W obronie poezji, poetów i Rymkiewicza

Mikołaj Mirowski

Czy poezja musi być uwikłana w politykę? Czy jeśli poeci się w nią wikłają, należy to pogłębiać i eskalować? Czy nagroda literacka za całokształt twórczości musi być wynikiem przepychanek „kto - kogo”? Czy musi być wynikiem sympatii bądź antypatii politycznych? Pytania cisną się na usta, gdy czytam komentarze po nagrodzeniu Jarosława Marka Rymkiewicza nagrodą im. J. Tuwima. Czytam i nie mogę wyjść ze zdziwienia jak bardzo część środowiska literackiego jest oburzona zasłużonym laurem dla autora „Zachodu słońca w Milanówku”.

Wybór laureata jak każda subiektywna decyzja jury może wywoływać kontrowersje i polemiki. To nawet dobrze, bo sprawia, że nagroda żyje, nie jest letnia, o coś w niej chodzi, wreszcie sama poezja nabiera rumieńców i wigoru. Niemniej jestem zdumiony, może nie samym werdyktem (część krytyków Rymkiewicza docenia przecież jego dorobek i kunszt), ale poziomem emocjonalności, petycjami protestacyjnymi a także niektórymi argumentami. Niezwykle mocna teza, o tym, że Julian Tuwim, a także niedawno zmarły Zdzisław Jaskuła przewracaliby się w grobach na wieść o tym werdykcie, jest tyleż efektowna, co nie falsyfikowalna. Czy w takiej sytuacji, lubiący przecież ryzykowne rzeczy, Zdzisław Jaskuła odmówiłby podwojów zarządzanego przez siebie teatru, w którym honorowano zasłużonego poetę? Te pytania pozostaną w próżni. Mogę jedynie powiedzieć, że gdy wystawiano na deskach Teatru Nowego sztukę „Samuel Zborowski” w październiku 2013 r. postanowiono do oryginalnego tekstu Juliusza Słowackiego implementować także i pewien kluczowy fragment niebywale ciekawej, ale i kontrowersyjnej książki Rymkiewicza pod tym samym tytułem. Zdzisław Jaskuła nie tylko o tym wiedział, lecz także bez jakichkolwiek zastrzeżeń aprobował. Więcej, był do tego pomysłu wyjątkowo pozytywnie nastawiony. Wraz z historykiem Kazimierzem Wóycickim byłem wtedy zaproszony do wewnętrznej dyskusji na ten temat i nie zauważyłem specjalnej awersji wobec twórczości Rymkiewicza, a przecież już wtedy znany był wiersz „Do Jarosława Kaczyńskiego”, na który to z lubością powołują się krytycy werdyktu. Oczywiście, nie wiem, jaki obecnie byłby stosunek dyrektora „Nowego” do postaci Rymkiewicza, ale w mojej ocenie zwyciężyłoby podejście: polityka to jedno, lecz sztuka winna być wolna i nieskrępowana.

Drugą dość dziwną dla mnie tezą pojawiającą się w tej dyskusji jest argument, który w dużym skrócie mówi, że autor „Samuela Zborowskiego” w przeszłości nie za bardzo cenił twórczość Juliana Tuwima, a wręcz miał na jego punkcie daleko idący kompleks. Z faktami się nie polemizuje i przytaczane niepochlebne i mocno krytyczne słowa Rymkiewicza o Tuwimie jak najbardziej miały miejsce. Zresztą powtarzane były przez autora „Rejtana” wcale nie sporadycznie, lecz dość często. Tyle, że cóż to miałoby oznaczać? Czy to pierwszy wypadek, gdy poeci o sobie mówią krytycznie? Czyż poeci nie mogą się nie lubić, a nawet nie cenić? Podam przykład hipotetyczny, ale wymowny. Jak wiadomo, dwóch najwybitniejszych twórców doby romantyzmu, Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki, mówiąc oględnie nie przepadali za sobą. Bardzo często dochodziło między nimi do polemik i sporów w kwestiach światopoglądowych. Zwłaszcza, jeśli chodziło o literaturę i sytuację w Polsce. Mickiewicz polemicznie podchodził w zasadzie do każdego dzieła Słowackiego, z kolei autor „Grobu Agamemnona” nie pozostawał mu dłużny. I teraz wyobraźmy sobie taką oto sytuację, że po udanym powstaniu listopadowym w 1831 r. Polska szczęśliwym zbiegiem okoliczności odzyskuje niepodległość. Po śmierci Słowackiego (1849 r.) powstaje poetycka nagroda jego imienia, a jednym z pierwszych laureatów jest nestor polskiego romantyzmu Adam Mickiewicz. Jaka byłaby wtedy publicystyczna argumentacja? Czy podkreślano by, że nie wypada, by autor „Dziadów” mógł sięgnąć po zaszczytny laur, gdyż niegdyś bardzo surowo traktował kolegę po fachu? Właśnie dlatego nie mogę serio traktować finezyjnych szpili, które niektórzy krytycy werdyktu jury próbują wymierzyć Rymkiewiczowi.

Czytaj też:Mikołaj Mirowski: "PRL dała siłę świętu 11 Listopada" [ROZMOWA]

By nie pozostawiać wątpliwości, postawię sprawę jasno, ale uczciwie - od lat jestem pod ogromnym urokiem poezji Rymkiewicza. Natomiast z częścią jego prozy się zgadzam, z częścią nie - choć każda z jego prac, na czele z kontrowersyjnymi pozycjami jak „Wieszanie” czy „Kinderszenen”, jest świetnie napisana, nie pozastawia czytelnika obojętnym, wręcz aktywizuje go choćby przeciwko tezom, które głosi. Nie będę też udawał - Rymkiewicza uważam za jednego z najwybitniejszych żyjących Polskich poetów. A na pewno ostatniego - po nie tak dawnej śmierci Tadeusza Różewicza - z tzw. „starych wielkich”. Dla jasności przekazu dodam też, że moje polityczne poglądy są diametralnie różne od obecnego ideowego credo (kiedyś było inne, że przypomnę „Rozmowy polskie latem 1983”) Rymkiewicza. Powiem tylko, że mój historyczny światopogląd zbudowany jest wokół tradycji Polskiej Partii Socjalistycznej i żydowskiego Bundu. Ale czy to w ogóle powinno mieć jakieś znaczenie? Czy ktoś, kto ma lewicowe poglądy, nie może cenić „piewcę Jarosława Kaczyńskiego”? Dla Kingi Dunin widocznie ma to znaczenie, niemniej pragnę przypomnieć, że przecież nie za peany o „ugryzieniu żubra w dupę” Rymkiewicz wpisał się na trwale i nierozerwalnie w polską kulturę. Czy polityczne poglądy nawet jak najbardziej radykalnie prawicowe dla kogokolwiek kto zajmuje się literaturą i poezją winny być wyznacznikiem? A jeśli już, to czy mają mieć one znaczenie decydujące? Takie myślenie jest małostkowe. Czy dla większości kochających poezję naprawdę nie jest ważne jakie utwory ma w dorobku autor „Umschlagplatz”? Czy kilka współczesnych, „zaangażowanych” wierszy napisanych w logice „religii smoleńskiej” lub opowiadających się za konkretnymi siłami politycznymi może zniweczyć i przekreślić tak bogaty dorobek poetycko-literacki jakim legitymuje się Rymkiewicz? Zresztą czyż zaangażowanie się poety w ideowy spór albo w konkretną ideologię jest wyjątkową przypadłością Rymkiewicza? W historii polskiej kultury XX w. takich przykładów jest mnóstwo. Wystarczy wymienić patrona łódzkiej nagrody - Juliana Tuwima, Władysława Broniewskiego, Brunona Jasieńskiego lub Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i wielu innych. Czy ich polityczne zaangażowanie niweluje ich poezję, przekreśla ich dorobek? Przecież to obłęd.

Czytaj też:Mikołaj Mirowski: Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu

Autor to dr historii, publicysta, w Muzeum Powstania Warszawskiego prowadzi projekt „Warszawa dwóch Powstań”, pracuje w Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
debiut1957

Okazuje się, że gdy potrzebna jest awantura polityczna, to kultura i ludzie ją tworzący są nagle zauważani. Kolejny raz zresztą.

g
gero

Jednym z najbardziej przygnebiajacych elementow polskiego zycia kulturalnego, jest jego upolitycznienie, partyjny serwilizm, trybalizm w czasach kiedy to nie jest konieczne, nie daje laurow a wrecz przeciwnie w wielu przypadkach budzi podejrzenie o motywy i moralna odraze.

Nie bierze sie to znikad, slad prowadzi do ponurej przeszlosci PRL i PZPR kiedy tego typu postawy byly nagradzane i pielegnowane, slad prowadzi do srodowisk, ktore zyly z przywilejow, propagandy i ukladow.

j
j.w.

j.w.

Dodaj ogłoszenie