Szczerców: podtruwała męża. Dostała 200 tysięcy zł

Grzegorz Maliszewski wsp. mach, jęc
Stefan J. nie miał pojęcia, że w kanapkach starannie przygotowywanych przez żonę była trucizna
Stefan J. nie miał pojęcia, że w kanapkach starannie przygotowywanych przez żonę była trucizna 123RF
Szok! 61-letnia mieszkanka Szczercowa w Łódzkiem z zimną krwią otruła męża. Regularnie dosypywała mu do kanapek saletrę. Zabiła, żeby wziąć pieniądze - jej mąż dobrze zarabiał w kopalni, miał też wykupioną wysoką polisę na życie.

O wszystkim wiedział 29-letni syn ofiary. Nie kiwnął palcem, żeby przeszkodzić matce w realizacji morderczych planów.

Stefan J. miał 59 lat. Pracował w bełchatowskiej kopalni. Był zatrudniony na oddziale napraw samochodów. Nie podejrzewał niczego złego, gdy szykował się do pracy w marcowy poranek 2009 roku. Jak zwykle zapakował do torby przygotowane przez żonę kanapki, ubrał się i wyruszył z domu. Podczas przerwy śniadaniowej zasiadł do stołu z kolegami. Rozmawiali o pogodzie i ostatnim meczu. Po zjedzeniu kolejnej kanapki Stefan J. poczuł silny ból w piersiach. Chwycił się za serce i upadł. Koledzy natychmiast wezwali karetkę.

Mimo wysiłków lekarzy i długiej reanimacji Stefan J. zmarł. Lekarz, który przeprowadził sekcję zwłok uznał, że przyczyną śmierci mężczyzny był zawał serca. Prokuratura badająca sprawę z urzędu umorzyła śledztwo. Stefan J. został pochowany przez pogrążonych w nieutulonym żalu żonę i syna. Wkrótce na ich konto wpłynęło 0koło 200 tysięcy złotych.

W środę przed domem państwa J. w Szczercowie zatrzymał się radiowóz. Policjanci zatrzymali 65-letnią Grażynę J., wdowę po panu Stefanie oraz jego syna Andrzeja. Oboje zostali przewiezieni do prokuratury na przesłuchanie. Okazało się, że śledczy od dawna przyglądali się ich poczynaniom. Dostali bowiem sygnał, że Stefan J. został otruty.

Prokuratura jest powściągliwa w udzielaniu informacji.

- Dowody, które zebrała, dawały podstawę do przedstawienia zarzutów i wystąpienia o aresztowanie wdowy i syna zmarłego pracownika kopalni. - mówi Witold Błaszczyk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Tryb.

Z ustaleń śledztwa wynika, że Grażyna J. regularnie dodawała mężowi do kanapek azotan sodu. Zdobycie tej substancji nie jest problemem. To nic innego jak popularna saletra - środek powszechnie używany do konserwowania żywności.

- Na przykład do peklowania mięsa. To biała, krystaliczna substancja - mówi prof. Andrzej Sapota, kierownik Zakładu Toksykologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Spożyta w nadmiarze może mieć tragiczne konsekwencje. - Powoduje uszkodzenie krwinek, które przestają transportować tlen. Następuje niedotlenienie mózgu - mówi prof. Sapota.

Motywem działania żony i syna zmarłego górnika była chęć zdobycia wysokiego odszkodowania.

- Po śmierci Stefana J., jego bliskim zostały wypłacone świadczenia wynikające z kodeksu pracy oraz zakładowego układu zbiorowego - mówi Beata Nawrot-Miller, rzecznik PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna w Bełchatowie.

Prokuratorskie śledztwo musi odpowiedzieć jednak jeszcze na kilka ważnych pytań. Na przykład, jak to się stało, że biegły lekarz, który przeprowadził sekcję Stefana J., nie wykrył trucizny w organizmie, a wpisał jako przyczynę śmierci zawał mięśnia sercowego. Wdowie po Stefanie J. i jego synowi grozi dożywocie.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
marek ch.
Niestety też pracowała była sprzątaczką w elektrowni na chleb im nie brakowało...
r
rzgów
w rzgowie taka pani też podtruwała męża,ale facet przeżył.
m
miejscowy
...normalna rodzinka. Syn przez ostatnie kilkanaście lat uważnie obserwował wszystkie pogrzeby, które odbywały się w miejscowej Parafii. Śledził z uwagą każdą ceremonię, również po śmierci swojego ojca.
Wszyscy go znali i uznawali za nieszkodliwego dziwaka. Zawsze kręcił się w pobliżu na rowerze i zawsze, bez względu na porę roku i pogodę w sweterku.
w
wosiu56
i weź tu chłopie miej babe co za 200tyś męża otruła pewnie siedziała w domu nie pracowała i liczyła na kase tylko a chłop może zarabiał 3tyś to było za mało ona potrzebowała 200tyś jednorazowo syn też dobry wiedział o wszystkim i nic w tym kierunku nie zrobił głowy poukręcać takim ludzi
Dodaj ogłoszenie