Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Trasa W-Z. Stracone szanse i złudzenia

Piotr Biliński
Wizualizacja trasy W-Z
Wizualizacja trasy W-Z
Koncepcja trasy W-Z zamiast łączyć rozerwaną Piotrkowską, utrwala jej podział. Prace przedstawione podczas konkursu urbanistycznego zostały wyrzucone do kosza - pisze architekt, Piotr Biliński.

Budowa trasy W-Z co rusz odkrywa przed nami nowe tajemnice. A miało być pięknie. Uprzywilejowana trasa tramwajowa północ-południe, krzyżująca się z trasą wschód-zachód, z centrum przesiadkowym w samym sercu miasta przy ul. Piotrkowskiej, zintegrowany system sygnalizacji miejskiej, czytaj - perfekcyjnie działająca komunikacja szynowa na dwóch podstawowych osiach komunikacyjnych miasta.

Oczywiście, pozostaje pytanie, dlaczego projektowany tramwaj dociera do fabryki Della, a nie dociera do zakładów Gillette i prężnie rozwijającej się strefy ekonomicznej na Nowym Józefowie. Ale pominąwszy ten mankament, czy ktoś mógłby być przeciwny takiemu rozwiązaniu?

Trzeba przypomnieć, że pod koniec 2010 roku Urząd Miasta rozstrzygnął konkurs urbanistyczny "Wielkomiejska Piotrkowska", w którym problem obszaru "rozerwanej Piotrkowskiej" był najważniejszym zadaniem do rozwiązania.

Konkurs urbanistyczny wyrzucony do kosza

Pośród nagrodzonych były prace, które w fantastyczny sposób organizowały tę przestrzeń, której najważniejszym elementem był "centralny dworzec tramwajowy" - centrum przesiadkowe, a centrum przesiadkowe to nie wiata tylko obiekt-budynek, który oprócz roli integratora przestrzennego pełnić miał inne ważne funkcje centrotwórcze, jak np. Centrum Obsługi Mieszkańców UMŁ, placówki obsługującej mieszkańców ZWiK, Energetyki, Gazowni, placówki bankowej czy innych instytucji, w których fizyczna obecność petenta jest niezbędna. Obiekt ten, połączony z częścią rekreacyjną, galerią i gastronomią stałby się w sposób naturalny najważniejszym budynkiem w mieście, promieniującym na okolice, a do którego wygodnie można by dojechać komunikacją miejską - czyli ideał zgodny ze światowymi tendencjami.

Projekty przewidywały dużo zieleni, pasaże piesze wzdłuż pierzei Piłsudskiego, dodatkowe budynki, gdyż projektanci proponowali segregację ruchu i przeniesienie ruchu tranzytowego na poziom -1 do przewidzianego tunelu pomiędzy al. Kościuszki i Sienkiewicza, bo sensem budowy tunelu była integracja ulicy Piotrkowskiej tak, by jej przywrócić ciągłość przestrzenną. Obszar skrzyżowania miał się stać królestwem pieszych. Ten idylliczny obraz przyszłej Łodzi uśpił czujność obserwatorów.

Nikomu do głowy nie przyszło, że może być inaczej - przecież wreszcie, dzięki funduszom unijnym, pojawiła się szansa naprawy dramatycznego błędu sprzed 40 lat. Ale czy w Łodzi może się coś udać?

Nieznany decydent (do dziś nie wiemy kto, bo odpowiedzialny wiceprezydent za drogi odżegnywał się od tego pomysłu) postanowił: że wyniki konkursu urbanistycznego wyrzuci do kosza, że tunel to owszem będzie, ale tylko na krótkim odcinku, że ma w nosie odzyskiwanie przestrzeni dla pieszych kosztem parkingów wzdłuż Piłsudskiego, że zieleń w tym obszarze jest niepotrzebna, że zbuduje wąwóz (przepraszam - "odkryty tunel"), że zamiast wielofunkcyjnego obiektu - "centrum przesiadkowego", postawi wiatę. I to wszystko w imię czego? "Bo nie pozwolę na stratę 300 mln zł z dotacji Unii" - powiedziała pani prezydent. Czyli po łódzku - zrobić cokolwiek, byleby wydać pieniądze.

Specjaliści od dróg i mostów przed urbanistami i architektami

Straciliśmy bezpowrotnie szansę wybudowania kawałka miasta na europejskim poziomie, utrwaliliśmy patologię przestrzenną w postaci przerwanej przed laty ciągłości ulicy Piotrkowskiej. Przebudowę najważniejszej części miasta zostawiliśmy jedynie projektantom dróg i mostów, a nie rozwiązaliśmy kompleksowo w gronie specjalistów wielu branż, w tym urbanistów i architektów.

Powie ktoś: trudno, ale za to otrzymujemy trasę o fantastycznych parametrach, podnoszącą w sposób niesłychany komfort podróży tak komunikacją masową, jak i indywidualną.
Tu też następuje rozczarowanie. Te setki milionów złotych z wyjątkiem słusznej idei budowy tramwajowego przystanku przesiadkowego, czas przejazdu tramwaju skróciły o ułamki sekund. Ba, więcej, dowiedzieliśmy się, że "wąwóz" wbrew wszelkiej logice kończy się przed ul. Kilińskiego! Z punktu widzenia kierowcy, jadącego od strony Retkini, nie zmienia się praktycznie nic, gdyż do tego czasu o każdej porze dnia kierowca jadący tranzytem, w 9 przypadkach na 10, startując na światłach przy ul. Wólczańskiej zatrzymywał się na światłach dopiero przy ul. Kilińskiego.

Okazało się także, że formuła "projektuj i buduj" spowodowała, że kupiliśmy kota w worku. Dochodzą nas niepokojące wieści, że witrażowa wiata szklana już nie będzie szklana, że "wąwóz", aby zmniejszyć koszty budowy, będzie miał miejscami żebra usztywniające, tworzące fałszywy strop, że estakada, po której będą się poruszały tramwaje, będzie miała chodniki ewakuacyjne szerokości 90 cm (notabene chciałbym zobaczyć, jak projektant próbuje wystawić w sytuacji awaryjnej wózek z wnuczkiem z tramwaju na 90-centymetrowy chodnik, szczególnie zimą, gdy będzie na nim leżał odgarnięty śnieg z torowiska - gratuluję projektantowi wyobraźni).

Jakie jeszcze ma wady ten projekt, długo można opisywać. Na wszelki wypadek projekt "utajniono" - nie ma makiety, nie ma detali, a filmik reklamowy, jak dziś wiemy, w dużej części jest nieprawdziwy.

W czym tkwi nieszczęście? W fatalnym zarządzaniu. W cywilizowanym świecie tego typu inwestycja miałaby następującą procedurę: opracowanie założeń, przygotowanie koncepcji funkcjonalno-przestrzennej, obejmującej cały obszar sąsiedni, a nie tylko trasę - tunel (z tym, że tak przygotowana koncepcja wraz z makietą winna się stać przedmiotem konsultacji społecznych), wykonanie projektu budowlanego, skoreferowanie publiczne przez niezależny zespół, przygotowanie przetargu na budowę. I dopiero po tym wszystkim budowa.

Bez kampanii informacyjnej i konsultacji

Tak przeprowadzona kampania informacyjna i konsultacje spowodowałyby utożsamienie się mieszkańców Łodzi z tą inwestycją i akceptacją społeczną wszystkich utrudnień związanych z jej budową.

To, co się stało, jest typowym przykładem nieodpowiedzialności i braku szacunku dla mieszkańców.

Dzięki tej inwestycji straciliśmy złudzenia, że władza ma chęć poważnego traktowania mieszkańców. Umarła wiara w konsultacje społeczne oraz wiara w podmiotowość obywateli.

Inwestycja, która pochłonie blisko 1 procent rocznego budżetu miasta, jest wprowadzana tylnymi drzwiami, metodą faktów dokonanych bez publicznej dyskusji.

Być może władza poniesie polityczne konsekwencje w najbliższych wyborach. Ale cóż nam łodzianom z tego. My, nasze dzieci i wnuki pozostaniemy z trudnym do spłacenia długiem i kulawym ściekiem komunikacyjnym zamiast pięknego, przyjemnego i funkcjonalnego kawałka miasta.

Na koniec jeden cytat z przygotowanej przez panią prezydent i zatwierdzonej przez Radę Miejską "Strategii Rozwoju Łodzi":
"To ludzie są podstawą każdej głębokiej przebudowy Miasta, dlatego najważniejsze jest pogłębianie relacji społecznych opartych na współuczestnictwie i wzajemnym zaufaniu".

Dziś widzimy, jak puste są to deklaracje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki