W szpitalu Barlickiego pacjent zmarł po operacji nosa. Lekarze zeznawali przed sądem

Wiesław Pierzchała
Wiesław Pierzchała
Sędzia Anna Starczewska (na zdjęciu) dociekała, czy na sali chorych był monitor
Sędzia Anna Starczewska (na zdjęciu) dociekała, czy na sali chorych był monitor archiwum Polska Press
Rutynowa operacja zamieniła się w koszmar i tragedię. Młody pacjent szpitala im. Barlickiego zmarł tuż po zabiegu korekty nosa i przegrody nosowej.

- Ten zgon to największa zagadka szpitala im. Barlickiego. Nie znam przyczyny tej tragedii. Była ona szokiem dla nas wszystkich - mówił w śledztwie jako świadek 46-letni Marcin D., laryngolog z „Barlickiego”.

Jego zeznania odczytała w poniedziałek (7 grudnia) sędzia Anna Starczewska w Sądzie Rejonowym Łódź - Śródmieście. Toczy się w nim proces trojga lekarzy z „Barlickiego” w związku z nagłą śmiercią ponad 20-letniego pacjenta Marcina O. Ucierpiał on w wypadku samochodowym. Dlatego postanowił dokonać korekty nosa, który był zniekształcony, i przegrody nosowej. Z tego powodu trafił do „Barlickiego”. Niestety, niemal „kosmetyczna” operacja zakończyła się śmiercią pacjenta.

CZYTAJ WIĘCEJ: W szpitalu im. Barlickiego 22-latek zmarł po operacji nosa

W sprawie tej na ławie oskarżonych zasiada 67-letni Edward L. - lekarz, który operował. Śledczy zarzucają mu, że naraził pacjenta na utratę zdrowia lub życia poprzez brak po operacji prawidłowej hemostazy, co doprowadziło do os-trej niewydolności oddechowej i do śmierci pacjenta. Druga oskarżona to 75-letnia prof. Julia K.-J., która w dniu tragedii była ordynatorem Oddziału Klinicznego Chirurgii Plastycznej w szpitalu im. Barlickiego i naraziła Marcina O. na utratę zdrowia lub życia w ten sposób, że nie dopełniła swoich obowiązków i zgodziła się na operację mimo braku w szpitalu sali pooperacyjno--wybudzeniowej. Trzeci oskarżony to 71-letni prof. Wojciech G., który jako ordynator Oddziału Klinicznego Anestezjologii i Intensywnej Terapii w szpitalu im. Barlickiego nie utworzył sali pooperacyjnej i w ten sposób naraził pacjenta po wybudzeniu ze znieczulenia, co wiąże się z brakiem prawidłowej opieki pooperacyjnej. Tyle zarzuty prokuratury. Oskarżonym lekarzom grozi do pięciu lat więzienia.

w poniedziałek jako świadkowie zeznawali pracownicy „Barlickiego”. Wśród nich był wspomniany laryngolog Marcin D., który wyjaśnił, że przy pacjencie pojawił się po operacji, aby zatamować mu krew poprzez założenie tamponu.

Świadek przyznał, że Marcin O. bardzo krwawił. Krew leciała z nosa i gardła. Ratując pacjenta Marcin D. nie wiedział, co jest przyczyną krwotoku, gdyż nie przebywał z nim od początku.

Kolejnym świadkiem był 40-letni lekarz Ireneusz S., który asystował oskarżonemu Edwardowi L. podczas operacji. Pamiętał, że Marcin O. do szpitala został przyjęty dzień przed zabiegiem, ale nie pamiętał, czy przeszedł jakieś badania. Świadek nie był do końca zabiegu, ale za to później brał udział w reanimacji pacjenta.

- Już po operacji razem z lekarzem Edwardem L. weszliśmy do sali, gdzie leżał Marcin O. Stwierdziliśmy, że miał trudności z oddychaniem. Leżał na plechach. Był blady. Doktor L. zapytał go, jak się czuje, ale nie uzyskał odpowiedzi. Oznaczało to, że w jakimś stopniu był nieprzytomny. Pacjentowi podano tlen i natychmiast wezwano anestezjologów. Na sali nie było pielęgniarki, która pojawiła się niemal razem z nami - zeznał Ireneusz S.

CZYTAJ: W szpitalu Barlickiego pacjent zmarł po operacji nosa. Lekarze nie odpowiedzą za błąd?

Zeznawał jeszcze jeden świadek - zastępca dyrektora szpitala im. Barlickiego ds. medycznych, 62-letnia Anna M. Zeznała ona, że w dniu tragedii sala operacyjna była wyposażona zgodnie z przepisami i że w placówce nie było braków kadrowych - np. wśród pielęgniarek. Przyznała, że zgłosili się do niej oskarżeni profesorowie, Wojciech G. i Julia K.-J., którzy jednak nie potrafili wyjaśnić, dlaczego doszło do śmierci pacjenta. Wkrótce Anna M. zawiadomiła prokuraturę, aby zajęła się sprawą zgonu pacjenta.

Zaczęło się od krwotoku
Do tragedii w „Barlickim” doszło 9 lipca 2010 r.

Dzień wcześniej został tam przyjęty Marcin O., któremu lekarze mieli przeprowadzić zabieg polegający na korekcie nosa i przegrody nosowej. Według prokuratury, operacja odbyła się w godz. 8.30 - 9.30. Dziesięć minut później pacjent został wybudzony i trafił na salę z chorymi. Około godz. 10 weszli tam dwaj lekarze i stwierdzili, że pacjent ma kłopoty z oddychaniem. Okazało się, że na sali nie ma sprzętu do monitorowania chorych. Tymczasem pacjent zaczął mocno krwawić. Ponadto trzy razy ustała mu praca serca. Nieprzytomny Marcin O. trafił na OIOM, gdzie podłączono go do respiratora. Niestety, nie udało się go uratować. Zmarł o godz. 12.55. Przyczyną zgodnu była niewydolność krążeniowo-oddechowa.

wp

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Brawo!

Jest pewna szansa, że proces się zakończy jeszcze w najbliższym dziesięcioleciu!
A wtedy tylko ogłoszenie wyroku. apelacja, i ...ponowne rozpoznanie sprawy. A potem znowu z górki i jeśli któryś z oskarżonych dożyje, to będzie musiał wnieść o areszt domowy, żeby nie wsadzać stulatka do celi.

...

To byś wiedział, że obecny wiek to nie to samo co wiek z chwili zdarzenia.

d
dEstrukcjA

Czy nie powinna być już na emeryturze ? Kolejne zaniedbanie , kolejny błąd a pacjent płaci za to życiem. Chłopak miał zaledwie 20 lat , całe życie było przed nim .

Dodaj ogłoszenie