Widzę Łódź: To ostatni festiwal filmowej Łodzi FELIETON

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Jakub Steinborn
Doczekaliśmy się w naszym mieście takiej oto sytuacji, że właśnie trwający Festiwal Kamera Akcja jest jedynym w Łodzi festiwalem prezentującym na taką skalę filmy fabularne.

Podkreślmy - w mieście, które ciągle buńczucznie (ale i humorystycznie, jak rozumiem) nazywa siebie Łodzią Filmową, w którym odbywały się dobrze wymyślone i realizowane z ogromną pasją Forum Kina Europejskiego Cinergia, niezapomniany, światowej klasy Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage (wokół którego znowu zamieszanie, tym razem w Toruniu), czy nieszczęsny, bo zbyt pretensjonalnie i bez szczególnego wyróżnika prowadzony Transatlantyk Festival pozostał nam energetyczny, ale jednak ze swojego założenia i możliwości organizatorów skazany na potrzebną niszę Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja. Wydarzenie, które powinno stać się zaczynem konstruktywnej, dogłębnej i w końcu mającej realny wpływ na decyzje urzędników krytyki myślenia władz miasta o filmowym dorobku i przyszłości Łodzi. Przyszłości, która z przeszłości powinna wynikać, a nie się nią podpierać w piarowskich materiałach. Niedługo w EC1 rozpocznie działalność Narodowe Centrum Kultury Filmowej, które znajdzie pewnie też przestrzeń na festiwal, ale mam coraz większe obawy, iż nie będzie to wydarzenie wykreowane w Łodzi, lecz znów raczej coś się z Polski „zaciągnie”. O tym, że dobre festiwale filmowe robić warto, świadczą te „hulające” chociażby we Wrocławiu, w Warszawie, czy Krakowie, ściągające turystów, doskonale promujące miasta, w których się odbywają, a przede wszystkim wzmagające ich rozwój, ponieważ inteligentnie i konsekwentnie wspierana kultura takim właśnie doskonaleniem się jej otoczenia odpracowuje poniesione inwestycje. Warunkiem jest, by nie była to kultura ideologiczno-propagandowa (niezależnie, jak się okazuje, od opcji) oraz - jak się to już okazuje wyjątkowo w Łodzi - organizowana z zachwytu celebryckością. Przykładem jest namiastka wymęczonego pomysłu festiwalu muzycznego Great Semptember, który odbywa się w October. Miasto wmówi nam, że się mamy z niego cieszyć, choć od początku było wiadomo, że idei firmowanej między innymi przez Artura Rojka, obmyślonej na inne miasto, nie da się tak prosto przenieść na takie miasto jak Łódź, tylko dlatego, że popularny muzyk stworzył już gdzieś świetny festiwal, a pani prezydent zrobi sobie z nim zdjęcie (z artystą, nie festiwalem). Tak się robi zabawę za publiczne pieniądze, nie kulturę Łodzi filmowej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wystawa "Biczowani" w galerii ORAC

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie