Szymon Ananicz: W Turcji nie będzie takiej wojny domowej jak...

    Szymon Ananicz: W Turcji nie będzie takiej wojny domowej jak w Syrii

    Sławomir Sowa

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z Szymonem Ananiczem, analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, rozmawia Sławomir Sowa.
    Szymon Ananicz

    Szymon Ananicz ©OSW

    Wielotysięczne demonstracje, armatki wodne, strzały. Pojechałby Pan w tym roku na urlop do Turcji?
    Polecałbym obserwowanie strony internetowej polskiej ambasady w Stambule. Na razie ambasada nie odradza wizyty w Turcji, ostrzega jedynie przed zbliżaniem się do demonstracji i zachowaniem ostrożności. W morskich kurortach panuje spokój.

    Te demonstracje trwają już półtora tygodnia. Zaczęły się dosyć nieoczekiwanie od protestów przeciw przebudowie centralnego placu Taksim w Stambule, ale to właściwie był tylko pretekst. Co spowodowało tak wielki wybuch niezadowolenia w Turcji?
    W protestach chodzi przede wszystkim o sprzeciw wobec tendencji autorytarnych, które nasilały się od dłuższego czasu w Turcji.
    Ugrupowanie premiera Erdogana jest u władzy już ponad 10 lat, trzykrotnie wygrywało wybory za każdym razem poszerzając elektorat. Dało to władzom poczucie pewności siebie i zmniejszyło ich skłonność do uwzględniania odmiennych poglądów. Głosy sprzeciwu były coraz częściej tłumione metodami siłowymi, czego przykładem było potraktowanie gazem i armatkami wodnymi ekologów protestujących na placu Taksim. Ostatnie protesty są właśnie wyrazem niezadowolenia z arogancji władzy i z nadużywania przez nią przemocy.

    Niektórzy zarzucają tureckiej ekipie rządzącej skrytą islamizację państwa. Jej zewnętrznymi objawami miałyby być próby wprowadzenia zakazu podawania alkoholu w samolotach czy też nakaz stosowania stonowanego makijażu przez stewardessy... Czy te demonstracje należałoby widzieć także w takim kontekście?
    Część protestujących nie zgadza się z konserwatywną polityką rządu, jednak wspólnym mianownikiem protestów jest sprzeciw wobec autorytaryzmowi, a nie wobec bardziej lub mniej zaawansowanej islamizacji kraju. Większość demonstrantów ma przekonania liberalne, lewicowe, bądź opowiada się za zasadami tzw. kemalizmu, czyli za niedopuszczaniem religii do życia publicznego. Niemniej zwróćmy uwagę, że część demonstrantów to osoby o poglądach konserwatywnych. Sprzeciw wobec islamizacji nie jest więc głównym motywem demonstrantów.

    Te protesty odbywają się w dużych miastach. Czy mogą się rozprzestrzenić? Na razie rząd ogranicza się do gumowych kul i armatek wodnych, czołgi na ulice nie wyjechały...
    Protesty miały od początku duży zasięg, odbywały się w kilkudziesięciu miastach Turcji, w tym na wschodzie w Hatayu czy Adanie. Trudno przewidzieć dalszy rozwój wypadków, zwłaszcza, że władze nie porzucają konfrontacyjnej postawy, a demonstranci też nie wykazują woli do zaniechania protestów, choć wydaje się, że po ostatnich policyjnych interwencjach sytuacja jest nieco spokojniejsza. Istnieje ryzyko, że w przypadku przedłużającej się konfrontacji między siłami policyjnymi a demonstrantami sytuacja może się wymknąć spod kontroli.

    Przypadkowa ofiara śmiertelna może podnieść temperaturę konfliktu?
    Do tej pory w wyniku zamieszek zginęły trzy osoby, ale protestujący nie wykorzystywali tego do podgrzewania w społeczeństwie antyrządowych sentymentów.

    Turcja zajmuje newralgiczną pozycję, granicząc z Iranem, Irakiem, gdzie Kurdowie stworzyli parapaństwo i ogarniętą wojną domową Syrią. Czy jest ryzyko, że konflikt w Turcji może się przekształcić w taką wojnę jak w Syrii?
    Pamiętajmy, że rząd w Turcji został wybrany w demokratycznych wyborach, cieszy się bardzo szerokim poparciem społecznym (sondaże dają rządzącej partii 50%, zaś z protestującymi utożsamia się 24% społeczeństwa), a jego stylu rządzenia nie można porównywać z despotią Asada w Syrii. Ponadto, środowiska biorące udział w protestach nie mają zamiaru uciekać się do zbrojnej walki z państwem. Scenariusz syryjski można więc wykluczyć.

    Przed Erdoganem Turcja przez całe dziesięciolecia znajdowała się pod rządami oświeconej autokracji wojskowej. Erdogan armię spacyfikował, ale czy może ona znów wtrącić się do polityki?
    Armia do tej nie zabierała głosu w sprawie protestów i prawdopodobnie tego nie zrobi. W ostatnich latach pozycja armii została w Turcji znacznie ograniczona i nie odgrywa ona już ważnej roli politycznej. Stało się to możliwe dzięki przyjęciu w referendum poprawek do konstytucji w 2010 r., które odebrały armii liczne prerogatywy i podporządkowały ją władzom cywilnym. Kolejnym krokiem było skazanie w zeszłym roku kilkuset członków najwyższej kadry wojskowej w procesie o próbę dokonania przewrotu. Od tego czasu armia nie jest autonomicznym aktorem na scenie politycznej Turcji.

    Rozmawiał Sławomir Sowa

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    chwale tych demonstrantow

    imc (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 12 / 17

    mysle,ze nie pochopnie.Jest to nadzieja na pokazanie ,ze co innego religia a co innego sprawy swieckie.Wolalbym, azeby odbywalo sie to mniej wybuchowo i bolesnie.Zycze im wygrania ,jezeli nie od...rozwiń całość

    mysle,ze nie pochopnie.Jest to nadzieja na pokazanie ,ze co innego religia a co innego sprawy swieckie.Wolalbym, azeby odbywalo sie to mniej wybuchowo i bolesnie.Zycze im wygrania ,jezeli nie od razu to w przyszlosci.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ananicz do zbierania truskawek

    dex (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 13 / 18

    sezon na Ananicza się już skończył

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo