"Wędrówka Nabu": Uwrażliwiająca wyprawa w poszukiwaniu domu dobrego [RECENZJA]

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Przed premierą „Wędrówki Nabu” w łódzkim Teatrze Lalek Arlekin im. Henryka Ryla reżyser przedstawienia, Przemysław Jaszczak, podkreślał, iż jego zdaniem z dziećmi trzeba rozmawiać poważnie. Jarosław Mikołajewski, autor tekstu, dodał, że cieszy go teatr dla młodego widza realizujący ważne tematy. Spektakl zaś dowodzi, że sukces osiąga się robiąc to z czułością.

Poruszająca książeczka Jarosława Mikołajewskiego, która posłużyła za literacką bazę spektaklu, powstała pod wpływem tego, co poeta, pisarz i italianista zobaczył na włoskiej Lampedusie. O śródziemnomorskim dramacie pisał m.in. w obszernym reportażu „Wielki przypływ”, w „Wędrówce Nabu” wybrał ujmującą, poetycką formę, przeznaczoną dla dzieci i ich rodziców, pięknie zilustrowaną przez Joannę Rusinek. Przemysław Jaszczak adaptując opowieść na scenę, reżyserując spektakl i gdzieniegdzie dodając coś od siebie, zachował nienachalny, liryczny, alegoryczny styl książki Jarosława Mikołajewskiego, trzymając się tego, co jest jej istotą i nie ulegając pokusie wzbogacania dodatkowymi publicystycznymi komentarzami.

„Wędrówka Nabu” to historia niebezpiecznej przeprawy przez pustynię i morze dziewczynki, która dwukrotnie straciwszy dom w ogarniętej pożogą rodzinnej wiosce, wyrusza na poszukiwanie domów murowanych, które się nie palą. Podczas wyprawy spotyka żołnierzy, policjantów i celników, uderza głową o mur, którego nie widać, rani sobie dłonie i stopy o niewidoczne druty kolczaste. Dowiaduje się, że do czystego jeziora mogą wejść tylko ci, którzy urodzili się po drugiej stronie. A na brzegu morza próbuje wsiąść do łódki, której nie ma, więc musi przepłynąć bezmiar wody wpław... Nie ma tu dramatycznej akcji czy ogłuszających eksplozji, jest za to determinacja w dążeniu do miejsc szczęśliwych. Którymi dla Nabu są okoliczności dla nas oczywiste i codzienne. I którymi tak bardzo nie chcemy się podzielić, zaciskając oczy i zamykając uszy, a jeszcze mocniej obawiamy się stracić, coraz dobitniej uświadamiając sobie, że nic nie jest wieczne.

Widowisko zostało zrealizowane w konwencji czarnego teatru - aktorzy ubrani na czarno, z zasłoniętymi twarzami, na czarnym tle animują lalką stolikową. Centralnym punktem przedstawienia jest właśnie zachwycająca, budząca emocje, niebanalna, zapadająca w pamięć, niezwykle „żywotna” - dzięki aktorom, ale i sprytnej konstrukcji - lalka Nabu, inspirowana książkowymi rysunkami (autorką świetnej scenografii jest Aleksandra Starzyńska).

W poruszającym przedstawieniu udało się celnie i naturalnie spiąć poszczególne elementy. Wybijającą jest strona plastyczna - czysta i wysmakowana, a nieprzeładowana pomysłami reżyseria pozwala się nią spokojnie nasycić. Sceniczne sytuacje uwypukla muzyka Urszuli Chrzanowskiej, istotnym elementem są teatralne w swoim zamyśle (a nie wprowadzające do spektaklu film) projekcje autorstwa Agnieszki Waszczeniuk. Przemysław Jaszczak potraktował całość z dużą wrażliwością i szacunkiem dla pierwowzoru, świetnie komponuje kolejne sceny - chciał się też zapewne nacieszyć możliwościami „grającej” w przedstawieniu lalki, może nieco zbyt często „zmuszając” ją do „postękiwania” i gimnastyki bliższej podwórkowym zabawom niż wyczerpującej, metaforycznej wędrówce w poszukiwaniu domu dobrego.

Pierwszorzędnie przygotowaną sceniczną konfigurację kapitalnie uruchamia trójka aktorów, którzy wspólnie animując lalkę musieli się stopić w jeden rytm i oddech. Adrianna Maliszewska, Wojciech Schabowski i Michał Szostak, pozwalają Nabu zawłaszczyć scenę dziecięcą energią, a gdy trzeba niuansują jej zachowania, doskonale się uzupełniają i dobrze śpiewają (Adrianna Maliszewska zasługuje na jakiś konkretny recital). A że to takie działania, na które rzutują reakcje publiczności, ich współpraca jeszcze będzie się wspaniale rozwijać.

Ponieważ tolerancja i zrozumienie to przede wszystkim dialog, spektakl zaczyna Justyna Rogowska, pedagog „Arlekina”, zachęcająca widzów do rozmowy, a następnie narysowania tego, co kryje się dla nich pod pojęciem „dom”. Większość obrazków to rodzina - umieszczona w bezpiecznym domu z dymiącym kominem, a czasem w wielkim sercu. Cała sztuka polega na tym, by ciepło oraz życzliwość zawarte w tej wizji nauczyć się rozprzestrzeniać i poza ściany...

„Wędrówka Nabu”, dzięki swej subtelności i zdecydowaniu zarazem, jest wyjątkową lekcją empatii, akceptacji i zaangażowania. Pozwalającą żywić przekonanie, że to znacznie skuteczniejsza metoda na przekonanie nieprzekonanych i wyedukowanie niechętnych niż wrzaski oraz okazywanie wyższości. Wielkie, głębokie oczy Nabu potrafią godzić...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie