W poprawczaku jak w więzieniu - biją, gwałcą i znęcają się psychicznie

Agnieszka Jasińska
W sierpniu 2009 roku policja stłumiła głośny bunt w poznańskim poprawczaku. Podobny miał miejsce w  1997 r. w poprawczaku w podłódzkim Ignacewie.
W sierpniu 2009 roku policja stłumiła głośny bunt w poznańskim poprawczaku. Podobny miał miejsce w 1997 r. w poprawczaku w podłódzkim Ignacewie. Andrzej Szozda
W ośrodkach dla trudnej młodzieży w woj. łódzkim od trzech lat jest coraz bardziej brutalnie. Najwyższa Izba Kontroli wkroczyła właśnie do placówek i sprawdza, czy wychowawcy nie podchodzą zbyt rutynowo do swojej pracy i resocjalizacji.

Na śniadanie kawałek pasztetowej z dwoma kromkami chleba. Tyle musi wystarczyć do obiadu. Nikogo nie obchodzi, że są głodni. Nikt nie zainteresuje się też tym, dlaczego 14-latek ma podbite oko, a 15-latka płacze w poduszkę. Fala? Znęcanie się nad młodszymi kolegami?

- To nie u nas - mówią kierownicy poprawczaków w woj. łódzkim.
- To nie tylko fala, to gwałty, pobicia, zastraszania - opowiadają, choć anonimowo, wychowawcy ośrodków. Ich relacje o tym, co dzieje się za murami ośrodków dla trudnej młodzieży, nigdy wcześniej nie wyszły poza mury. Teraz wychowawcy przerywają milczenie.

Zgwałcił, będzie gwałcony

W ośrodkach dla trudnej młodzieży - nie tylko w Łódzkiem, ale w całej Polsce - obowiązują reguły jak w zakładach karnych dla dorosłych. Nie ma żadnej taryfy ulgowej.
- Pracowałem w trzech ośrodkach wychowawczych w naszym regionie i wszędzie jest tak samo. Jeśli chłopak trafił do ośrodka za gwałt, koledzy traktują go tak, jak dorośli więźniowie traktują gwałciciela w zakładzie karnym. Biją go, wyzywają, a nawet gwałcą. Mają na to ciche przyzwolenie dyrekcji - opowiada nam anonimowo wychowawca.

Do tego dochodzi fala. Każdy nowy, który pojawi się w ośrodku, nie ma łatwo.

- Koledzy wsadzają mu głowę do toalety, każą chodzić nago po korytarzu. Wszystko zależy od fantazji starszych kolegów - opowiada wychowawca.

Zdarza się, że młodsi koledzy muszą oddawać starszym swoje porcje jedzenia.
- Powód jest prozaiczny: młodzież w tym wieku rozwija się i rośnie, więc potrzebuje jedzenia - mówi wychowawca. - Niestety, w ośrodkach go brakuje. Dlatego, żeby zdobyć kilka kromek chleba czy parę ziemniaków, zabiera się je młodszym kolegom. Posiłki w ośrodkach są bardzo ubogie. Na śniadanie jest kaszanka albo pasztetowa. Na obiad taki kawałek mięsa, że nawet dobrze go nie widać. Kolacja to zwykle dwie kromki chleba z jakimiś dodatkami. Często młodzież kładzie się do łóżek z burczącymi brzuchami. Nie wszyscy wychowankowie są w stanie wytrzymać to, co się dzieje w murach ośrodków. Najsłabsi po prostu stąd uciekają.

- Pamiętam dziewczynkę, która zaszła w ciążę w ośrodku. O gwałtach wiedział każdy. Ale nikt nie mówił o nich głośno. Starsi, silniejsi chłopcy wykorzystywali młodsze i słabsze dziewczynki. Przyduszali je poduszką, wykręcali im ręce. Mieszkali na tym samym piętrze co dziewczyny i w nocy wchodzili do ich pokojów - opowiada była wychowawczyni ośrodka dla trudnej młodzieży w woj. łódzkim. - Tuż po tym jak dziewczyna zaszła w ciążę, uciekła z ośrodka. Nie było jej trzy tygodnie. Potem wróciła. Strasznie smutna, niewiele się odzywała. Koleżankom przyznała się, że usunęła dziecko. Dyrekcja nie zrobiła nic w jej sprawie. Nigdzie nie zgłoszono tego przypadku. Wszyscy udawali, że nic się nie stało. Tak miało być. Nikt z zewnątrz nie mógł się dowiedzieć o tym, co dzieje się w ośrodku. Po tej sytuacji zrezygnowałam z pracy. Nie mogłam patrzeć na to wszystko. Dlatego też nigdy już nie wróciłam do zawodu.

Kierownik ośrodka nie przypomina sobie takiej sytuacji. - Co do ciąży u nastolatków, to pamiętam tylko jeden przypadek, kiedy gimnazjalistka zaszła w ciążę. Miała indywidualny tryb nauczania - opowiada kierownik placówki. - Natomiast jeśli chodzi o ucieczki, to według naszych danych 10 proc. wychowanków co roku ucieka z ośrodka. Dlaczego uciekają? Z moich informacji wynika, że młodzież ciągnie do środowiska, w którym się wychowali. I tyle.
Wychowawcy nie reagują

W ostatnią środę w Sądzie Rejonowym w Zgierzu odbyła się rozprawa, dotycząca pobicia wychowanka ośrodka dla trudnej młodzieży w Dobieszkowie pod Łodzią. Wszystko zaczęło się od zwykłej kłótni nastolatków.

- 15-letnia dziewczyna pokłóciła się ze swoim kolegą. Kiedy w ośrodku odwiedził ją ojciec, opowiedziała mu o wszystkim. Ojciec sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość. Podszedł do chłopaka i uderzył go z "główki". Nie mieliśmy czasu, żeby zareagować - mówi Paweł Sumiński, kierownik internatu Centrum Kształcenia i Wychowania OHP w Dobieszkowie.

Wojciech Janczyk, rzecznik łódzkiego magistratu, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wychowawcy w ośrodkach dla trudnej młodzieży nie zawsze reagują na czas i tak jak trzeba.

- Na przestrzeni ostatnich trzech lat nasiliły się problemy, związane z coraz trudniejszymi przypadkami nieletnich i dość rutynowym podejściem wychowawców do tych wypadków.

Szczególnym problemem jest kierowanie do młodzieżowych ośrodków wychowawczych młodzieży z zaburzeniami zachowań o podłożu psychicznym - mówi Janczyk.
- Ponadto czas prowadzenia spraw przez sądy powoduje, że do placówek trafia młodzież po 16. roku życia. A więc stosunkowo późno dla efektywnego prowadzenia resocjalizacji. Problemem jest także nadal utrzymywana zasada kierowania młodzieży zamieszkałej w rejonach oddalonych od Łodzi, co utrudnia, a nawet uniemożliwia, pracę z rodziną wychowanka.

W ośrodkach dla trudnej młodzieży przebywają młodzi ludzie od 13. do 18. roku życia. Trafiają tam zazwyczaj dlatego, że wagarują, kradną, biją kolegów, uciekają z domu.

- Stopień demoralizacji wychowanków jest bardzo zróżnicowany. Z tego powodu pojawiają się duże trudności wychowawcze. Sądy bowiem dość swobodnie stosują zamiennie ośrodki wychowawcze (cięższy stopień resocjalizacji) z ośrodkami socjoterapii (placówki lżejszego typu) - opowiada rzecznik łódzkiego magistratu.
Zgwałcili i... na zimowisko

Wojciech Janczyk przypomina, że rutynowe podejście wychowawców do swojej pracy oraz źle pojęte działania wychowawcze doprowadziły do zlikwidowania w 2009 roku jednego z młodzieżowych ośrodków wychowawczych w Łodzi. Jednym z powodów zamknięcia placówki było zdarzenie z udziałem 16-letniego Marcina. Chłopak trafił do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego przy ul. Łucji w Łodzi za wagary.

Znalazł się wśród chłopców mających na koncie pobicia, kradzieże i włamania. Nie zaprzyjaźnił się z nimi. Był bity i poniżany, a w końcu został zgwałcony. W poważnym stanie trafił do szpitala psychiatrycznego. Natomiast jego oprawców dyrekcja ośrodka wysłała na zimowisko. Niestety, umieszczanie w jednym pokoju chłopaków, mających na swoim koncie konflikt z prawem oraz takich, których jedynym przewinieniem jest wagarowanie to dość powszechna praktyka.
- Nie widzę potrzeby dzielenia młodzieży na trudniejszą i łatwiejszą. To byłoby tworzenie enklaw - mówi Paweł Sumiński.

Chowają się w tapczanach
Młodzież z poprawczaków chodzi do szkoły, ma lekcje, powinna odrabiać prace domowe. To w teorii. A w praktyce?
- Ci uczniowie nie mają nawet jednego zeszytu. O książkach już nie wspomnę - opowiada nam wychowawca Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego nr 1 w Łodzi. - Nauczycieli nie interesuje, czy młodzież się czegoś nauczy czy nie. Jest im dokładnie wszystko jedno - dopowiada inna, już była, wychowawczyni ośrodka. - Na lekcjach panuje totalny rozgardiasz. W ogóle dużym sukcesem jest już pojawienie się młodzieży na lekcjach. Są tacy, którzy prawie w ogóle nie przychodzą do szkoły. Żeby nikt ich nie znalazł, chowają się w tapczanach, pod łóżkami, w szafach. Jak przejdzie kontrola i ich nie znajdzie, to mają spokój od lekcji.

Wychowawczyni dodaje, że od rozgardiaszu na lekcjach gorsze są tylko dyżury nocne.

- Wychowawcy robią sobie nawzajem na złość. Jedni kupują podopiecznym colę i chipsy po to, by robili psikusy innym wychowawcom. I młodzież chętnie się na to zgadza. Potrafi w nocy urządzić prawdziwe piekło. Włącza odkurzacz, wali w ścianę, krzyczy - opowiada wychowawca MOW nr 1 w Łodzi.

- Są wychowawcy, którzy wcale nie są lepsi od młodzieży, którą się zajmują. Są tacy, którzy kradną, bo wiedzą, że i tak wszystko zostanie zwalone na młodzież. Dlatego w pokojach giną torebki, komórki. Trzeba bardzo pilnować swoich rzeczy - opowiada nam wychowawca.

Paweł Piotrowski, dyrektor MOW nr 1 w Łodzi, zapytany, czy wcześniej słyszał o procederze przekupywania podopiecznych przez wychowawców, odpowiada: - Słyszałem, ale to plotki. Nie ma jak ich sprawdzić - mówi Piotrowski.

Niestety, nie jest to najpoważniejszy problem ośrodka wychowawczego przy ul. Częstochowskiej w Łodzi. Miesiąc temu w placówce interweniowała policja. Koledzy podrzucali 13-letnim Szymkiem tak, żeby uderzał głową o sufit, a potem rzucali nim o podłogę. Chłopak trafił z potłuczeniami ciała do szpitala. Matka chłopca boi się, że koledzy któregoś dnia zabiją jej syna. - Po wypadku syna próbowała interweniować u dyrektora ośrodka. Nic to nie pomogło. Usłyszałam, że to tylko zabawa. Zignorował mnie - opowiada mama Szymka.

- Zawsze w grupie znajdzie się kozioł ofiarny - tłumaczył nam wypadek Szymka dyrektor ośrodka.
Sprawą Szymka zainteresował się już wydział edukacji łódzkiego magistratu, kuratorium oświaty w Łodzi i rzecznik praw obywatelskich. Rozpoczęły się kontrole. - Uchybienia stwierdzone w trakcie inspekcji w placówce spowodowały, że wydział edukacji przystąpi do kompleksowej oceny pracy dyrektora placówki. Efekty tej oceny będą znane w drugiej połowie grudnia - mówi Janczyk.

- O ocenę sytuacji w ośrodku wychowawczym nr 1 w Łodzi poprosiliśmy organy nadzoru nad placówką. Postępowanie jest w toku - dodaje dr Janusz Zagórski, p.o. dyrektor zespołu Krajowy Mechanizm Prewencji w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wojciech Janczyk podkreśla, że dyskusja na temat efektywności procesów resocjalizacyjnych, prowadzonych w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych w całej Polsce, trwa od trzech lat. Dodaje, że problemy, które pojawiają się w łódzkich ośrodkach, dotykają także inne placówki w Polsce. - W efekcie NIK prowadzi właśnie w całej Polsce kontrolę skuteczności procesów resocjalizacyjnych w ośrodkach wychowawczych - mówi Janczyk. - O efektach tego badania usłyszymy za dwa, może trzy miesiące.
***
b]Poniżanie i nieludzkie traktowanie[/b]

Z raportu, przygotowanego przez rzecznika praw obywatelskich, wynika, że w ośrodkach wychowawczych i poprawczakach nie są stosowane tortury, ale za to zdarzają się sytuacje, które mogą być uznane za poniżające lub nieludzkie traktowanie.
W wyniku kontroli okazało się, że w ośrodku stosowano nieregulaminowe kary wobec podopiecznych, w innym wychowanek skarżył się na kary cielesne i używanie wulgarnych słów. Kontrolerzy opisali też przypadek, w którym wychowanków wysłano do szkoły w piżamach.
Nieprawidłości w ośrodkach często są związane z brakiem właściwego nadzoru ze strony kierownictwa placówki lub instytucji nadzoru zewnętrznego.
Jak zaznaczono w raporcie, w zakładach poprawczych prawa nieletnich są "generalnie respektowane". Mimo to kontrolerzy zwrócili uwagę, że w dwóch wizytowanych placówkach wychowankowie nie mogli korzystać z zajęć na świeżym powietrzu, a tłumaczono to ich częstymi ucieczkami.
Pracownicy RPO zwrócili również uwagę na zróżnicowane warunki bytowe w poszczególnych placówkach.

***

Drogie i nieskuteczne

Z raportu NIK w 2009 roku wynika: poprawczaki są drogie i nieskuteczne.
NIK wyliczył, że miesięcznie na utrzymanie jednego wychowanka państwo wydaje nawet 18 tysięcy złotych, jednak mimo to prawie 60 procent z nich wraca na drogę przestępstwa. To o 20 procent więcej niż w przypadku dorosłych. Kontrolerzy zauważyli, że w ośrodkach zdarzają się wychowawcy, którzy nie stosują kar, są pobłażliwi i zbyt rzadko karzą podopiecznych izolatkami. Niektórzy nawet kupują nieletnim papierosy.
Każdego dnia 1,9 tysiąca nieletnich, zamkniętych w 35 poprawczakach, może korzystać z 16 sal gimnastycznych, 3 basenów, 381 komputerów podłączonych do internetu, 1,3 tysiąca kaset audio i wideo, 93 tysięcy książek i 115 kół zainteresowań. Poprawczakowi nauczyciele zarabiają tyle co koledzy w zwykłych szkołach plus 45 procent za pracę w trudnych warunkach.
NIK skontrolowała 23 placówki. Tylko jeden poprawczak (w Konstantynowie Łódzkim)
otrzymał bez żadnych zastrzeżeń ocenę pozytywną.

***

To nie są dzieci, to młodociani przestępcy

Z Jerzym Książkiem, pedagogiem, mediatorem i wychowawcą zakładu poprawczego, rozmawia Agnieszka Jasińska.

Wychowawcy ośrodków dla trudnej młodzieży przerywają milczenie. Opowiadają o pobiciach, gwałtach... Czy jest aż tak źle?

Niestety, tak. Wszystko przez to, że dzieci i młodzież w ośrodkach mają coraz więcej praw, a coraz mniej obowiązków. To jest polityka bezstresowego wychowania i popuszczania pasa. W jej wyniku wychowawcy boją się reagować w sytuacjach konfliktowych. Wolą przymknąć oczy na niektóre sprawy.

Dlaczego?

Nie chcą mieć na głowie rzecznika praw dziecka i różnych tego typu instytucji. Na przykład w zakładach poprawczych mówi się do wychowanków: "dziecko". I to już daje przyzwolenie na niewłaściwe zachowanie takiej osoby. Bo dzieciom więcej wolno. A podopieczni ośrodków to przecież nie dzieci, ale nieletni sprawcy czynów karalnych. Tak też powinni być traktowani.

Jednak skoro po stronie wychowanków są odpowiednie instytucje, to ktoś również stoi po stronie wychowawców...

Niestety, po tej stronie nie ma zupełnie nikogo. A powinien być. W systemie, jaki jest teraz, brakuje zewnętrznego obserwatora. Gdyby taki został powołany, to wychowawcy przestaliby bać się reagować na różne sytuacje. A tak trzeba milczeć, choć na co dzień ma się do czynienia z chamstwem i bezczelnością młodych ludzi. Wychowawcy dla świętego spokoju zgadzają się, aby 13-latkowie palili papierosy w ośrodkach. Co więcej, sami chodzą i kupują im te papierosy. To zupełnie bez sensu. W ośrodkach brakuje dyscypliny. Przecież w żadnej normalnej szkole nie ma przyzwolenia na palenie papierosów przez 13-latków. Ale w normalnych szkołach jednym młodym człowiekiem nie opiekuje się trzech psychologów, którzy analizują każdy ruch wychowawcy.

A co z wizytatorami, którzy zaglądają do ośrodków i kontrolują, co się dzieje?

A wie Pani, komu wierzą? Wychowawcom czy wychowankom?

Wychowawcom?

Nie. Zdarzają się sytuacje, że wizytator zamyka się w pokoju z wychowankami i prosi ich o ocenę danego wydarzenia. I to mu w zupełności wystarczy. Wersja wychowawców zupełnie go nie interesuje, czasami nawet nie bierze jej pod uwagę.

W Łodzi zdarzały się sytuacje, kiedy wychowawcy przekupywali swoich podopiecznych po to, by robili psikusy innym wychowawcom. Może dlatego tak ciężko zapanować nad dziećmi, skoro dorośli nie potrafią się ze sobą dogadać?

Trzeba pamiętać, że do ośrodków wychowawczych trafia młodzież z rozbitych i patologicznych rodzin. Ona doskonale wie, jak manipulować innymi ludźmi. Dlatego to przekupywanie tylko pozornie mogło wychodzić od wychowawców.
Rozm. Agnieszka Jasińska

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 29

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

O
Oelixus

Gorzej jak w wiktoriańskiej Anglii. Ale życie to nie film.

s
stop gwałtów

Stop gwałcenia wy kastrować

t
tramwajarz

"Ciche przyzwolenie dyrekcji", "dyrekcja nie zgłasza", "dyrekcja nic o tym nie wie".
Żenujące.

EUROPA

na pewno===mahmud ahmadineżad--jest jedynym prezydentem iranu na wieki całe !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

a
anna

I uwazasz, ze obcinanie wlosow jest gorsze od gwaltu?

a
anna

Mam wrazenie, ze nie wazny kaliber czynu, kara taka sama. Nie warto krasc bulki w sklepie, lepiej od razu milony... W czesci tych przypadkow z "trudna mlodzieza" to karac sie powinno rodzicow. Poza tym za wagary taka kara? Zamkniecie w osrodku?! No bez przesady... I tez powinni sie zastanowic czy takich prawdziwych mlodocianych przestepcow nie sadzic po prostu jak doroslych i do kicia. Wsadzanie wagarowicza z bandytami do jednego pokoju to w ogole skandal!

b
bdfbdf

i prawidlowo tez bym dojebal po kolei kazdemu tylko nie wiem czy bym nie poszedls iedziec bo bym chyba zajebal ich

K
Kuźwa

Homoseksualna kultura. Homo należy karać. Jak w Iranie.

S
SOCJOLOG

TĄ KADRĘ TO O D... POTŁUC...... DZIECIAKI ZA WAGARY ZAMYKAĆ Z DZIECIAKAMI ZA MORD, I CO TO ZA ROZPIĘTOŚĆ WIEKOWA 13 LAT , 18 LAT TYCH WYCHOWAWCÓW ALBO PRZESZKOLIĆ ALBO WYLAĆ NA ZBITY PYSK

T
Tajemnicza

Byłam tam codziennie mnie boli w niewidocznych miejscach,klepali po tyłku wchodzi do
pokoju kiedy chcieli,zabierali jedzenie,wchodzili nam (dziewczyną )pod prysznic gwałcili a co gorsza
ucinali włosy!

o
ona25

Pomysl jak sie czuje dziewczyna/kobieta ktorej ktos zadrze majtki i sila wezmie?
To jest nasza intymnosc, nikt nie ma do niej prawa! Nikt!

A jak facet ma ochote, to niech idzie do burdelu, niech sb znajdzie kogos w normalnej relacji. To co piszesz jest g*****. Nieraz mam ochote na czekolade, ale umiem sie powstrzymac i jej nie kradne. A na nią zapracuje i kupię

x
xxxxxxxxxxxx

pomyśl jak czuje się mężczyzna któremu chce się seksić, albo gdy masz ogromną ochotę na czekoladę.

N
Nie Osiągalny

A czego ty oczekujesz np. 70 osob w jednej placówce kazdemu nudzi sie po szkolnych zajeciach to g***** pomysly przychodza do glowy

m
magda

po prostu masakra !!!!! zajebać ich wszystkich

e
ewelina

dla mnie osoby które gwałcą to osoby chore psychicznie !!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3