katastrofę starają się wyjaśnić po amatorsku i za własne pieniądze bez wynagrodzenia z państwowej kasy?

m
misiorny

(oraz wielu moich znajomych) przedstawia się w wielkim skrócie następująco:

W czasie podchodzenia do lądowania, 80 metrów nad ziemią, dowódca statku powietrznego widząc, że nic nie widzi, powiedział głośno i wyraźnie : „odchodzimy”. Po tej komendzie samolot w dalszym ciągu obniżał swój lot, w akompaniamencie monotonnie podawanych przez Nawigatora odczytów wysokości:
…60 metrów
…50 metrów,
…40 metrów,
…30 metrów,
…20 metrów, itd.
oraz wniebogłosy wrzeszczącego w głośniku operatora wieży kontrolnej, który podawał, że na ich radarze schodzą już do poziomu gruntu.
W kilka sekund później samolot roztrzaskał się o ziemie - uprzednio tracąc w zderzeniu z brzozą skrzydło, (albo też nie tracąc tego skrzydła), co dla faktu roztrzaskania się o ziemię nie ma żadnego znaczenia.
Tyle wiem.
W związku z takim stanem mojej wiedzy o katastrofie, mam cztery uniżone, uprzejme pytania do pana inżyniera Laska, wyznaczonego przez mojego Premiera do wytłumaczenia mi przyczyny katastrofy:
1. Skoro już kilka godzin po katastrofie specjaliści z Międzypaństwowego Awiacyjnego Komitetu (MAK) orzekli, że przyczyną katastrofy jest błąd pilota, a po 10 miesiącach potwierdzili to swoim raportem nie wnosząc do pierwotnej konkluzji nic nowego, oraz orzeczeniu powołanej specjalnie tzw. Komisji Millera, która tylko powtórzyła konkluzję rosyjską, to ciekaw jestem, czy naprawdę pan Lasek uważa, że przez dwa ostatnie lata naprawdę nie znaleziono żadnych nowych dowodów i nie wydarzyło się zupełnie nic, co by rzucało nowe światło na przebieg katastrofy, co???

2. Jak to się stało, że dowódca statku powietrznego zarządził odwrót mówiąc głośno i wyraźnie „odchodzimy”, a mimo to samolot obniżał lot aż do roztrzaskania się o ziemię, co?

3. Jak to się stało, że katastrofa wojskowego samolot NATO mającego na swoim pokładzie prezydenta i dowództwo wojskowe kraju, należącego do NATO nie została zbadana przez specjalistów NATO od katastrof lotniczych i Polska nie zwróciła się do NATO o pomoc w zbadaniu wypadku tego wojskowego NATO-wskiego samolotu, co?

4. Dlaczego pan inżynier Lasek, któremu pan Premier specjalnie płaci za odpowiadanie na pytania ludności notorycznie nie chce odpowiedzieć mi na te 3 powyższe pytania, zadawane mu już nie tylko przeze mnie , ale i przez inne osoby, a zamiast tego zajmuje się szyderstwami i wykpiwaniem osób, które tę katastrofę starają się wyjaśnić po amatorsku i za własne pieniądze bez wynagrodzenia z państwowej kasy?

Dodaj ogłoszenie