Trzy ŁKS-y w pół roku. Dwa słabe, jeden świetny [PODSUMOWANIE]

Paweł Hochstim
ŁKS w pierwszym meczu przegrał z Lechem aż 0:5
ŁKS w pierwszym meczu przegrał z Lechem aż 0:5 Krzysztof Szymczak
- ŁKS do tej ligi nie pasuje - mówili po trzech kolejkach telewizyjni eksperci i trudno było nie zgodzić się z tym zdaniem. Od kompletnego rozkładu przez zwycięstwo w derbach Łodzi do serii porażek - tak właśnie wyglądała jesień przy al. Unii.

A właściwie niekoniecznie tylko przy al. Unii, bo przecież ełkaesiacy sezon rozpoczęli na stadionie w Bełchatowie, bo w Łodzi trwało reanimowanie ruiny. Na szczęście reanimacja się udała i pod koniec września ełkaesiacy wrócili na swój obiekt.

rundę kibice ŁKS zapamiętają na długo, bo takiej huśtawki nastrojów nie przeżywali przez kilkadziesiąt lat. Bo z jednej strony to była runda słaba, z kilkoma kompromitującymi porażkami. Ale przeciez trzeba też pamiętać zwycięstwo na stadionie Widzewa, czy wygraną na obiekcie Cracovii z drużyną, która dwa lata temu została w ekstraklasie tylko dlatego, że Polski Związek Piłki Nożnej postanowił zakpić z prawa i wyrzucić z niej ŁKS. Tak, to były dwie chwile, które ełkaesiacy będą wspominać wspaniale. Niestety, nie było ich wiele...

Po awansie do ekstraklasy klub nieco przespał okres transferowy, bo kilku sprowadzonych latem piłkarzy okazało się kompletnymi niewypałami. Cezary Stefańczyk miał bardzo bolesne zderzenie z ekstraklasą, bo już w 24. minucie debiutu strzelił gola samobójczego, później raczej było jeszcze gorzej. Z kolei Radosław Pruchnik w większości meczów udowadniał, że znalazł się w najwyższej klasie rozgrywkowej przypadkowo. Znacznie więcej spodziewano się po Tomaszu Nowaku, o którego kilka lat temu biło się pół ligi, a dzisiaj wydaje się, jakby to nie miało prawa się zdarzyć. Na szczęście były też dobre strzały, jak Marek Saganowski, Sebastian Szałachowski i Czarnogórzec Pavle Velimirović. Po tym pierwszym wprawdzie spodziewaliśmy się więcej, ale i tak nie było źle. A Szałachowski i Velimirović to były dwie pozytywne niespodzianki.

Właściwie jesień ŁKS trzeba podzielić na trzy okresy: przed Probierzem, w trakcie Probierza i po Probierzu. Pierwszy i ostatni - słabe. Środkowy - świetny. Kto do tej pory lekceważył rolę trenera w zespole, ten musiał zmienić zdanie. Oczywiście, żaden z czterech trenerów prowadzących w tym sezonie ŁKS nie miał tak dobrych warunków pracy, jak Michał Probierz, ale nie tylko to sprawiło, że środek rundy ełkaesiacy mieli bardzo dobry. Probierz potrafił sprawić, że piłkarze chcieli za nim iść w ogień. Andrzej Pyrdoł, Dariusz Bratkowski i Tomasz Wieszczycki tego nie umieli, a Ryszard Tarasiewicz, jeżeli to potrafi, to jeszcze tego nie pokazał. Probierz prowadził ŁKS w siedmiu meczach i zdobył w nich 13. punktów. Pozostali trenerzy prowadzili łódzki zespół w dziesięciu meczach i dopisali do tego dorobku ledwie dwa punkty - jeden Bratkowski i jeden Tarasiewicz. Nie jest to na pewno powód do dumy. Obecny trener ŁKS nie ukrywa jednak, że ma ambicję utrzymać drużynę w ekstraklasie. Mimo trudnej sytuacji finansowej klubu i niewysokiego kontraktu zdecydował się na dalszą pracę w Łodzi.

Tuż przed przyjściem Probierza do ŁKS, szefowie klubu zatrudnili czterech zawodników. Dwaj z nich okazali się znakomitymi wzmocnieniami, jeden wypadł blado, a ostatni jest transferowym niewypałem ostatnich lat. Antoni Łukasiewicz i Mladen Kascelan bardzo pomogli łódzkiej drużynie, czego niestety nie można powiedzieć o Pawle Golańskim. To przedziwne, że piłkarz, który nie skończył jeszcze 30 lat i ma za sobą występy w reprezentacji Polski nie potrafi odnaleźć formy.

Ale odzielny akapit należy poświęcić Robertowi Szczotowi, którego przykład powinien być podawany we wszystkich podręcznikach dla menadżerów sportu jako przestroga. Szczot, po nieudanej przygodzie w Grecji, wrócił do Polski i podpisał kontrakt z ŁKS. Zagrał 31 minut w meczu z Cracovią, z których przynajmniej kwadrans przestał. Doznał jednak kontuzji i przez kilka tygodni nie mógł trenować. Gdy wreszcie się wyleczył podczas spaceru z dziećmi... poślizgnął się na liściu i upadł. Efekt? Kolejna kontuzja i trzy miesiące przerwy. Miejmy nadzieję, że zimą nie będzie z dziećmi jeździł na sankach, bo aż strach pomyśleć, co może się stać.

Statystyki jesiennych meczów ŁKS nie wyglądają dobrze. Łodzianie stracili najwięcej goli w ekstraklasie, a mniej od nich strzelili tylko piłkarze Cracovii i Lechii Gdańsk. Łodzianie, obok Zagłębia Lubin, mają na koncie najwięcej porażek. Przy takim bilansie wręcz jako cud należy traktować sytuację, że piłkarze z al. Unii nie zajmują jednego z dwóch ostatnich miejsc w tabeli.

Nie ma wątpliwości, że wiosną łodzianie będą bronić się przed spadkiem do pierwszej ligi. Szefowie klubu zaciskają pasa, oglądają każdą złotówkę kilka razy, ale mają plan, który może się udać. Chcą bowiem wypożyczyć z trzech najlepszych klubów rundy jesiennej - Śląska Wrocław, Legii i Polonii Warszawa - przynajmniej pięciu piłkarzy, którzy pomogą utrzymać łódzki klub w ekstraklasie. Główną wadą tego projektu jest fakt, że w czerwcu ŁKS będzie musiał od nowa budować zespół, ale za to niewielkim kosztem można uratować ekstraklasę. A to przecież, w dzisiejszej sytuacji klubu z al. Unii, jest absolutnie najważniejsze.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
neutralny

sytuacja jest jaka jest trzeba sie odnalec w tej rzeczywistosci sasiadom za miedzy tez oszczednosci w glowach oj nie dzieje sie dobrze w lodzkim futbollu

Dodaj ogłoszenie