Uczniowie zamiast pończoch, czyli liceum Uniwersytetu...

    Uczniowie zamiast pończoch, czyli liceum Uniwersytetu Łódzkiego

    Maciej Kałach

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Budynek przy ul. Pomorskiej 161/163 zachował industrialny charakter
    1/2
    przejdź do galerii

    Budynek przy ul. Pomorskiej 161/163 zachował industrialny charakter ©Krzysztof Szymczak

    Aż 186 kandydatów chce się uczyć w nowym roku szkolnym w budynku przy ul. Pomorskiej 161/163. Działające tam Publiczne Liceum Ogólnokształcące Uniwersytetu Łódzkiego, staje się coraz bardziej cenioną i popularną szkołą, zaś jej siedziba jest kolejnym przykładem udanej adaptacji poprzemysłowej architektury na potrzeby łódzkich uczelni.
    Publiczne Liceum Ogólnokształcące UŁ przyjęło pierwszych uczniów we wrześniu 2009 roku. Docelowej siedziby doczekało się dwa lata później. Wtedy zakończył się remont czterokondygnacyjnego budynku w pobliżu m.in. osiedla studenckiego Lumumbowo oraz Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej UŁ. Władze Uniwersytetu Łódzkiego przeznaczyły na renowację około 6 mln zł. Inwestor zachował industrialny charakter gmachu - m.in.
    fabryczne okna oraz szeroką klatkę schodową z żeliwnymi poręczami. Do budynku przy ul. Pomorskiej, wymienianego w Ewidencji Zabytków Łodzi, powrócił gwar - choć nieco innego rodzaju niż zaraz po jego wybudowaniu. Na początku XX wieku w dzisiejszej szkole produkowano bowiem pończochy.

    Królestwo rodziny Seidenwurmów

    Uczniowie i kadra ogólniaka UŁ bardzo dbają o dokumentowanie przeszłości związanej z otoczeniem, w którym dzisiaj funkcjonuje szkoła. Nauczyciele chętnie opowiadają o dawnych właścicielach posesji. Dotarli nawet do sądowych akt potwierdzających transakcję z roku 1928. Wówczas Edmund i Elfride Szwarcszulc sprzedają kompleks budynków, z których główny to siedziba dzisiejszego LO.

    Z dokumentów wynika, że zabudowania na działce zaczęły powstawać od 1904 roku, zaś obecny gmach szkoły Szwarcszulcowie postawili w roku 1926. Do przeprowadzenia transakcji zmusiły ich rosnące długi.

    Szwarcszulcowie produkowali pończochy, lecz wydaje się, że dopiero następni właściciele zdołali zbudować markę cenioną nie tylko na rynku lokalnym. Chodzi o Mechaniczną Fabrykę Pończoch "Bracia Seidenwurm". Napędem tej rodziny był Mozes, syn przemysłowca także działającego w branży pończoszniczej, zaś najbardziej z rodzeństwa pomagał mu Jankiel.

    Mozes Seidenwurm jeszcze przed I wojną światową rozwinął własną działalność, która po latach rozrosła się na tyle, że odkupił budynki od rodziny Szwarcszulców. Moment na zakupy nie okazał się najlepszy. Do Polski właśnie dotarł zza oceanu Wielki Kryzys. Tymczasem Mozes Seidenwurm część sumy za fabrykę zobowiązał się zapłacić w dolarach. Wahania kursowe sprawiły, że sam popadł w długi, jednak interes braci kręcił się do 1939 roku. Mozes był prezesem zarządu Zrzeszenia Przemysłu Pończoszniczego w Państwie Polskim, zasiadał też w radzie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej. Powojenne inwentaryzacje wykazały, że majątek braci obejmował siedem budynków fabrycznych, 20 gospodarczych, trzy przeznaczone na cele mieszkaniowo-biurowe, zaś nad fabryką górował komin o wysokości 50 metrów.

    Wciąż niej jest pewne, gdzie zginął Mozes

    Po wejściu do Łodzi hitlerowcy powierzyli pieczę nad fabryką dotychczasowemu dozorcy, co mogło wynikać z faktu, że przypuszczalnie zaczął poczuwać się do narodowości niemieckiej. Były podwładny Seidenwurmów zachowywał się w stosunku do nich, jak na panujące warunki, bardzo "przyzwoicie" - np. pozwolił byłym właścicielom na zabranie z majątku niezbędnych im rzeczy osobistych, w tym ubrań.

    Wykaz Instytutu Pamięci Narodowej informuje, że Moses Seidenwurm został aresztowany w grudniu 1939 roku za "działalność antyniemiecką", a potem stracony. Jednak nauczyciele LO zebrali relację, według której Mozes Seidenwurm w następnych latach był widziany w getcie w Warszawie. Istnieją też akta sądowe jego śmierci w getcie w Końskich. Mozes miał żonę, jednak było to małżeństwo bezdzietne.

    Okupacji nie przeżył także główny wspólnik i pomocnik przedsiębiorcy w rodzeństwie - Jankiel. Czasów wyzwolenia doczekało tylko jedno z dziewięciorga jego potomstwa (chociaż nie wszystkie dzieci dożyły wojny - za sprawą przyczyn naturalnych). Potomkowie z linii Jankiela mieszkają dziś w Izraelu oraz w Wielkiej Brytanii i stamtąd ich część przyjedzie do Łodzi na uroczystość planowaną przez ogólniak Uniwersytetu Łódzkiego po wakacjach.

    W wyjaśnianie tajemnic związanych z dawnymi losami Seidenwurmów od lat ogromnie angażuje się, skoligacona z tą rodziną, profesor Naomi Tadmor, historyk z Lancaster University w Wielkiej Brytanii, która także ma odwiedzić nasze miasto.

    Za PRL tu zaczął się "Feniks"

    W lutym 1945 roku dotychczasowe mienie Seidenwurmów przeszło pod zarząd państwa. W następnym roku sprawę sądową o zwrot majątku jako spadkobiercy założyli niejacy Fajwel i Frajdla Skura, jednak wiele wskazuje na to, że była to próba wyłudzenia. Zresztą i tak fabrykę znacjonalizowano - od 1948 roku, przy ówczesnej ul. Nowotki 161/163, socjalizm budowała załoga Państwowych Zjednoczonych Zakładów Przemysłu Pończoszniczego "Kombinat nr 2".

    Potem w wyniku szeregu przekształceń fabryka przyjęła pamiętaną w Łodzi nazwę "Feniks", której główna siedziba mieściła się przy ul. Nowotki do 1977 roku - aż do otwarcia przemysłowego kompleksu przy ul. Brzezińskiej 5/15.

    W latach dziewięćdziesiątych XX wieku, gdy przemysł lekki w Łodzi umierał, gmach trafił pod skrzydła obecnego gospodarza - Uniwersytetu Łódzkiego. Na początku w roli "rezerwy lokalowej".

    - Pomieszczenia przy ulicy Pomorskiej 161/163 były wykorzystywane między innymi jako magazyny sprzętu ówczesnego Wydziału Fizyki i Chemii - wyjaśnia dr Dariusz Klementowicz, kierownik Archiwum Uniwersytetu Łódzkiego. - Badania prowadzili tam również biolodzy z ówczesnego Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi, podczas modernizacji głównego gmachu tej jednostki.

    "Jaskółka" współpracy między uczelniami

    Uruchomienie uniwersyteckiego ogólniaka szybko okazało się sukcesem - podobnie jak w przypadku o dwa lata starszego pomysłu z otwarciem liceum przy Politechnice Łódzkiej. Zresztą obie szkoły uznają się za "bratnie", a ich dyrektorzy lubią wymieniać się doświadczeniami z pracy z młodzieżą.

    Tomasz Kłos, szef Publicznego Liceum Ogólnokształcącego UŁ, najpierw przyjął do nowej szkoły dwie klasy pierwsze, które w 2012 roku tańcowały na premierowej studniówce. Obecnych 186 kandydatów walczy o któreś ze 104 miejsc w czterech planowanych oddziałach pierwszych.

    Hitem rekrutacji jest nowość - klasa z rozszerzonym programem z języka angielskiego, a przede wszystkim z chemii oraz biologii, utworzona dzięki porozumieniu UŁ z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi. O 26 miejsc walczy aż 92 absolwentów gimnazjów z Łodzi i regionu.

    Umowa dotycząca nowej klasy w akademickim ogólniaku przedstawiana jest jako jedna z jaskółek zapowiadająca ścisłą współpracę UŁ i UM. Współpraca w bardzo optymistycznej wersji - dla zwolenników takiego kierunku - miałaby kiedyś doprowadzić do niejasnej jeszcze formy konfederacji. Ocena słuszności tych wizji pozostaje jednak na głowie rektorów, zaś dyrektor Kłos może cieszyć się z obecności ogólniaka UŁ w gronie najlepszych szkół ponadgimnazjalnych regionu. Uważany za najbardziej prestiżowy ranking pism "Perspektywy" i "Rzeczpospolita" wymienia Publiczne Liceum Ogólnokształcące UŁ na 69 miejscu wśród wszystkich ogólniaków w Polsce oraz na piątej pozycji w województwie.

    Już w drugim roku swojego istnienia szkoła doczekała się nadania imienia - godnego najwyższego szacunku. Od listopada 2011 roku placówka ma za patrona Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Wtedy też goście UŁ pojawili się na uroczystości odsłonięcia pamiątkowej tablicy - byli wśród nich m.in. Anna Stupnicka-Bando, prezes Polskiego Stowarzyszenia Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Irena Szczurek, ocalona z Holocaustu, oraz Zvi Rav-Nera, ambasador Izraela w Polsce

    Uczniowie ogólniaka mają na co dzień sąsiedztwo uniwersyteckich lektorów, nie zajmują bowiem całego gmachu byłej fabryki - na najwyższym piętrze mieści się siedziba Studium Języków Obcych UŁ. Na ostatniej kondygnacji znajdziemy także Centrum Transferu Technologii, czyli jednostkę uczelni, która w założeniach miała wdrażać innowacje wynikające ze słynnego Amerykańsko-Polskiego Programu Offsetowego przy okazji zakupu przez nasze wojsko myśliwców F-16.


    Zapisz się do newslettera

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Zdjęcia legitymacyjne i nie tylko - ułatiwenie w życiu

    Witold (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 6 / 4

    zdjęcie legitymacyjne mozemy wykonac na stronie photoid.eu za darmo, a odbitke 10x15 wykonac w jakim labie ;) polecam

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo