Urząd Miasta Łodzi zapłacił aż 43 tys. zł brutto firmie, która "czyściła" system po czerwcowym ataku hakera na stronę internetową magistratu oraz za ponowne "postawienie" strony. Czy podczas włamania na stronę UMŁ mogły wyciec jakiekolwiek dane osobowe? Władze miasta zapewniają, że nie.

Strona internetowa łódzkiego urzędu miasta została zaatakowana przez hakerów 14 czerwca, tuż po północy. Nie działały nie tylko zwykłe strony informujące o aktualnościach z miasta. Przez kilka dni nie można też było korzystać np. ze strony, na której można zarejestrować się na wizytę w wydziale praw jazdy i rejestracji pojazdów. Miasto "czyściło system" przez kilka dni.

Dziś okazuje się, że porządki po ataku hakera kosztowały miasto ponad 43 tys.

zł. - Firma wykonała bardzo pracochłonne zadanie - mówi Marcin Masłowski, rzecznik prezydent Łodzi. - Sprawdzono wszystkie portale internetowe funkcjonujące na tym samym serwerze, na którym była uruchomiona główna strona urzędu. Atakujący mógł bowiem wykorzystać jeden portal do działań, które mogły zagrozić działaniu całego systemu informatycznego magistratu.

Sprawdzono więc nie tylko portal uml.lodz.pl, ale również: czystemiasto.uml.lodz.pl, ulicapiotrkowska.pl, dworzec.lodz.pl, turystyczna.uml.lodz.pl oraz kilka innych.

- Zostały usunięte zagrożenia związane z atakiem hakerów - zapewnia Marcin Masłowski. - Aby zabezpieczyć nasz serwer firma wymieniła jego oprogramowanie. Nie bez znaczenia jest też to, że wykonujący usługę bardzo szybko zareagował na nasze zgłoszenie i rozpoczął prace w niedzielę.

Władze miasta zapewniają, że w czasie ataku hakerów nie wyciekły żadne dane osobowe. - Przypuszczamy zresztą, że włamanie nie miało na celu kradzieży danych z systemu informatycznego urzędu, a jedynie zaprezentowanie możliwości technicznych hakera - podkreśla rzecznik prezydent Łodzi.