Sousa ma obowiązek bywać na meczach polskich klubów! Selekcjoner wybrał złą taktykę i popełnia niewybaczalne błędy personalne [WYWIAD]]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Bartosz Bereszyński nie jest środkowym obrońcą. Selekcjoner ustawiając go na niewłaściwej pozycji, robi krzywdę zawodnikowi i drużynie. Paulo Sousa powinien poszukać i budować następcę Kamila Glika, który nadal jest niezastąpiony, ale to zupełnie inny piłkarz niż podczas Euro'16. Jego czas w kadrze wkrótce się skończy - twierdzi Piotr Czachowski. Co na to trener Biało-Czerwonych?
Bartosz Bereszyński nie jest środkowym obrońcą. Selekcjoner ustawiając go na niewłaściwej pozycji, robi krzywdę zawodnikowi i drużynie. Paulo Sousa powinien poszukać i budować następcę Kamila Glika, który nadal jest niezastąpiony, ale to zupełnie inny piłkarz niż podczas Euro'16. Jego czas w kadrze wkrótce się skończy - twierdzi Piotr Czachowski. Co na to trener Biało-Czerwonych? fot. sylwia dąbrowa/polska press
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Jestem nie tylko zdziwiony, ale wręcz zdegustowany faktem, że Paulo Sousa nie ogląda takich meczów jak Legii z Leicester, czy naszych ligowych klasyków. W reprezentacji filozofia gry powinna być dostosowana do zawodników, jakich posiadamy. Selekcjoner popełnił błąd w taktycznym założeniu i niestety bezrefleksyjnie brnie w tę stronę. Bartosz Bereszyński nie jest stoperem, a po ogłoszeniu, że Wojtek Szczęsny będzie numerem 1 - stracił cały zespół - twierdzi Piotr Czachowski. Były reprezentant Polski, Piłkarz Roku 1991 w Polsce według tygodnika "Piłka Nożna". Ekspert Eleven Sports i Polsatu w obszernej rozmowie odnosi się także do sytuacji mistrzów Polski.

Spodziewał się pan, że początek Ligi Europy może być tak udany dla Legii?

Na pewno nie. Nawet jeśli pod wodzą Czesława Michniewicza Legia potrafi koncentrować się na mecze pucharowe. Jestem pod wrażeniem dyscypliny taktycznej, zarówno w Moskwie, jak i w meczu z Leicester. Rywale byli doskonale przeczytani, ich analiza była bardzo dobra, co później przełożyło się na właściwe ustawienie naszego zespołu. Liga Europy w wykonaniu mistrzów Polski to fajna odskocznia od pucharowej katorgi polskich zespołów. Nawet w sytuacji, gdy w tegorocznych eliminacjach dobrze prezentował się także Raków, a i Śląsk miał dobre momenty. Legia poszła dalej i nabiła już taki kapitał w grupie, że pewnie powoli przy Łazienkowskiej zaczynają myśleć o pucharowej wiośnie. Do tego jeszcze jednak daleka droga.

Schody zaczną się dopiero teraz, ponieważ po dwóch wygranych nikt już Legii nie zlekceważy?

To prawda, Legia zapracowała już na super poważne traktowanie nawet przez rywali z górnej europejskiej półki. Nie deprecjonowałbym jednak osiągnięcia mistrzów Polski i nie wskazywał wystawienia przez Brendana Rodgersa składu dalekiego od optymalnego, jako głównej składowej tego sukcesu. Tylko w pierwszej kolejności pokłoniłbym się tym, którzy ograli znacznie bogatszego, wyżej notowanego, i - co tu dużo mówić - lepszego rywala. Wiedzieli bowiem, jak to zrobić i zapracowali na wygraną. Zespół Michniewicza nawiązał do dobrych tradycji Legii dotyczących meczów z Anglikami na własnym stadionie. Przecież z Blackburn Rovers w Lidze Mistrzów także było zwycięstwo…

…a z Manchesterem United w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów udało się nie przegrać na wyjeździe. Z panem w składzie.

To o tyle ważne przypomnienie, że wówczas w ekstraklasie także nam zupełnie nie szło, natomiast w PZP spisywaliśmy się koncertowo. Jest zatem jakieś nawiązanie do sytuacji sprzed 30 lat, umiejętność gry z Anglikami jest wpisana w DNA Legii Warszawa.

Sugeruje pan, że tym razem także może skończyć się na półfinale europejskiego pucharu?

Czasy się zmieniły. Dla tego zespołu osiągnięciem porównywalnym do naszego półfinału byłoby wyjście z grupy w Lidze Europy. Umiejętności poszczególnych zawodników, których Legia teraz ma, są naprawdę niemałe. Nawet w skali europejskiej. Tym bardziej jestem zdziwiony, że zespół z takim potencjałem zawodzi – i to na całej linii - w lidze. Dla mnie jednak tylko kwestią czasu jest, że drużyna Michniewicza złapie dobry wiatr także w PKO BP Ekstraklasie. Naprawdę ma bowiem dużo jakości.

Wszystko rozgrywa się w głowach, na naszych ligowych boiskach brakuje motywacji?

Myślę, że motywacji nie brakuje. Przecież piłkarze walczą o miejsca w wyjściowym składzie, każdy chciałby grać jak najwięcej, a potem wyjechać do silniejszej ligi i grać za lepsze pieniądze. W meczu z Rakowem zabrakło w zasadzie tylko fartu, którego mistrzowie Polski mają w Lidze Europy aż nadto. Przecież początek meczu z Leicester znaczony był błędem Cezarego Miszty i kolejnym Mateusza Wieteski przy wyprowadzaniu piłki. A w drugiej połowie goście grali już bardzo dobrze i nasza obrona oraz bramkarz musieli naprawdę wykazać się, żeby zachować czyste konto. Doping był fantastyczny, jak zwykle zresztą, zawodnicy byli w stanie dać więcej niż 100 procent. Legia umiała kontrolować spotkanie i wybiegała to zasłużone zwycięstwo. To recepta także na zwycięstwa w naszej ekstraklasie, gdzie przeciwnicy grają z takim mentalnym nastawieniem jak Legia w Lidze Europy. A skoro po drugiej stronie jest pełne napięcie, mistrzowie Polski muszą odpowiadać pasją i zaangażowaniem. Kluczem do sukcesu na kilku polach jest oczywiście umiejętna rotacja składem przez trenera.

Problemem jest także skuteczność. Lirim Kastrati i Tomas Pekhart nie wykorzystali świetnych sytuacji z Leicester, a wcześniej Rafa Lopes i Mahir Emreli w lidze w spotkaniu z Rakowem...

To fakt, tylko nie wiem, jak to logicznie wytłumaczyć. Przecież kontrataki w starciu z Leicester były wyprowadzone w sposób znakomity, perfekcyjny. O ile Kastrati przegrał pojedynek z bramkarzem, o tyle dla Pekharta nie ma usprawiedliwienia. Król strzelców poprzedniego sezonu stracił pewność siebie po tym, jak przegrał rywalizację o miejsce w wyjściowym składzie Legii. Kastrati wypieścił mu podanie, Czech miał obowiązek to wykorzystać. Nawet jeśli gra znacznie mniej niż w poprzednim sezonie. Tak doświadczony zawodnik powinien być w pełni gotowy, jeśli na boisku pojawia się na 10 minut. Przecież umiejętności nagle mu nie spadły…

Wieteska, Bartosz Slisz, czy Maik Nawrocki powinni być wyżej w rankingu Sousy?

Selekcjoner reprezentacji Polski musi zwracać uwagę na każdego Polaka, który wyróżnia się w takich meczach pucharowych. Kamil Glik jest dyrygentem i zawiadowcą obrony, ale nie grzeszy już szybkością i zwrotnością. To już nie jest ten sam piłkarz, co w 2016 roku, choć nadal jest niezastąpiony w naszym bloku defensywnym, jak nikt inny umie wykorzystać doświadczenie w takim spotkaniu jak z Anglią. Dlatego jestem nie tylko zdziwiony, ale wręcz zdegustowany faktem, że Sousa nie ogląda takich meczów jak Legii z Leicester i naszych ligowych klasyków. Musi szukać, bo za chwilę era Kamila w kadrze dobiegnie po prostu końca. Próbował już zresztą ustawienia bez Glika, ale dostał dwie bramki na Węgrzech, i szybciutko się z naszym kierownikiem przeprosił. Nie umiem powiedzieć, z jakiego powodu nie chce spróbować choćby Wieteski, który - nie licząc niefrasobliwości przy wyprowadzaniu piłki na początku meczu z Leicester - został pozytywnie zweryfikowany przez Ligę Europy. To błąd.
Wieteska w lutym skończy 25 lat. Już nie można mówić o nim, że jest młody, perspektywiczny i jego czas nadejdzie…
Zrobił kolosalny postęp od czasów wypożyczenia do Górnika. Myślę, że za chwilę pomyśli o transferze do dobrego klubu zagranicznego, bo na pewno ma ku temu papiery. Ma też umiejętności, żeby zagrać w kadrze. Ma szczęście, że trafił nie tylko w młodzieżówce na Michniewicza, bo nauczył się wygrywać także z faworytami, z zespołami lepszymi od naszej kadry U-21, czy od Legii. I trener kadry także powinien korzystać z tego kapitału. To niewątpliwie także jeden z tych zawodników, który powinien natchnąć Legię do odpalenia także w PKO Ekstraklasie. W tym roku Lech Macieja Skorży gra przecież bardzo ciekawą piłkę, i ma uzasadniony apetyt na tytuł mistrza Polski. Jeśli Legia chce dotrzymać Kolejorzowi kroku, już nie może pozwalać sobie na – nawet niefartowne – porażki. Taka jest prawda.

Jeśli mówimy o tytule, to w pierwszej kolejności w roli faworyta należy wymienić Raków. To klub, jakiego jeszcze w Polsce nie było, budowany z głową, naprawdę mądrze.

Marek Papszun jest trenerem, który stawia na harówkę na treningach, i ta ciężka praca przynosi efekty, bo Raków zrobił kosmiczny postęp. Co najlepiej było widać w pucharach. Szkoleniowiec ma pomysł na grę, umie tę ideę wdrożyć, w ofensywie Raków jest bardzo groźny, atakuje w sposób niekonwencjonalny, ale czasami jeszcze nie nadąża za tym obrona. A to jest przecież klucz do sukcesu Legii w Lidze Europy, i powinno być także podstawą budowy reprezentacji. Tymczasem w strategii przyjętej przez Paulo Sousę – nie jest. To jest zespół bardzo daleki od drużyny Adama Nawałki, która wywalczyła ćwierćfinał ME w 2016 roku.

Pod wodzą Portugalczyka Biało-Czerwoni rozegrali w zasadzie tylko dwa dobre spotkania. Z Hiszpanią i Anglią…

…i w obu tych meczach zagraliśmy zgodnie z polskim DNA - z kontry. Przecież nawet zespół Kazimierza Górskiego w latach 70., gdy mieliśmy najsilniejszą reprezentację, bazował na szybkich atakach. Nie dominował przeciwnika posiadaniem piłki, to nie leży w naszej naturze. Możemy wygrywać charakterem, walką, zaangażowaniem, lepszym od rywala wybieganiem. A nie finezyjnym konstruowaniem akcji i posiadaniem. Mamy Roberta Lewandowskiego, który jest fenomenem i znacznie przerasta partnerów z drużyny narodowej, ale nie dostarczymy mu piłki w ataku pozycyjnym.

Ma pan poczucie straconego czasu w reprezentacji Polski w roku 2021?

Niestety, mam. Ustawienie, które Sousa zaproponował dla reprezentacji Polski, jest identyczne jak Fiorentiny; to ewidentnie jego konik. Tyle że w kadrze narodowej trener najpierw powinien zobaczyć, jakich ma piłkarzy, i dopiero później dobierać taktykę. A filozofia gry powinna być podporządkowana pod naszą mentalność, atuty i umiejętności. Sousa popełnił błąd w założeniu i niestety brnie w tę stronę bezrefleksyjnie.

Uważa pan, że Wojtek Szczęsny powinien być ogłoszony bramkarzem numer 1 kadry w momencie, kiedy przeżywał zniżkę formy?

Przychodząc do reprezentacji selekcjoner nie miał prawa tak powiedzieć, przyspieszył przecież decyzję Łukasza Fabiańskiego o zakończeniu gry dla Polski. Przecież gość, który ma 36 lat i jest w wysokiej formie, nie będzie przyjeżdżał na zgrupowania tylko po to, żeby rozgrzać kogoś innego. Uważam, że cały zespół stracił na tej przedwczesnej nominacji Sousy, a najbardziej - Wojtek. To wspaniały bramkarz, ale na początku sezonu popełniał błędy, które ewidentnie dowodzą, że nie dojeżdżała mu głowa. Musi nad nią pracować. Wszystko, a w każdym razie jeszcze przed nim, jest wciąż młodym bramkarzem. Powinien budować mentalność, odporność na stres i koncentrację. W Romie i początkach gry w Juventusie był zdecydowanie lepszy niż ostatnio. To fakt, nie opinia.

Bartosz Bereszyński sam nie wystawia się na pozycji stopera w kadrze…

…ale nie jest środkowym obrońcą. Przed przyjściem do Legii był napastnikiem, potem rozwijał prędkość i inne walory na skrzydle. To nie jest wszechstronny zawodnik, został przygotowany, żeby grać właśnie na boku. Na prawej flance spisuje się znakomicie. W ustawieniu Sousy miejsce dla Bartka jest zatem tylko na prawym wahadle. Świetnie wiąże przecież elementy defensywne z ofensywą. A na środku obrony po prostu sobie nie radzi. Selekcjoner ustawiając Bartka na niewłaściwej pozycji, robi krzywdę jemu i drużynie.

Jako specjalista od Serie A sądzi pan, że Piotr Zieliński będzie jeszcze kiedyś liderem reprezentacji Polski z prawdziwego zdarzenia?

Długo wierzyłem, że będzie playmakerem z prawdziwego zdarzenia, ustawionym tuż za Lewandowskim. Teraz wydaje mi się jednak, że głowa Piotra nie dojeżdża w krytycznych momentach. W klubie, gdzie wokół siebie ma zawodników znacznie lepszych niż w kadrze, świetnie się sprawdza. Nie musi być liderem, nikt tego od niego nie wymaga. Przy partnerach z niższej półki niż w Napoli, wyraźnie traci na wartości. Piotr to nie jest zawodnik, który będzie nadawał ton. Dlatego trzeba zakładać, że w reprezentacji nie da tyle, ile daje w swej drużynie w Serie A, gdzie gra 8 dobrych meczów na 10. W kadrze proporcje są zupełnie inne, bardzo dobre są najwyżej 2 na 10. I chyba już pora, żeby do tego przywyknąć. I nie oczekiwać od Zielińskiego więcej niż może dać Biało-Czerwonym.

Jest pan optymistą przed finiszem eliminacji?

Jeśli Lewandowski będzie zdrowy i zagra, baraż powinien być nasz. Po bardzo dobrym spotkaniu z Anglią cały zespół powinien być zresztą napędzony na tyle, żeby pokonać Albanię i Węgry. Będziemy faworytami, ale na pewno stać nas, żeby ostatni mecz z Madziarami rozegrać na własnych zasadach; a nie tak jak w Budapeszcie. To powinien być klucz do wyjścia z grupy.

Z Jerzym Brzęczkiem na ławce byłby pan spokojniejszy o awans do strefy barażowej? Przez eliminacje Euro przebrnął pewnie, choć na brak stylu narzekaliśmy wszyscy.

Z jednej strony - na pewno mielibyśmy bardziej uporządkowaną grę w defensywie, bo Jurek nigdy nie zdecydowałby się na ustawienie z wahadłowymi. Tyle tylko, że - patrząc na siermiężny futbol w kadencji Brzęczka - dziś nasza gra do przodu wygląda lepiej. Byłem zaskoczony zmianą selekcjonera w dziwnym momencie - i w finałach ME pod wodzą poprzedniego trenera na pewno nasz zespół nie spisałby się gorzej niż pod kierunkiem Sousy - ale na dłuższą metę zmiana była potrzebna. Po to, żeby wykorzystywać potencjał tkwiący w naszych zawodnikach. Szkoda tylko, że kadra wpadła z deszczu pod rynnę. Z siermięgi do kręgu tiki-taki, która jest nam kulturowo obca.

Rozmawiał Adam Godlewski

Znamy przyszłość Roberta Kubicy. WYWIAD

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie