"Solidarność" i ZNP razem pod Urzędem Miasta Łodzi w sprawie pensji niepedagogicznych: woźnych, kucharzy czy sekretarek (ZDJĘCIA)

Maciej Kałach
Maciej Kałach
W środę przedstawiciele tzw. niepedagogicznych pracowników szkół i przedszkoli pojawili się pod Urzędem Miasta Łodzi, aby sprzeciwić się wypowiedzeniu przez UMŁ układu gwarantującego im dodatek do pensji od samorządu. Grzegorz Gałasiński
W środę (12 sierpnia) przedstawiciele tzw. niepedagogicznych pracowników szkół i przedszkoli – w tym woźnych, kucharek czy sekretarek – pojawili się pod Urzędem Miasta Łodzi, aby sprzeciwić się wypowiedzeniu przez UMŁ układu gwarantującego im dodatek do pensji od samorządu. Niepedagogiczni zrobili to pod flagami dwóch central – Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz oświatowej "Solidarności". To o tyle znaczące, że "S" i ZNP rzadko podejmują wspólne działania.

Związkowcy umówili się, że w środę pod UMŁ pojawi się tylko kilkudziesięciu przedstawicieli niepedagogicznych – chcieli przybliżyć swoje obawy łodzianom, ale bez organizowania dużej pikiety, z uwagi na bezpieczeństwo sanitarne.

Spór magistratu z niepedagogicznymi. O co w nim chodzi?

Jeśli UMŁ nie wycofa się z decyzji o wypowiedzeniu układu, przestanie on obowiązywać w listopadzie 2020. Dlatego Roman Laskowski, przewodniczący oświatowej "S" w Łodzi, oraz także obecna w środę pod UMŁ, Alicja Czekaj, kierująca ZNP na łódzkim Widzewie, zapowiedzieli, że na ostrzejsze działania, w razie potrzeby, związkowcy mają jeszcze czas.

Co to za działania? Nie trudno sobie wyobrazić, że w warunkach trwającej epidemii nawet krótki strajk osób odpowiedzialnych za czystość w szkole, czy za aprowizację stołówek, mógłby sparaliżować łódzką oświatę...

O tym sporze piszemy od maja, kiedy UMŁ wypowiedział obecny układ zbiorowy, obowiązujący od 1997 r. Okres wypowiedzenia kończy się w listopadzie, do tego czasu urzędnicy chcą wypracować nowy dokument. A związkowcy dążą do utrzymania obecnego, dopuszczając renegocjację jego przestarzałych szczegółów – np. przydziały na mydło i herbatę mogłyby być zastąpione kartami na zajęcia sportowe.

Dlaczego urzędnicy wypowiedzieli układ niepedagogicznym?

Co urzędnikom nie podoba się w obowiązującym układzie? Gwarantuje on czterem tysiącom zatrudnionych w miejskich placówkach oświaty przede wszystkim 20-procentową premię do podstawy pensji.

W argumentacji UMŁ pojawiły się wyliczenia: jeśli minimalne wynagrodzenie nauczyciela stażysty to 2782 zł brutto (na samym początku kariery, zatem bez różnych dodatków), średnia pensja woźnej w mieście to 3120 zł brutto (minimalna plus premia z układu, bez tzw. stażowego).

Do przeciwników obecnego układu należy przynajmniej kilku dyrektorów szkół. Za ich sprawą w mieście pojawiły się też nieoficjalne wyliczenia: że woźna, ze stażowym, zarabia ok. 3,6 tys. brutto (co już ogromnie demotywuje młodych nauczycieli), a w podstawówkach są przypadki dyrektorskich pensji mniejszych od otrzymywanych przez sekretarkę (ok. 4,3 tys. brutto).

Jakie są argumenty ZNP i "Solidarności"?

Związkowcy też starają się przekonać ogół łodzian do swoich racji. Według nich, trzeba naciskać na rząd, żeby podniósł płace początkujących nauczycieli – a nie równać w dół na poziomie samorządu.

Pod UMŁ niepedagogiczni opowiadali, że ich praca jest ciężka, także z powodu limitów nakładanych przez urzędników na dyrektorów odnośnie zatrudnienia obsługi szkół – w skrócie: metraż do sprzątnięcia ogromny, a rąk do pracy mało.

Najlepszy polski sędzia nie jedzie na Euro

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie