Stephane Antiga ma wyprowadzić polską kadrę na szerokie wody

Paweł Hochstim
Stephane Antiga w ostatnim w meczu PGE Skry Bełchatów z Indykpolem AZS Olsztyn
Stephane Antiga w ostatnim w meczu PGE Skry Bełchatów z Indykpolem AZS Olsztyn Dariusz Śmigielski
"Porządny człowiek", "idealny kandydat do scalenia drużyny", "niekonfliktowy"... Stephane Antiga w środowisku polskiej siatkówki cieszy się bardzo dobrą opinią. Problem jest jeden - nikt nie wie, jakim jest trenerem, bo jeszcze nim nie był, a już wiadomo, że poprowadzi reprezentację siatkarzy, czyli drugą po piłkarskiej najważniejszą drużynę w Polsce.

- Od dawna chciałem być trenerem i myślałem, że będę nim już wcześniej. Ale po każdym sezonie myślałem sobie: kurczę, nie było źle, może zagrać jeszcze rok? I grałem - mówi Antiga. Kilkanaście tygodni temu podpisał dwuletnią umowę z PGE Skrą Bełchatów, ale już wiadomo, że karierę skończy wcześniej. Dokładnie w dniu ostatniego meczu PGE Skry w tym sezonie.

Wielu polskich trenerów odbiera nominację Antigi jako policzek dla całego środowiska. Z jednej strony nie można odebrać im racji, bo powołanie na stanowisko selekcjonera, który nie jest trenerem jest oczywistym sygnałem dla innych - jesteście tak słabi, że wolimy wziąć "nie-trenera", niż któregokolwiek z was. Ale wydaje się, że o wyborze francuskiego przyjmującego zdecydowały przede wszystkim jego cechy osobowościowe. Czyli to coś, co ma sprawić, że w jego drużynie będą chcieli grać wszyscy.

Antiga w Polsce jest już sześć i pół roku, a znalezienie na jego temat anegdoty jest właściwie niemożliwe. Spokojny, uśmiechnięty, ale raczej trzymający się z boku. Niespecjalnie okazujący emocje i lubiany przez wszystkich. Zakochany przede wszystkim we własnej rodzinie.

Do dzisiaj wspomina, że najwspanialszą chwilą w jego życiu był ślub na jednej z wysp Polinezji Francuskiej. A gdy w 2009 roku w barwach Skry występował w Klubowych Mistrzostwach Świata w Katarze, godzinami przesiadywał w kawiarni, w której był bezpłatny dostęp do internetu i przez skype'a rozmawiał z rodziną. Jego syna znali niemal wszyscy kibice PGE Skry, bo jego zdjęcie było na klubowym autokarze, którym podróżowali gracze bełchatowskiego klubu.

Najciekawszą anegdotą związaną z Antigą jest chyba... primaaprilisowy żart na stronie internetowej bełchatowskiego klubu. 1 kwietnia 2007 roku Skra ogłosiła, że genialny francuski siatkarz podpisał kontrakt w Bełchatowie. Dzień później informację tę zdementowano, a dwa miesiące później... podano jeszcze raz. Tym razem już bez żartów, bo rzeczywiście bełchatowianom udało się zatrudnić genialnego francuskiego siatkarza.

- Kilka miesięcy wcześniej graliśmy z Portolem Majorka w Lidze Mistrzów, a w składzie tego zespołu był właśnie Stephane. Dałem mu wtedy swoją wizytówkę i wziąłem numer od niego. Tak na wszelki wypadek - opowiada prezes Skry Konrad Piechocki.

Gdy okazało się, że Antiga chciałby zagrać w Polsce, Piechocki postanowił to wykorzystać. Francuz podpisał umowę w Bełchatowie, choć rosyjski klub z Ufy oferował mu wtedy zarobki wyższe o 50 procent. Antiga obawiał się mroźnej Rosji, a poza tym chciał się przekonać, czy rzeczywiście w Polsce siatkarz ma szansę stać się bohaterem tłumów.

- Jest geniuszem. Często na treningach otwieram szeroko usta ze zdziwienia, gdy Stephane pokazuje swoje umiejętności - tak o Antidze mówił Bartosz Kurek, dziś lider reprezentacji, gdy rok później trafił do Skry. Kurek nie ukrywa, że wspólne treningi z Antigą miały wielki wpływ na jego rozwój. Do dzisiaj uważa Francuza za jednego z najlepszych graczy, z którym był w jednym zespole.

Pozostali gracze bełchatowskiego zespołu do dzisiaj zachwycają się technicznymi umiejętnościami Antigi, który jest jednym z niewielu siatkarzy na świecie, który jest w stanie kilkadziesiąt razy z rzędu zagrać piłkę dokładnie w to samo miejsce. Być może to przypadek, ale era zwycięstw Skry w PlusLidze skończyła się po rezygnacji z Antigi. Siatkarz dwa lata spędził w bydgoskiej Delekcie, gdzie pokazał, że wciąż może grać na wysokim poziomie. Gdy dostał propozycję powrotu do Skry natychmiast z niej skorzystał. Tym bardziej, że - zgodnie z wizją Miguela Falaski, jego wieloletniego przyjaciela, a obecnie trenera PGE Skry - jest najważniejszą postacią nowej drużyny, która ma przywrócić sukcesy bełchatowskiemu klubowi.

Według pierwszych przecieków to właśnie Falasca miał być asystentem Antigi w reprezentacji. I choć ostatecznie został nim Philippe Blain, wieloletni trener Antigi z reprezentacji Francji, to nie można wykluczyć, że Falasca nie będzie w jakiś sposób pomagał przyjacielowi. Ich kariery wyglądają bardzo podobnie. Razem grali w Portolu Majorka oraz Skrze Bełchatów i... niemal jednocześnie zostali trenerami, obaj w niespodziewanych okolicznościach. Falasca dostał propozycję rozpoczęcia kariery trenerskiej w Bełchatowie gdy zastanawiał się, czy chce mu się jeszcze grać w lidze rosyjskiej. Z kolei Antiga dostał od losu wielki prezent, bo przecież fotel trenera reprezentacji Polski to w siatkarskim świecie jedna z najlepszych posad.

Francuski siatkarz podkreśla, że nie boi się swojej nowej funkcji. Zresztą jako zapalony nurek, obserwujący podwodny świat również w mniej bezpiecznych akwenach, nie boi się niczego. Trenerskiego doświadczenia nie ma, ale przez lata grał na najwyższym poziomie w ligach francuskiej, włoskiej, hiszpańskiej i polskiej. Wygrywał Ligę Mistrzów i sięgał po medale Mistrzostw Europy oraz Mistrzostw Świata. A do tego pracował z kilkoma wybitnymi trenerami, jak choćby wspomniany Blain, Daniel Castellani, czy Marcelo Mendez. To ich szkołę pewnie będzie widać w pracy Antigi.

Ale nie tylko brak trenerskiego doświadczenia wyróżnia Antigę na tle wcześniejszych zagranicznych selekcjonerów polskiej reprezentacji. Francuz będzie pierwszym, który będzie umiał porozumieć się z zawodnikami w języku polskim. Gdy dwa lata temu żegnał się z Bełchatowem, nie mówił po polsku ani słowa. Przez dwa lata spędzone w Bydgoszczy nauczył się świetnie mówić w naszym języku. Do tego płynnie mówi po francusku, angielsku, włosku i hiszpańsku.

Powołania Antigi na stanowisko trenera reprezentacji Polski nikt dzisiaj głośno nie skrytykuje, bo każdy wie, że ten projekt - na pierwszy rzut oka szalony - może wypalić. Wystarczy, że Antiga dogada się z Mariuszem Wlazłym, Pawłem Zagumnym i Danielem Plińskim, a już będzie miał silniejszą kadrę od Andrei Anastasiego. Nikt chyba nie wątpi, że Wlazły jest lepszym atakującym od Jakuba Jarosza, Zagumny lepiej rozgrywa od Łukasza Żygadły, a Pliński może wygrać rywalizację z Łukaszem Wiśniewskim, Marcinem Możdżonkiem, czy Andrzejem Wroną.

- Nikogo do gry w kadrze nie będę namawiać, także Mariusza. Zobaczymy, czy będzie chciał grać w kadrze i jak będzie się prezentował w trakcie sezonu - mówi Antiga, ale trudno w to wierzyć. Bo nawet szefowie związku nie ukrywają, że liczą, iż Francuz stworzy zespół ze wszystkich najlepszych polskich siatkarzy. Gdy do tego dołożymy "zwyczajowe" w siatkówce uprzywilejowanie w drabince turnieju gospodarza Mistrzostw Świata, to medal drużyny pod wodzą Antigi wcale nie jest nieprawdopodobny.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie