Studiują w Łodzi, ale nią nie żyją

Jacek Grudzień
Jacek Grudzień
Jacek Grudzień DziennikŁódzki/archiwum
Udostępnij:
Muszę znów wrócić do sprawy łódzkich zabytków, a w zasadzie byłych zabytków. Podczas ostatniej sesji Rady Miasta radni zaapelowali do władz państwowych o zmianę prawa, która zniechęci właścicieli zabytkowych nieruchomości do ich niszczenia.

Z jednej strony inicjatywa cieszy, z drugiej martwi, bo to dowód na to, że my łodzianie społeczeństwa obywatelskiego jeszcze nie stworzyliśmy. Bo jeśli potrzeba wprowadzać restrykcyjne przepisy, to znaczy, że najsilniejsza władza, czyli władza obywateli, jest zbyt słaba. Może dlatego, że nie potrafimy przekonać samych siebie do tego jakie nasze miasto jest piękne i cenne. Prawo powinno być surowsze, ale w miastach, w których jest silne społeczeństwo obywatelskie żaden "inwestor" nie odważy się dokonać zamachu na to, co jest dla miasta cenne.

Jak zwykle gdy studenci wracają na uczelnie, powraca hasło Łodzi akademickiej. Ponad 100 tysięcy studentów i wykształconej kadry naukowej to siła, która może nakręcać miasto, czynić je atrakcyjnym, jednak ciągle pod tym względem więcej mówimy o potencjale niż o faktach.

Cały czas odnoszę wrażenie, że uczelnie w Łodzi są trochę oderwane od tego co się tu dzieje, mimo coraz większych starań szkół wyższych, żeby Łódź akademicka stała się faktem. Zastanawiam się, czy problem nie tkwi w studentach, których trudno namówić do uczestnictwa w miejskich wydarzeniach i identyfikowania się z nimi. W ostatnich czasach najbardziej cieszy powrót żaków na Piotrkowską i nie szkodzi, że głównym wabikiem są bary z tanią wódką.

Ważne jest to, że Pietryna pełna młodych ludzi jest dużo atrakcyjniejszą ulicą niż ta, na której dominują "żule" i panowie w dresach. Może skuteczniejsze promowanie atrakcji kulturalnych zmieniłoby trend wyboru głównych atrakcji w mieście przez młodych uczących się ludzi. Jest to trudne, bo kłopot z frekwencją na niezwykłych wydarzeniach mają także uczelnie.

Zdarza się, że na spotkaniach z wyjątkowymi gośćmi sale świecą pustkami. A takich wydarzeń jest naprawdę sporo. Może dlatego, że nasi studenci nie są przekonani o tym w jakim wyjątkowym mieście żyją i naukę tutaj traktują tylko jako pewien etap w życiu. Wybierają dobre szkoły, a to w jakim mieście będą żyć przez pięć lat mało ich obchodzi.

Zastanawiam się, czy kluczem do sukcesu i zmiany trendów według których Łódź jest miastem nudnym, w którym nic się nie dzieje jest przekonanie tej ponad 100-tysięcznej grupy do tego, że Łódź to wspaniałe miasto. Udało się to we Wrocławiu i sukces marketingowy tego miasta to przede wszystkim postawienie na promocje wśród młodych ludzi . I wspólne działania wszystkich tym zainteresowanych. U nas ze spójnymi wieloletnimi działaniami jest od lat kłopot.

Dlatego trzymam kciuki za władze łódzkich szkół wyższych, które w moim przekonaniu rozumieją, że w sprawach Łodzi nie należy rywalizować, tylko się jednoczyć. Wspólne świętowanie juwenaliów, inauguracje nowego roku akademickiego to z pewnością dobre posunięcia. Trzymam także kciuki za nowych szefów uczelni artystycznych.

Bo jak na razie można tylko sobie wyobrażać tłumy na wernisażach studentów ASP, kolejki przed Teatrem Studyjnym, albo "szaleństwo" na koncertach studentów Akademii Muzycznej, tak jak to nieraz ma miejsce gdy gra Big Band Jacka Delonga. Wyobraźcie sobie państwo jak bardzo wzrosłaby atrakcyjność naszego miasta gdyby młodzi artyści zawładnęli Księżym Młynem? Potencjał na zapełnienie dzielnicy artystycznej jest ogromny.

Władzom Łodzi warto przypominać, że wkrótce po oddaniu nowego gmachu filologii w śródmieściu będzie mniej studentów. To jak ich tu przyciągnąć po zajęciach nie tylko tanim alkoholem, to ważne zadanie. Bardzo jestem ciekaw przyszłości gmachu filologii polskiej. Przyznam, że boję się, że po wyprowadzce na Pomorską będzie tu hulał wiatr. Boje się też, że jeśli pojawi się inwestor, to podobnie jak wielu innych w naszym mieście nie będzie śpieszył się jego zagospodarowaniem.

Gdy w Warszawie mówiono o kłopotach z siedzibą dla Instytutu Pamięci Narodowej wiceprezydent Łodzi Marek Cieślak ogłosił, że w Łodzi jest miejsce dla Instytutu. Budynek Filologii świetnie by się nadawał do takich celów. Nie tylko ze względu na wspaniałą architekturę. To właśnie tu doszło do strajków studenckich, powstania NZS. To studenci w Łodzi głośno domagali się końca socjalizmu. Podczas sierpniowych strajków na Wybrzeżu takie hasła jeszcze nie padały. To była dobra okazja do ściągnięcia centralnej instytucji do Łodzi, ale chyba już minęła. Może zabrakło studenckich inicjatyw w tej sprawie ?

Moim zdaniem przekonanie studentów do tego, że uczą się w pięknym mieście, w którym jest co robić to klucz do sukcesu Łodzi. Bo jeśli dzięki ich zainteresowaniu i aktywności będzie się czekać na efekty remontu Piotrkowskiej, budowy dworca i powstania EC 1. I nie będzie trzeba wydawać pieniędzy na kosztowne reklamy, bo 100 tysięcy głosów zainteresowania sprawi, że inwestycjami będzie żyła cała Polska. To potencjał cały czas niewykorzystany i może warto zjednoczyć siły, żeby go wykorzystać, bo mimo ogromnej pracy pod tym względem zostało jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

Jacek Grudzień jest dziennikarzem i publicystą Łódzkiego Ośrodka Telewizyjnego

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie