Imiona, nazwiska i dokładne adresy ponad 60 obcych osób otrzymała pani Wiesława z Łodzi wraz z korespondencją z wrocławskiego sądu. Kobieta została pozwana za to, że nie zapłaciła kary umownej za rozwiązanie umowy z operatorem komunikacyjnym PTS SA. Łodzianka uważa, że została oszukana przez operatora, a karę naliczono niezasadnie. Spór skończył się w sądzie. Doszło też do złamania ustawy o ochronie danych osobowych.

Pani Wiesława padła ofiarą standardowego już, niestety, oszustwa. Skontaktował się z nią pracownik PTS, przedstawił ofertę obniżającą abonament o połowę. Zapewnił, że jest pracownikiem dawnej TP SA.

- Doszło do tego w listopadzie 2009 roku - mówi pani Wiesława. - Dopiero dziesiątego dnia zorientowałam się, że zostałam oszukana. Następnego dnia wysłałam pisemną rezygnację z usług. Spóźniłam się zaledwie o jeden dzień, ale to wystarczyło, by PTS po prawie czterech miesiącach odrzucił moje zgłoszenie. Dołączona była do niego nota obciążeniowa na 290 zł. Odpisałam, że operator nie poinformował mnie o prawie do odstąpienia od umowy i nie przesłał odpowiedniego wzoru.

PTS reklamację odrzucił, łodzianka się odwołała. Wymiana korespondencji trwała parę miesięcy, PTS zgłosił się do firmy windykacyjnej Perseus z Wrocławia. We wrześniu ubiegłego roku doszło do sprzedaży długu, a w marcu tego roku łodzianka otrzymała pozew z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia z dwiema stronami z pocztowej książki nadawczej, zawierającej dane osobowe innych osób, będących w tej samej sytuacji. Łodzianka skontaktowała się z tymi osobami pisemnie, część z nich odpowiedziała na listy, kobieta ma nadzieję, że będą jej świadkami w sądzie.

Sprawa została przeniesiona do Łodzi. - Czuję się podwójnie oszukana - mówi łodzianka. - Nie chciałam zmieniać operatora, wprowadzono mnie w błąd. Nie podoba mi się także to, że moje dane osobowe otrzymali obcy ludzie, to nie powinno mieć miejsca.

Zdaniem PTS naliczanie kary jest zasadne, gdyż zgodnie z prawem klient ma dziesięć dni na odstąpienie od umowy, zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa. Pani Wiesława z usług zrezygnowała jedenastego dnia, dlatego została naliczona kara umowna 290 zł za zerwanie umowy.

Sędzia Marek Poteralski, rzecznik Sądu Okręgowego we Wrocławiu, zapewnia, że to nie Temida jest odpowiedzialna za ujawnienie danych osobowych klientów. - My jedynie przekazaliśmy dokumenty, przygotowane przez drugą stronę postępowania - zaznacza rzecznik. - Nie możemy ingerować w ich treść.

Przedstawiciele firmy windykacyjnej Perseus nie chcieli komentować sprawy ani telefonicznie, ani e-mailowo. 23 maja wysłaliśmy do nich pytania listem poleconym priorytetowym. Do wtorku nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Pracownica firmy po kolejnym telefonie nie była w stanie wyjaśnić, dlaczego trwa to tak długo. Odpowiedź ma zostać przygotowana.

Zgodnie z prawem imiona, nazwiska i adresy innych osób, które na dodatek nie są związane ze sprawą, powinny zostać zakryte. Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik generalnego inspektora ochrony danych osobowych, tłumaczy, że ustawa o ochronie danych określa jedynie ogólne zasady ich przetwarzania, natomiast szczegółowe zasady są zawarte w branżowych przepisach prawa. Sąd to władza odrębna, niezależna od innych. GIODO nie może ingerować w jego działania ani ich komentować.