Trener Widzewa, Marcin Kaczmarek, jest niezależny jak Statua Wolności

Dariusz KuczmeraZaktualizowano 
Na benefisie Bogusława Kaczmarka buty trenerowi czyścił sam Jerzy Dudek Przemysław Swiderski
Rozmowa. O Marcinie Kaczmarku, nowym trenerze Widzewa, opowiada jego ojciec, Bogusław Kaczmarek, łodzianin z krwi i kości

Pan rodowity łodzianin z ulicy Lutomierskiej, teraz chyba kibicuje najbardziej Widzewowi. Wybiera się Pan do Wejherowa na pierwszy mecz Widzewa pod wodzą Pańskiego syna - Marcina ?

Proszę sobie wyobrazić, że jak Marcin jest trenerem piętnaście lat, to byłem trzy razy na jego meczu. Po raz pierwszy, jak awansował z Lechią do obecnej pierwszej ligi. Innym razem, jadąc do Łodzi byłem przejazdem na jego meczu w Grudziądzu, jak grał finał wojewódzki regionalnego Pucharu Polski. Wszędzie gdzie pracował, nie chodziłem na mecz, nie oglądam nawet na żywo transmisji w telewizji.

Żeby nie zapeszyć czy żeby się nie denerwować

Post factum staram się gdzieś obejrzeć dany mecz. Ale nie na żywo. Albo mam jakieś zajęcie w porze meczu, albo sobie szukam jakiegoś zajęcia. Po prostu zaangażowanie emocjonalne jest w moim przypadku bardzo duże.

A dyskutujecie przy obiedzie po meczach?

Merytoryczne sprawy i podjęte decyzje są w gestii trenera, który na co dzień jest z drużyną i nie ma sensu dyskutować, jak się nie jest w klubie. Z drużyną na co dzień jest Marcin i on wie najlepiej, jakie są potrzeby. Spotykamy się z ludźmi, którzy mają coś w piłce do powiedzenia.

Czyli rozmawiacie dużo o piłce?

W marcu skończę 70 lat i wiem, że trener to taki zawód, nawet w pracy z młodzieżą, który ciągle musi poszukiwać nowych rozwiązań. Ja jestem trenerskim obieżyświatem. Od Sowieckiego Sojuza, Łobanowskiego po Tele Santanę i FC Sao Paulo wszędzie starałem się być i wykorzystywałem kontakty.

W Gdańsku miał Pan dobry kontakt z Werderem Brema?

To prawda. Gdańsk i Brema to braterskie miasta. Wykorzystywałem kontakty. Przez cztery lata jeździłem do Otto Rehhagela, który miał największe sukcesy w Werderze. Nie jest wykluczone, że z Marcinem w przerwie zimowej pojadę na staż właśnie albo do Bremy, albo do Ajaxu Amsterdam.

Dzięki Panu Jerzy Dudek zaczął w Holandii swą wielką karierę?

Jeżeli wierzyć w przeznaczenie, to mam takie zdjęcie, na którym jesteśmy we trójkę Jerzy Dudek, Ed De Goey i ja. Stoimy na obozie w kurtkach Umbro. Nikt wtedy by nie pomyślał, że Jurek będzie następcą Eda w bramce Feyenoordu, gdy ten pojedzie do Chelsea. Jestem w stałym kontakcie z przyjaciółmi w Holandii. Rozmawiam z Leo Beenhakkerem, znam prawą rękę Johanna Cruyffa. Trzeba się uczyć od ludzi, którzy w piłce osiągają sukcesy. Holendrzy, jeżeli chodzi o technikę, to są chyba mistrzami.

Ajax jest tego przykładem.

Wyprzedawali wszystko co najlepsze, podparli drużynę Dannym Blindem i niewiele brakowało, by znaleźli się w finale Ligi Mistrzów.

Pana związki z Widzewem datują się od bardzo dawna.

Czy Pan wie, że 50 lat temu była taka oto sytuacja. Grałem wtedy w rezerwach Startu Łódź, w Widzewie już był prezesem Ludwik Sobolewski, kierownikiem Stefan Wroński, a trenerem Leszek Jezierski. Widzew grał z Piotrcovią w Piotrkowie, a my z Lechią Tomaszów. My musieliśmy wygrać i to zrobiliśmy, ale Widzew wygrał 7:1 i to on awansował do II ligi.

Tak tworzyła się nowa silna drużyna Widzewa...

Paru zawodników ze Startu i z ŁKS przeszło do Widzewa. Leszek Jezierski przekonywał Józka Walczaka do transferów i zrobił drużynę. Pozyskał Chodakowskich, Harenów, Kostrzewińskich, Gapińskich, Ulatowskich, Surlitów.

Nikogo nie szokowały zmiany barw klubowych w jednym mieście.

Mirek Funio Bulzacki trenował w Starcie, poszedł do ŁKS. Jan Marchewa Jeżewski - to samo. Janek Benigier, Rysiek Kowenicki, to wszystko się mieszało w łódzkim kotle. Najważniejsza była Łódź.

Łódzcy piłkarze poznali też piłkę latynoską...

Bodajże w 1964 roku do Polski przyjechały dwie brazylijskie drużyny - Botafogo i Flamengo. Grała z nimi reprezentacja Polski Ryszarda Koncewicza, jako reprezentacja Ligi Polskiej. My, jako zdolni. młodzi trampkarze i juniorzy, zostaliśmy zaproszeni do sesji treningowej z Brazylijczykami. Pamiętam, jak oni potrafili bawić się piłką.

Historia zatoczyła koło. Pan też miał być w łódzkim Widzewie...

Ja miałem być w Widzewie dwa razy najpierw jako zawodnik. Później byłem osiem dni, gdzie Andrzej Grajewski powiedział mi, że Widzew nie ma długów tylko w kościele, bo tam obowiązują wolne datki. Znałem ten ból, bo siedem miesięcy w GKS Katowice nie otrzymywałem pensji. Trzeba się było ewakuować. Marek Koniarek miał większą cierpliwość, ale mieszkał bez światła i telefonu.

Teraz jest normalniej. I chyba się Pan cieszy, że syn pracuje w Widzewie?

Marcin jest niezależny, jak statua wolności. I tak to trzeba traktować. On też był dwa tygodnie w Widzewie, jeszcze za czasów Andrzeja Pawelca.

Zwierza się ojcu, prosi nieraz o radę?

Na pewno korzystał z moich znajomości zawodowych. Jak w naszej kadrze pracowałem z Leo Beenhakkerem, to Marcin był gościem na zgrupowaniach reprezentacji. Patrzył jak to wszystko wyglądało.

Byliście też razem za granicą?

Na pewno byliśmy u trenera Koemana w Feyenoordzie. Związki z piłką holenderską mam duże.

Miał Pan szczęście, bo spotykał Pan na swojej drodze znanych trenerów?

Zaczęło się jeszcze w Łodzi. Miałem kontakt z takimi tuzami jak: Stanisław Baran, Leszek Jezierski, Stanisław Stachura, Robert Grzywocz, Wojciech Łazarek, Herbert Manowski, Władek Soporek. To przedstawiciele starej łódzkiej szkoły, gdzie technika była rzeczą wiodącą i nadrzędną. Dzięki Wojtkowi znalazłem się w Trójmieście i dzięki niemu zacząłem pracę jako trener w wieku dwudziestu kilku lat, jako student pierwszego roku. Byłem asystentem Wojtka w reprezentacji województwa pomorskiego. Byli tam wspaniali piłkarze, jak Zbyszek Adamczyk, Mirek Tłokiński, Zito Rozborski. Musiałbym wymienić z 20 nazwisk, bo tylu grało w ekstraklasie i wielu w reprezentacji Polski.

Ostatnio kiedy Pan pracował w ekstraklasie?

Zostałem po raz kolejny zwolniony z pracy w 2013 roku w Lechii, najpierw przez Wojciechowskiego. Wprowadzałem młodych chłopaków, miałem jeszcze rok umowę, ale prezes chciał sprzedać klub i nie było mu po drodze ze mną. Ja i Marcin spędziliśmy 20 lat w Lechii. To jest mój klub.

Czym się Pan teraz zajmuje?

Wróciłem do piłki młodzieżowej. Pracuję w Gdańsku w projekcie Top Talent. Straciliśmy największego sprzymierzeńca, jakim był prezydent Paweł Adamowicz. Od czasu jak dałem sobie spokój z seniorską piłką, zostałem ambasadorem firmy, która budowała alternatywne boiska pełnowymiarowe do Orlików. Działała w tym projekcie grupa gdańskich biznesmenów, urząd miasta i prezydent Adamowicz. W Top Talent uczą się piłki chłopcy w wieku 10-14 lat. Są cztery grupy wiekowe, ja zajmuję się treningiem techniki użytecznej dwa razy w tygodniu.

Jeszcze gdzieś Pan pracuje?

W Szkole Mistrzostwa Sportowego. Do środy jestem w Gdańsku, a później u siebie pod Sztumem na wsi. Siedzę z wnukami.

Często bywa Pan w Łodzi?

Jestem zwykle w okolicach Święta Zmarłych. Jadę wtedy na Doły. Odwiedzam po prawej stronie Leszka Jezierskiego, później idę w lewo na grób Jurka Sadka, odwiedzam też Andrzeja Niemczyka, a nieopodal leżą moi rodzice.

Wspomina Pan nasze miasto?

Panie Darku, wychowałem się w takim towarzystwie, gdzie niedaleko na Żubardziu mieszkał Zbyszek Zarzycki, hokeiści ŁKS jak Stanisław Szewczyk, piłkarz Johnny Możejko. Ja bardzo często sięgam pamięcią do Łodzi. To jest moje miasto.

Wybiera się Pan niebawem do Łodzi?

Tak na kursokonferencję, 28-29 lipca. O ile mi zdrowie pozwoli. Przez całą karierę piłkarską nie miałem poważnej kontuzji, a teraz jako trener one mnie nie omijają. Na treningu miałem przygodę, dostałem silne uderzenie w swoje genitalia, jestem po zabiegu. Nie mam czterech łąkotek, mam sztuczne biodro, przeszedłem zapalenie płuc, nie mam jednej trzeciej płuca. To było w GKS Katowice. Mam kontuzjowany bark. I to wszystko, że żyję z piłki, a nie przy piłce, jak robią to niektórzy.

polecane: FLESZ: Nowe zasady spadków i awansów w ekstraklasie i 1.lidze

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

w
www

"Pan rodowity łodzianin z ulicy Lutomierskiej, teraz chyba kibicuje najbardziej Widzewowi.".....odpowiedzi brak.

"Teraz jest normalniej. I chyba się Pan cieszy, że syn pracuje w Widzewie?".......odpowiedzi brak.

kuczmera wstydzewska pało zlał cię ciepłym moczem..........

P.S.kuczmera gdzie pytanie co sądzi Bobo o karnetach ??!!!!

G
Gość

A kiedy wywiad ze stryjeczną ciotka ze strony wuja, i siostrzeńca sołtysa pana Kaczmarka????

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3