„Wesele” już w kinach: Taniec na kościach pogrzebanych w niepamięci - RECENZJA

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Michalina Łabacz i Przemysław Przestrzelski w rolach młodej, „zakochanej” pary, biorącej ślub w „Weselu”
Michalina Łabacz i Przemysław Przestrzelski w rolach młodej, „zakochanej” pary, biorącej ślub w „Weselu” Kino Świat
Przypomnieć, co postanowiliśmy nie pamiętać. Film potrafi to sprawić z wyjątkową mocą. Dlatego potrzebujemy kina Wojciecha Smarzowskiego. Tym bardziej, że jego „Wesele” to pogrzeb udawania, iż czegoś nie było.

Temat. Aktualny, bolesny, niepodejmowany w ten sposób przez innych filmowców, za którym stoi odczuwalna autentyczna potrzeba sięgnięcia właśnie po niego. To charakter kina Wojciecha Smarzowskiego, ale zarazem jego niebagatelna siła. Czasem waga tematu okazuje się znaczniejsza, niż jakość samego filmu - jak to było, moim zdaniem, w przypadku „Kleru”. „Wesele” (co istotne, z żydowską literą „L” w tytule i na plakacie) z maestrią równoważy wszystkie elementy: potęgę opowieści z precyzją narracji, intensywność emocjonalnego oddziaływania z twórczym dystansem autora, klasę poprowadzenia aktorów z sugestywnością obrazu.

„Wesele” to oczywiście indywidualny język Wojciecha Smarzowskiego - tyleż naturalistyczny, co wyjaskrawiający. To jednocześnie wykład dość łopatologiczny, momentami przechodzący w publicystykę i zbyt daleko idące uproszczenia, bez uciekania się do szczególnych metafor wykładający kawę na ławę. Ale może rzeczywiście właśnie między innymi tak trzeba rozmawiać ze współczesnym widzem, by mieć jak najbardziej masową przestrzeń rażenia i otwierać co mocniej zaskorupiałe głowy. Może inaczej trudno wstrząsnąć odbiorcą zdemoralizowanym dominującą obecnie ze wszystkich stron polityczno-społecznego sporu zero-jedynkową interpretacją współczesności i historii. Frekwencja w kinach oraz gorące dyskusje wokół filmów scenarzysty i reżysera świadczą o tym, że Wojciech Smarzowski wie o polskim widzu coś, czego może nawet nie zawsze chciałoby się wiedzieć, jest przy tym gotowy, by jego produkcje odbierać na różnych płaszczyznach. Tak też jest skonstruowane „Wesele” - od szoku, poprzez dla niektórych rechot, dla innych „przegięcie” (scena z knurem, hmmm), aż po przejmujące, złożone, niosące głęboko humanistyczne przesłanie sekwencje.

Wojciech Smarzowski śmiało, pomysłowo miesza tu dwa plany: dzisiejszy - wystawnego wesela, w którym więcej upadku niż radości oraz czasów tuż przed wojną, wojny i pogromu dokonanego w jednym z miasteczek. Historia nie jest tu retrospekcją, tylko elementem teraźniejszości - bo ona nie tyle się powtarza, co nieustannie z nami jest. Preparowana zaś dla doraźnych korzyści nie może stać się ostrzeżeniem - już parę razy byliśmy przekonani, iż „marginalne” hałasy nie przeobrażą się w to, co najgorsze. Artysta pokazuje, jak rodzi się zło, punktuje, jak łatwo swoje krzywdy próbujemy odegrać na innych, skąd już tylko krok do ślepej nienawiści. Nie stosuje taryfy ulgowej, podkreśla, że świat nie był i nie jest czarno-biały, szybko zaś zamienia się w krwisto-czerwony, jeżeli tylko nie zdobędziemy się na wyrwanie z szaleństwa. Nie grozi oskarżycielsko palcem, ale też zauważa, że okoliczności to za szybkie rozgrzeszenie, ponieważ w każdych dokonujemy wyboru. Granica jest tylko bardzo płynna. „Jeśli człowiek niszczy jedno życie, to jest tak, jak gdyby zniszczył cały świat. A jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jest tak, jak gdyby uratował cały świat” - naucza Talmud. Antoni Wilk, senior rodu głównych bohaterów filmu (ostatnia, przejmująca rola Ryszarda Ronczewskiego), dokonał obu czynów. Z czym trzeba żyć.

Korowód postaci, jaki oglądamy, to mnóstwo dobrych dużych i małych ról. Wspaniali są Agata Kulesza, Michalina Łabacz, Mateusz Więcławek, Arkadiusz Jakubik, Andrzej Chyra, Agata Turkot, Tomasz Schuchardt, Marcin Czarnik, serce ściska ostatni występ Krzysztofa Kowalewskiego. Tak samo jak zawsze jest na ekranie Robert Więckiewicz - szkoda, bo reżyser zaproponował mu znacznie więcej, niż aktor wykorzystał.

Akcja filmu rozgrywa się na prowincji, ponieważ ten weselny taniec musiał się odbywać na grobach tych, którzy ciągle krzyczą. Nie dajmy się jednak zwieść - to samo zło wędruje dziś ulicami dużych miast, określających się mianem cywilizowanych i europejskich. I tylko czeka... Wojciech Smarzowski zrobił gęsty, kipiący energią, ważny, bieżący, doskonale zrealizowany film (świetne, wymowne zdjęcia Piotra Sobocińskiego Jr. oraz znakomite muzyka Mikołaja Trzaski i montaż Krzysztofa Komandera). Nawet, gdy pewne kwestie utożsamia ze sobą zbyt łatwo to przecież i na tym polega kino, by uderzać skrótem. Na tyle celnie, aby wybić nas z komfortu bezrefleksyjności.

Nowe „Wesele” w osobistym rankingu twórczości Wojciecha Smarzowskiego ustawiam tuż obok najlepszej, według mnie, w jego dorobku „Róży”. Zawarte w nim wołanie o opamiętanie się będzie rozbrzmiewać jeszcze długo. Oby nie za długo.

Wesele Polska dramat, reż. Wojciech Smarzowski, wyst. Robert Więckiewicz, Agata Kulesza

★★★★★☆

Jesienna turystyka w Polsce

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
9 października, 0:48, am-q:

Ciągłe wałkowanie tego samego ma sprawić, że kłamstwa staną się prawdą. To filmidło dobrze wpisuje się w narracje, że to Polska jest spiritus movens II wojny św, a uczestniczyli w niej jacyś nieokreśleni naziści.

Piedrolisz przygłupie. Gdybyś chodził do szkoły to byś wiedział więcej.

a
am-q
Ciągłe wałkowanie tego samego ma sprawić, że kłamstwa staną się prawdą. To filmidło dobrze wpisuje się w narracje, że to Polska jest spiritus movens II wojny św, a uczestniczyli w niej jacyś nieokreśleni naziści.
Dodaj ogłoszenie