Teatr Studyjny w Łodzi: Jezu, jak się cieszę, że mamy teatr pełen młodych zdolnych

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Świetni adepci aktorstwa w znakomitym spektaklu na scenie Teatru Studyjnego w Łodzi. Prawdziwa „wiązanka pieśni bojowych”
Świetni adepci aktorstwa w znakomitym spektaklu na scenie Teatru Studyjnego w Łodzi. Prawdziwa „wiązanka pieśni bojowych” Grzegorz Gałasiński
Udostępnij:
Współczesnej scenie czy ekranowi potrzebny jest aktor sprawny na wielu poziomach, który jest wyposażony nie tylko w technikę pozwalającą mu zagrać to, czego się od niego oczekuje, ale potrafi też dobrze śpiewać, tańczyć, dysponuje silną kondycją. Jeżeli zarazem poruszy wrażliwość widza, staje się aktorem znakomitym. Nowy dyplom studentów łódzkiej Szkoły Filmowej pokazał, iż mamy młodych aktorów nie tylko tego świadomych, ale i na to przygotowanych.

W trudnym czasie (kiedy pandemiczne obostrzenia wpisały się w długotrwały proces rujnowania kultury) wkraczają w zawodowe życie kolejni absolwenci Wydziału Aktorskiego Szkoły Filmowej, nic zatem dziwnego, że pomocy szukają w przestrzeni jak najdalszej od obowiązującej rzeczywistości, czyli pod wodą. Tam oczywiście okazuje się, iż niemożliwym jest uciec przed zmaganiem się z samym sobą, koniecznością odpowiedzi na kilka pytań, rozczarowaniami i kłamstwami, przebrzydłymi gadami, ale nie brakuje również uniesień i głębin możliwości. A przy tym mają oni okazję przekonać się na własnej łusce, że pływanie w ławicy to z jednej strony system opresyjny, w którym łatwo „dojechać” aktualnie nie pasujących, z drugiej okoliczność dająca możliwość współpracy mimo przeciwieństw, by stworzyć coś wartościowego - na przykład świetny spektakl. Życie i tak im przypomni, że łuskę trzeba mieć jak najgrubszą...

Co niezwykłe, w głębiny znaczeń młodzi aktorzy, wraz z autorem przemyślnego scenariusza i reżyserem przedstawienia Wojciechem Kościelniakiem, zabrali się z piosenkami Lecha Janerki, artysty wyjątkowego, który jednak dla ich pokolenia był pewnie w dużej mierze odkryciem wcale nie oczywistym. Tytuł spektaklu, „Historia podwodna”, to tytuł jednej z najważniejszych płyt w historii polskiego rocka - pierwszego solowego albumu Lecha Janerki, nagranego w 1986 roku po jego odejściu z grupy Klaus Mitffoch. Ale w przedstawieniu znalazły się też utwory z innych krążków, w tym jedynego zrealizowanego przez Klausa Mitffocha z Lechem Janerką w składzie - „Klaus Mitffoch”, uznawanego - tak, tak - za jeden z najważniejszych albumów w historii polskiego rocka. Bo jedynie takie Janerka ponagrywał.

O jakości i ponadczasowej aktualności utworów Lecha Janerki (i współautorki tekstów, żony muzyka Barbary, grającej też na wiolonczeli) można by napisać księgę. Bo przecież niezmiennie goni nas lukratywny wieprz i wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy... Dlatego warto zobaczyć i usłyszeć, w jaki sposób wzięła te piosenki na siebie dziesiątka młodych, piekielnie przekonanych do tego co robią aktorów. W towarzystwie grającego na żywo zespołu (jest moc!) pod kierownictwem Marcina Powalskiego wyśpiewują (wybornie i różnorodnie - uznanie dla Julii Chmielnik odpowiadającej za przygotowanie wokalne) swój manifest niezgody na zastaną sytuację i pragnienia realizacji własnych zamierzeń. Wojciech Kościelniak dam im materiał, nakreślił przestrzeń w jakiej mają się poruszać, ubrał w kapitalne reżyserskie pomysły; Barbara Olech dodała pierwszorzędną, żywiołową, wymagającą choreografię (śpiewa tu się nawet wisząc głową w dół), a oni wypełnili dwugodzinne przedstawienie porywającym talentem, szczerością oraz indywidualizmem wkomponowanym w zespołowość.

A drużyna to piękna bogactwem. Marta Stalmierska, Justyna Litwic i Michał Darewski są silnie przykuwającymi uwagę aktorskimi osobowościami, które już mogą zagrać wszystko, wyposażając każdą postać we własną oryginalność i bezkresny zakres możliwości. Barbara Olszewska czy Katarzyna Hołyńska rozsadzają sobą powierzone im role, fantastycznie przemieszczając się pomiędzy emocjami. Mikołaj Trynda, Jakub Dąbrowski, Daniel Stańko to po prostu gotowi aktorzy, którzy uzupełnią każdy zespół i sprawdzą się we wszelkim repertuarze. A Karolina Kostoń i Klaudia Koścista - wyraziste i charakterne, potrafią chwycić za gardło, są ulepione do silnych ról. Wspólnie zrealizowali energetycznie wolnościowy spektakl, który, do góry głowa, niech się słoń schowa, chce się oglądać wiele razy, a potem wystąpić w tak potrzebnej obronie niejednego kurdupelka.

Tym młodym ludziom właściwie chodzi o jedno: by pozwolić im żyć, tak jak chcą; mieć rower, nowe majciochy i śmiałe marzenia; by mogli mieć dokładnie tam ramy, w które są wciskani. Co poruszające i znaczące, wyśpiewali to piosenkami sprzed trzydziestu pięciu i więcej lat, które niegdyś wykrzykiwali dzisiejsi panowie w garniturach i panie w garsonkach. Państwo na stanowiskach - pamiętacie to jeszcze? Skoro w tak wielu elementach daliście część ciała umiejscowioną dokładnie tam, musicie urządzać teraz życie innym na podstawie własnych niespełnień?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie