Stan Musial: Legenda baseballu z polskimi korzeniami

Marek KondraciukZaktualizowano 
O wizycie gwiazdy baseballu rozpisywały się ówczesne gazety archiwum
Zmarły w styczniu Stanley Musial był gwiazdą baseballu, znał się z prezydentami USA, a pokolenia Amerykanów wielbiły go za dobrą grę i jeszcze za życia stawiały pomniki. Jednak ten wielki gwiazdor zajmował też specjalne miejsce w sercach wielu Polaków.

Kiedy 19 stycznia zza oceanu nadeszła wieść, że w wieku 93 lat zmarł baseballista wszech czasów Stan Musial, mocniej zabiły z żalu serca w Kutnie. Odszedł bowiem honorowy obywatel miasta, który rozsławiał Kutno i przyczynił się do jego sportowego rozwoju na skalę wcześniej nieosiągalną. Był legendą baseballu, narodowego sportu Amerykanów i drugim Polakiem obok Papieża Jana Pawła II, któremu postawiono pomnik za życia. Stoi w Saint Louis, przed stadionem drużyny Cardinals, której barwom i emblematowi z dwoma papugami siedzącymi na baseballowej pałce był wierny przez całą karierę (1941-1963).

Z "domu championów"
Pochodził z Donory i był zaledwie 20 lat młodszy od miasta powstałego w roku 1900. Donora to miasto nieopodal Pittsburgha, które ma przydomek "dom championów", bo wydało wielu znakomitych sportowców. Stan był jednym z najwybitniejszych.

Spotkałem Stana Musiala we wrześniu 1987 w Kutnie. To była jego pierwsza wizyta w ojczyźnie przodków.

- Przyleciał Stan Musial i będzie u nas - mówił przez telefon pełnym emocji głosem Waldemar Adam Szymański, jeden z ojców baseballu w Kutnie, a obecnie prezes MKS Stal BiS. - Niech pan koniecznie przyjedzie, zapraszam.

Trochę mi było wstyd, że nie dowierzałem zawsze przecież solidnemu panu Waldkowi. Czy to możliwe, ten słynny Stan Musial w Kutnie?! Przecież baseball dopiero tam raczkuje. O Musiale wiedziałem, że jest królem baseballu, gry której tajniki dopiero zgłębiałem. Nie było jeszcze internetu, więc nie można było "wygooglować" legendy St Louis Cardinals. Trzeba było szukać informacji w książkach.

Musiałem przy tym być
Kiedy stanąłem na boisku w Kutnie przed wielkim Stanem, powitał mnie promienny uśmiech od razu zjednujący sympatię.

- Co pana sprowadza do Kutna? - spytałem nieco prowokacyjnie.

- Jak dowiedziałem się, że robicie tu baseball, to musiałem przyjechać, musiałem przy tym być - odpowiedział.

Słabo mówił po polsku, wolał posługiwać się angielskim, ale chętnie przypominał sobie - jak sam mówił - język swojego dzieciństwa. Wyczuwało się, że od Stana Musiala bije trudna do zdefiniowania charyzma. Wyróżniała go z grona gości, a towarzyszyli mu Moe Drabowski, Joe Rubinstein i wiceprezydent Europejskiej Federacji Baseballu Holender Dick von Blick.

Najbardziej lubiany stan Ameryki
Był na tym spotkaniu również red. Maciej Petruczenko z "Przeglądu Sportowego" i powiedział zdanie, które później funkcjonowało w mediach swoim niezależnym bytem: "Ze wszystkich Stanów Ameryki Północnej najbardziej lubiany jest Stan Musial".

Przybysze zza oceanu i Holender obejrzeli w Kutnie międzynarodowy turniej o memoriał im. Brunona Przliorza. To właśnie z tej okazji nazwa Kutno pojawiła się na pierwszej stronie "International Herald Tribune".

Na kawę z Kennedym
Stanley Musial trzykrotnie wybierany był najlepszym zawodnikiem sezonu w zawodowej lidze, czterokrotnie zdobywał drugie miejsce, a 24 razy znalazł się w drużynie gwiazd sezonu. Po zakończeniu kariery trafił do Hall od Fame, galerii sław amerykańskiego sportu.

W USA był niekwestionowaną gwiazdą. Podejmowali go prezydenci: m.in. Harry Truman, John Fitzgerald Kennedy, Lyndon Johnson, George Bush, Jimmy Carter, a jeszcze kilka miesięcy temu spotkał się z Barackiem Obamą.

Szczególnie bliskie relacje miał z Johnem F. Kennedym i podczas pierwszej wizyty w Kutnie chętnie o nich opowiadał.

- Moja kariera była bardzo długa, grałem do 43 roku życia - mówił Stan Musial. - W 1960 spotkałem się w hotelu w Millwaukee z Kennedym, ówczesnym kandydatem na prezydenta. Miałem już czterdziestkę na karku. Kennedy powiedział wówczas: niektórzy mówią, że Stan Musial jest już za stary, żeby grać w baseball, a inni, że John Kennedy za młody, żeby zostać prezydentem. - Jedni i drudzy się mylą - odparłem. Dwa lata później, nie pamiętam już w którym meczu, miałem cztery spektakularne "home runy" z rzędu i to na oczach prezydenta. Kennedy poprosił mnie do loży honorowej i wspomniał naszą rozmowę w Millwaukee. - I co, to jednak my mieliśmy wtedy rację panie prezydencie - powiedziałem i serdecznie uśmialiśmy się.

Pierwszą wizytę Stana Musiala w Kutnie wspomina Waldemar A. Szymański, który ją organizował.

Wyprzedzając furmanki
- Ze znanej Stanowi Musialowi tylko z opowiadań ojca Warszawy wieźliśmy go samochodem "dziwną "trasą", którą nazywaliśmy drogą z Moskwy do Berlina - mówi Waldemar Szymański. - Po drodze wyprzedzaliśmy liczne jeszcze wtedy furmanki, które dodawały kolorytu, ale zdecydowanie opóźniały jazdę. Kutno, "siermiężne" wtedy miasto przywitało gości ładną pogodą, przyjazną atmosferą i zadziwiającym dla niego boiskiem baseballowym, ulokowanym na płycie stadionu piłkarskiego. Ścieżki do biegania pokryte były wykładziną dywanową, aby nie niszczyć trawy. Goście osobiście sprawdzali, czy to jest prawdziwe i czy da się na tym grać. Stan do Polski przyleciał z żoną oraz gronem przyjaciół. Nie miał pustych rąk. Przywiózł i podarował nam sprzęt baseballowy o wartości ok. 50 tysięcy dolarów. To był sprzęt baseballowy najwyższej jakości, a przekazaliśmy go do ośmiu klubów, w których uprawiano wtedy baseball - dodaje Waldemar Szymański.

Stan Musial spędził w Kutnie trzy dni.

- Codziennie odwoziłem go do płockiego ośrodka maszyn żniwnych w oddalonej o 30 km Soczewce - kontynuuje Waldemar Szymański. - Dlaczego tam? W Kutnie nie było wtedy hotelu, o standardzie zbliżonym chociażby do średniej klasy. Już pierwszego dnia, gdy goście chcieli się odświeżyć, zaprosiłem ich do swojego domu. Ku mojemu zaskoczeniu Stan wypakował ze swojej torby: papier toaletowy, jakieś mydełka, ręczniki i pełno kosmetycznych drobiazgów. Zapytałem po co ta kolekcja, a Stan odrzekł: - Czytaliśmy, że u was o te rzeczy niełatwo. Na szczęście miałem w domu to co było potrzebne, a również w hotelu w Soczewce wszystko było na swoim miejscu. Stan Musial zmienił wtedy nieco opinię o ojczyźnie swoich przodków. Kłopoty pojawiły się kiedy dwa dni później goście poprosili o szampana, aby uczcić narodziny kolejnego wnuka Stana. Naszą reputację uratował Pewex - dodaje prezes MKS Stal BiS.

Goście z Ameryki pojechali również do Warszawy na spotkanie z ówczesnym wiceprezydentem, a wkrótce prezydentem George Bushem seniorem.

Rzucać piłkę z Bushem
- Z kutnowskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego wynajęliśmy autokar marki "San", który dla Stana i jego przyjaciół musiał być osobliwością - wspomina Waldemar Szymański. - Spotkanie pierwotnie planowane było w Kutnie, ale służby specjalne, po serii lustracji stadionu i samego Kutna nie wyraziły na to zgody. Dla naszych najmłodszych baseballistów, którzy mieli okazję porzucać piłką z Bushem to spotkanie w amerykańskiej ambasadzie było wielkim przeżyciem.

Stanley Musial, był później w Polsce jeszcze trzykrotnie. W roku 1996 uświetnił swoją obecnością otwarcie pierwszego boiska do gry w baseball w kutnowskim centrum Małej Ligi. W 1997 roku odwiedził nasz kraj wspólnie ze swoim przyjacielem amerykańskim pisarzem Jamesem Michenerem (autorem bestseleru - Poland), a w roku 2000 otrzymał od kutnowskiego samorządu tytuł honorowego obywatela miasta Kutno. Mała Liga jego imieniem nazwała wtedy jeden ze stadionów w swoim centrum.

To była ostatnia wizyta naszego wielkiego rodaka. Stan zdrowia na więcej już mu nie pozwolił. Potem słynny baseballista ograniczał się jedynie do wspierania w USA akcji zbierania środków na budowę i funkcjonowanie centrum Małej Ligi w Kutnie.

- Dodajmy, że z powodzeniem - mówi Waldemar Szymański. - Fundacja Polska Mała Liga przez te kilkanaście lat działalności w Kutnie wydała tu ponad sto milionów złotych.

Portret Stanleya Musiala zdobi dziś salę, w której obradują kutnowscy rajcy. W centrum Małej Ligi dumnie prezentuje się wielki napis "Stan Musial Stadium", a kilkadziesiąt tysięcy młodych sportowców, z wielu krajów Europy, Afryki i Azji, każdego roku rywalizuje, by móc w lipcu przyjechać do Kutna i zagrać na tym stadionie.

W Polsce jest jeszcze jeden obiekt nazwany jego imieniem, a jest to wybudowane w 1997 roku na stadionie olimpijskim we Wrocławiu boisko do gry w baseball dla dzieci. Kiedy Stanisław Musiał przyjechał do Kutna w 1987 nie przypuszczał zapewne, że ziarno baseballu, które zasiał wyda takie owoce.

Z nieodłączną harmonijką
Ostatnią wizytę Stanisława Musiała w Polsce w sierpniu 2000 wspomina Jerzy Bystrowski z Fundacji Kopernikańskiej. - Otoczony swoimi najbliższymi przyjaciółmi i rodziną, wzruszony, odbierał od prezydenta miasta polską szablę, symbolizującą honorowe obywatelstwo Kutna - mówi Jerzy Bystrowski. - Wdzięczni mieszkańcy wiwatowali na widok gości jadących w kierunku Centrum Małej Ligi Baseballowej. W trakcie poświęcania jednego ze stadionów imieniem Stana Musiala, poproszono go na płytę boiska. Stan natychmiast zareagował po swojemu: "This is baseball…I never leave home without my harmonica…" (to jest baseball, a ja nigdy nie ruszam się z domu bez mojej harmonijki) i zaczął grać "Take me out for a Ballgame".

Stanisław Musiał nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Jego ojciec Łukasz, wyemigrował za ocean na przełomie IX i XX wieku. Prawdopodobnie, jak ustaliła rodzina Stana mieszkająca do dziś w Przemyślu, pochodził ze wsi Zadniszówka, powiat Skałat, woj. tarnopolskie (obecnie Ukraina), które w tamtych czasach było częścią Galicji w Cesarstwie Austro-Węgierskim.

On już tak miał
- Stan był gwiazdorem wyjątkowym - mówi Waldemar Szymański. - Nie błyszczał w mediach, nie palił, nie pił, prowadził przykładne życie rodzinne. Był wierny swoim ideałom. On już tak miał. Był wierny dyscyplinie, wierny klubowym barwom, ale również wierny swojej żonie Lillian, z którą przeżył… 72 lata. Wychował czworo dzieci, ma jedenaścioro wnuków i "armię prawnuków". Nigdy nie był bohaterem jakiegoś skandalu. Jak pisała prasa amerykańska: "kryształowy charakter". Media go kochały - choć nie dostarczał im "pikantnych" newsów - dodaje Szymański.

Stan the Man
- Stan zawsze był magnesem dla swoich fanów, którzy potrafili go uszanować w każdym zakątku świata - mówi Jerzy Bystrowski. - Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych zaproszono go do Gdańska, akurat w porcie cumowały okręty marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Była to pierwsza wizyta po zakończeniu zimnej wojny, więc zainteresowanie było duże. Kiedy weszliśmy po trapie na jeden z krążowników, gdzie Stan miał spotkać się z ważnymi osobistościami, nagle jeden z marynarzy krzyknął: - o, patrzcie, to Stan the Man! Natychmiast wszyscy, pozostawiając oficjalnych gości, podbiegli do niego i prosząc o autograf, otoczyli go ciasnym kręgiem. A przecież w czasach kiedy Stan grał tych młodych ludzi jeszcze nie było na świecie. Staliśmy z boku patrząc jak rozdaje swoje karty. Wielu współczesnych sportowców mogło mu pozazdrościć takiego szacunku. Będziemy go pamiętać zawsze uśmiechniętego, ujmująco skromnego człowieka, który kiedyś, w 1998 roku powiedział w Saint Louis do jednego z członków ekipy Telewizji Polskiej: "wiesz, dla mnie najwspanialszą rzeczą w życiu było jedno: wstać rano, założyć swoje sneakersy i pobiec na stadion pograć w baseball" - dodaje Jerzy Bystrowski.

Pewnie Stan Musial zaprosi Tam kiedyś wszystkich na mecz. A później zagra coś na swojej harmonijce...

polecane: FLESZ: 10 matek, które zmieniły świat

Wideo

Materiał oryginalny: Stan Musial: Legenda baseballu z polskimi korzeniami - Dziennik Łódzki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3