W biznesie liczy się odwaga i siła woli. Nie dzielę świata...

    W biznesie liczy się odwaga i siła woli. Nie dzielę świata na męski i damski...

    Beata Dobrzyńska

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z Agatą Moraczewską-Wolską, prezesem zarządu Las Vegas Power Energy Drink z Tomaszowa Maz.
    Agata Moraczewska-Wolska jest prezesem zarządu firmy Las Vegas Power Energy Drink

    Agata Moraczewska-Wolska jest prezesem zarządu firmy Las Vegas Power Energy Drink ©archiwum prywatne

    Zajęła Pani drugie miejsce w plebiscycie Kobieta Przedsiębiorcza 2015 Województwa Łódzkiego (kategoria - działalność biznesowa), otrzymując tytuł Kobiety Przedsiębiorczej. Co ten tytuł dla Pani oznacza?

    Wyróżnieniem dla mnie było samo zaproszenie przez „Dziennik Łódzki” do udziału w tym plebiscycie. Byłam bardzo zaskoczona. Gdzieś w moim świecie pojawiło się coś nowego. Zostałam dostrzeżona i doceniona. Statuetka znajdzie godne miejsce w moim gabinecie. Z pewnością będę się chwaliła tą nagrodą.

    Jaki był dla Pani i Pani firmy miniony rok?

    Zaliczam go do udanych, ale niełatwych. Porażki mnie, niestety, nie omijają. Największe rozczarowania, jak zwykle, zapewniają nam współpracownicy. To trudne, mimo mojego dużego doświadczenia, pracować z ludźmi. Mimo wszystko kocham swoją pracę i jest to moja pasja.

    Lubię ludzi kompetentnych i zaangażowanych. Zapewniam, że takich na świecie jest wielu. Wszystko, co robię, zawsze staram się robić jak najlepiej i dlatego przysparza mi to wiele satysfakcji w życiu. Wymagam od siebie bardzo dużo, a co się z tym wiąże, poprzeczkę swoim pracownikom stawiam dość wysoko.

    Grupa LV zatrudnia 400 osób i prowadzi 23 rodzaje różnych działalności. To duża grupa pracowników, w dodatku rozsiana po całej Polsce. Czy łatwo jest nimi zarządzać?

    Mój kontakt z pracownikami w tej chwili i na tym etapie naszego rozwoju sprowadza się do kontaktu tylko z kadrą menedżerską. Jeśli mam do czynienia z ludźmi odpowiedzialnymi i zaradnymi, nie jest to takie bardzo trudne. Oczywiście trzeba mieć zdolności przywódcze. To bardzo ułatwia pracę w takim zespole. A zespół naprawdę jest spory.

    Jest Pani prezesem firmy, która aktywnie wspiera sport, zarówno ten lokalny, jak i ogólnopolski. Ma to chyba związek z nietypowymi, jak na kobietę, zainteresowaniami, którymi są samochody i sport...

    Typowe, nietypowe... Ja nie rozgraniczam świata na męski i damski. Od najmłodszych lat żyję właśnie w takim świecie, który wykreowało mi życie. Nigdy nie zaznałam z tego powodu, że jestem kobietą, przykrości. Wręcz przeciwnie. Jestem traktowana na równi z mężczyznami. I to jest bardzo fajne. Dla mnie mężczyzna, który nie szanuje kobiety i nie traktuje jej tak jak siebie, nie jest prawdziwym facetem.

    Przyznaje Pani, że wspieranie lokalnej drużyny sportowej KP RKS Lechia 1923 ma po części wymiar sentymentalny, bo Pani dziadek był zawodnikiem tego klubu. Czy w biznesie w ogóle jest miejsce na sentymenty?

    Lechia to nie biznes, to stricte sentyment oraz pasja. Niestety, klub w tak małym miasteczku i z takim gruzowiskiem jak nasz stadion zysków nie przynosi i jeszcze pewnie długo nie będzie przynosił. To pasja mojego męża Marcina decyduje o tym, że Lechia odrodziła się na nowo i istnieje w dobrej kondycji i na dobrym poziomie piłkarskim. Tu chylę mu czoła, bo nawet mój silny charakter nie wziąłby tego na swoje barki.

    Klub piłkarski to małe przedsiębiorstwo, od sprzątaczki po trenera czy prezesa. Jak wiadomo wszyscy Polacy świetnie znają się na piłce... Wystarczy przypomnieć sobie, jak nie tak dawno szukaliśmy, wzorem nie tylko zagranicznych klubów, ale i naszych rodzimych, wolontariuszy do pomocy przy meczach. Niestety, zgłosiła się tylko jedna osoba.

    Czyżby Lechia była kojarzona tylko z grupą kapitałową LV i zarabianiem pieniędzy? Takie odniosłam wrażenie. Mój dziadek rzeczywiście grał w klubie ponad pół wieku temu. Robił to z pasji, nie dla pieniędzy, bo wtedy nikt za granie im nie płacił. Dziadek wspominał, że po buty do grania jechał na Śląsk.

    Pamiętam mojego dziadka bardzo dobrze, pasjonował się sportem, a zwłaszcza piłką nożną do końca życia. Z telewizyjnego fotela uczestniczył we wszystkich meczach, które były transmitowane w ówczesnej telewizji. Moja mama też wychowała się w duchu piłki nożnej i jest z nas bardzo dumna. W życiu jest czas na pracę i czas na zabawę. Nasza kochana Lechia to świetne hobby.

    Pani firma jest jednym ze sponsorów drużyny narodowej w piłce nożnej, która za kilka miesięcy będzie walczyła w Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej Euro 2016. Będzie Pani kibicowała Lewandowskiemu i jego kolegom? Jakie Pani szanse im daje?

    Będę kibicowała całej naszej drużynie. Nie ma dnia, żebym nie myślała, jak to będzie. Po cichu liczę, że zajdziemy wysoko. Ostro kibicuję im również na naszym profilu LV na Facebooku.

    Jedną z inicjatyw, które wspiera grupa Las Vegas, jest Akademia Piłkarska Las Vegas skierowana do dzieci z Tomaszowa Mazowieckiego. Skąd taki pomysł?

    Nasz mały synek chciał grać w drużynie Lechii, miał wtedy około pięciu lat. Idąc za ciosem spróbowaliśmy zorganizować zajęcia dla kilkanaściorga dzieci z profesjonalnymi trenerami. Niestety, nasz syn, będąc na wczesnym etapie rozwoju, obraził się na trenera i do drużyny wrócił dopiero po roku. Ale w piłkę gra do tej pory.

    W tej chwili w akademii trenuje ponad trzystu chłopców. Wiem, że są też listy rezerwowe. Swoje umiejętności szkolą nie tylko dzieci z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic, ale mamy też małych piłkarzy z Rawy Mazowieckiej i Skierniewic. Na początku dla takich małych dzieciaków to tylko zabawa, w późniejszym etapie rozwoju to już pasja, chęć rywalizacji. A co z tym się wiąże, nauka obowiązku, odpowiedzialności i samodyscypliny. Dzieci rozwijają się sportowo i emocjonalnie.

    Wiem, że takim Państwa ulubionym „dzieckiem” jest Carska Wieża w Spale. Czy to prawda i dlaczego?


    Tak, to prawda. Wieża jest zabytkowa. Pamięta jeszcze czasy cara Rosji polującego w spalskich lasach. Nie było prosto ją odrestaurować i zrobić w niej małą kawiarenkę z klimatem. Takie budynki są pod opieką konserwatora zabytków i wszystko trzeba z nim uzgadniać. Jednak osoba, która pełni tę funkcję w naszym regionie, do dzisiaj miała bardzo podobną wizję jak my. Gdzieś tam nasze plany i marzenia spotkały się i mamy to wspaniałe miejsce. Jest miło i smacznie, nikomu już nie zagraża niebezpieczeństwo zawalenia. A i sama Spała przy parku i kościółku zyskała fajny obiekt.

    Razem z mężem pochodzicie z Tomaszowa Mazowieckiego. To tutaj Państwa firma sporo inwestuje m.in. w galerię handlowo-rozrywkową, Carską Wieżę w Spale czy klub piłkarski. Czy Tomaszów jest dobrym miejscem do inwestowania?


    Tomaszów to kochane miasto, ale trudne miejsce do inwestycji. Dlaczego? Trochę lat ma zmarnowanych rozwojowo i inwestycyjnie. Ale, jak widać ostatnio, wszystko zaczyna się zmieniać. Szkoda tylko, że odbudowanie trwa o wiele dłużej niż niszczenie. Inwestowanie w Tomaszowie to nie lada wyzwanie, żeby się utrzymać, niestety trzeba działać globalnie.

    Niedawno przyjęła Pani propozycję zasiadania w społecznej radzie gospodarczej przy prezydencie Tomaszowa Mazowieckiego Marcinie Witko. Czy takie rady są potrzebne?

    Rzeczywiście, nasz prezydent ma wiele dobrych pomysłów, a co najważniejsze, umie słuchać ludzi. Trzeba tylko zrozumieć, że nie wszystko da się od razu wcielić w życie. Głosy mieszkańców są bardzo ważne i potrzebne. Każdy ma jakieś nowe pomysły, swoje przemyślenia. Grono mamy zacne i z wieloma sukcesami zawodowymi. Jeśli wcielimy w życie chociaż jeden projekt, to warto działać. Ja zawsze powtarzam, że warto próbować.

    Od lat działa Pani w biznesie. Czy kobiety są równoprawnymi partnerami dla mężczyzn biznesmenów? Czy może ich stosunek do kobiet się zmienia?

    Jak już wspomniałam wcześniej, nie odczuwam z powodu bycia kobietą jakiegokolwiek dyskomfortu w relacjach biznesowych z mężczyznami. „Inny” stosunek do kobiet znam tylko z opowieści. Chyba nasze pokolenie już tego nie doświadcza, jeśli już, to bardzo rzadko. Jesteśmy silne, dobrze wykształcone, pewne siebie. Nie byłoby z nami tak łatwo...

    Prywatnie jest Pani żoną i matką trójki dzieci. Jak udaje się łączyć te funkcje z fotelem prezesa?

    Nasze dzieci są już spore. Największą pracę wykonuję wtedy, gdy są w szkole i przedszkolu. Po południu zostają tylko maile i telefony. A te, niestety, są cały czas. Pamiętam, że pracowałam do ostatnich godzin przed porodami. To fajne doświadczenie. Później, gdy dzieci były w okresie niemowlęcym, również pracowałam w domu. Nie dlatego, że musiałam, bardziej dlatego, że to lubię i nie mogę bez tego żyć. Poza tym mamy wspaniałych dziadków. Ich pomoc jest nieoceniona. Bardzo jesteśmy im za to wdzięczni.

    To chyba ciekawostka, że zaczynała Pani swoją pracę jako dziennikarz...

    Jak miałam 21 lat, to zostałam dziewczyną lata „Dziennika Łódzkiego”. Moje zdjęcie robił Wojtek Stromecki, pracowałam wtedy latem jako dziennikarka TV w Tomaszowie. Była to moja pierwsza poważna praca, nie licząc korepetycji z wielu przedmiotów.

    Co poradziłaby Pani kobietom, które rozważają możliwość otwarcia własnej działalności gospodarczej?

    W biznesie liczy się odwaga i siła woli. Wszystko trzeba starannie zaplanować i odpowiedzieć sobie samemu na pytanie: czy dam radę? To kosztuje jednak wiele wyrzeczeń, zwłaszcza na początku. Tutaj jedna cecha jest bardzo ważna, pewność i wiara w siebie.

    Jeszcze raz bardzo dziękuję za wyróżnienie w plebiscycie i pozdrawiam wszystkie czytelniczki i czytelników, dziękując jednocześnie za oddane na mnie głosy.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Menedżer Roku 2018

    Menedżer Roku 2018

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny