Szef Instytutu Obywatelskiego: Potrzebna była pokazówka, więc odwołano księdza Lipkę [WYWIAD]

rozm. Joanna Leszczyńska
Jarosław Makowski
Jarosław Makowski Archiwum Instytutu Obywatelskiego
Rozmowa z Jarosławem Makowskim, szefem Instytutu Obywatelskiego.

Arcybiskup Henryk Hoser odwołał z funkcji kancelarza kurii warszawsko-praskiej ks. Wojciecha Lipkę, który podczas konferencji episkopatu bronił skazanego nieprawomocnym wyrokiem za pedofilię księdza z Tarchomina. Czy to zapowiedź poważnych zmian w polskim Kościele, czy też biskup wystraszył się, że zostanie odwołany?
Można powiedzieć, że strach jest zapowiedzią zmian, które nadchodzą, czy już są widoczne w polskim Kościele. Na konferencji episkopatu był również obecny biskup Polak, sekretarz episkopatu, który również użył słowa "przepraszam". Dziś słowo to znowu pada z ust arcybiskupa Hosera, czyli bezpośredniego przełożonego księdza Lipki i księdza, który prawdopodobnie dopuścił się przestępstw seksualnych. W tym sensie można powiedzieć, że polski Kościół, mając przyłożony pistolet do głowy, zaczyna reagować tak, jak powinien już dawno zareagować na informacje o polskich księżach, którzy okazują się być seksualnymi przestępcami. Jest to zmiana postawy, ale raczej wynikająca z konieczności i niemożliwości ukrywania, mataczenia czy też zamiatania pod dywan nad-użyć seksualnych księży niż świadoma, konsekwentna strategia polskiego episkopatu. Polski episkopat nie jest pierwszym, który się spotyka z tym problemem. Absolutnie powinien wcześniej wyciągnąć lekcję z sytuacji i doświadczeń, które przeżywały Kościoły irlandzki, amerykański, niemiecki czy włoski. Zawsze tam, gdzie kurie biskupie reagowały za późno, kończyło się to nadwerężeniem ich wiarygodności i Kościoła jako nauczyciela moralności.

Trudno było nie zauważyć, że wcześniej biskup Hoser lekceważąco podchodził do tej sprawy. Do dziennikarzy, którzy pytali go o proboszcza z Tarchomina, zwrócił się po rosyjsku "poczekamy, zobaczymy"...
Strategia polityczna pt. "poczekamy, zobaczymy" spowodowała, że Kościoły zachodnie płacą gigantyczne odszkodowania ofiarom, a także straciły wiarygodność w oczach opinii publicznej. Trzeba będzie naprawdę długo poczekać, żeby tę wiarygodność odbudować. Polski Kościół miał czas, żeby przygotować się na tego typu negatywne niespodzianki. Bo przecież było jasne, że kwestia pedofilii w polskim Kościele w końcu ujrzy świato dzienne. Kiedy to nastąpiło, okazało się, że polski Kościół nie jest do tego przygotowany. Co więcej, publicystów i nielicznych księży, którzy mówili, że problem pedofilii jest także problemem polskiego Kościoła, uważano za wrogów Kościoła. Dziś ci ludzie mają, niestety, gorzkie schadenfreude, że ostrzegali.

Nie daje Pan wiary, że postawa księdza Lipki na konferencji episkopatu była wyłącznie jego postawą?
Nie, taka mentalność panowała dotychczas w kurii. Że trzeba zewrzeć szeregi i za wszelką cenę bronić własnej korporacji i dobrego imienia Kościoła, jeżeli w ten sposób się to rozumie. I jeszcze jedna sprawa - absolutnie kluczowa. Kościół zawsze powinien stać po stronie ofiar. To jest istota nauczania Jezusa, istota przesłania ewangelicznego. Kościół, który nie stoi po stronie ofiary, podważa sens swojej duszpasterskiej wiarygodności.

Ksiądz Lipka stał się kozłem ofiarnym?
Myślę, że tak. W tym sensie nie podoba mi się ta pokazówka, którą teraz się urządza, żeby pokazać, że Kościół wyciąga konsekwencje. Wiem, zdarzały się przypadki, że były fałszywe oskarżenia, ale żeby je zbadać, zawsze księdza odsuwa się od pracy z młodzieżą, a potem przeprowadza śledztwo. Niepokoi mnie też strategia, kiedy się mówi, że Kościół swoimi kanałami prowadził śledztwo. Do tej pory kończyło się to zazwyczaj uniewinnieniem sprawcy z braku dowodów. Ale w śledztwach prokuratorskich okazywało się, że podejrzenia były słuszne.

Już za pontyfikatu Benedykta XVI kilku biskupów zostało odwołanych za tuszowanie przypadków pedofilii. Przecież biskup Hoser musiał o tym wiedzieć. Skoro tak, dlaczego trwał w swojej postawie?
Sądzę, że wynika to z silnej pozycji Kościoła rzymsko-katolickiego w Polsce. Wcześniej czy później kończyło się to źle. Media docierały do poszkodowanych i opisywały te przypadki. Ofiary przełamywały strach i opór społeczny, opowiadając swoje historie. Fundacja "Nie lękajmy się" jest zapowiedzią, że polski Kościół dopiero jest przed tym procesem i będzie musiał się zmierzyć ze świadectwami, które przedstawią ofiary. Ofiary zrozumiały, że Kościół dał sygnał, że chce wyjaśnienia tych spraw, co powoduje, że nie będą przez niego piętnowane jako szkodnicy. Ponadto opinia społeczna, w większości katolicka, zaczyna rozumieć, że nie można ukrywać, że także w polskich szeregch kapłańskich byli ludzie, dopuszczający się rzeczy karygodnych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie