Wi-Ma i jej "perły" świętują. Od doliny kreatywnej do...

    Wi-Ma i jej "perły" świętują. Od doliny kreatywnej do projektu społecznego [ZDJĘCIA]

    Łukasz Kaczyński

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Wi-Ma, Zakłady Przemysłów Twórczych, Łódź
    1/23
    przejdź do galerii

    Wi-Ma, Zakłady Przemysłów Twórczych, Łódź ©Krzysztof Szymczak

    W sobotę o godz. 17 miana szyldu przypieczętowała proces, który trwa od pięciu lat. Zakłady Przemysłu Bawełnianego oficjalnie zmieniły się w Zakłady Przemysłów Twórczych.
    Wi-Ma, skrót od przedwojennej Widzewskiej Manufaktury, w 1992 roku przywrócony, pozostaje. Szyld, przy dźwiękach afrykańskich bębnów pomogą zmienić tancerze z grupy LineAct, spece od karkołomnych akrobacji na elewacjach. To najnowszy rezydent dawnego Towarzystwa Akcyjnego Widzewskiej Manufaktury Bawełnianej, mierzące 150 ha imperium tekstylnego Juliusza Kunitzera i Juliusz Heinzla, które powstało w latach 80. XIX w.

    Urodzin nowej Wi-My odbyły się na 2. piętrze budynku „B”. W programie znalazły się koncerty, zwiedzenie pracowni, poznawanie ich twórców, 6. Noc Wytwórców w FabLabie, pracowni zrzeszającej kilkadziesiąt osób z różnych dziedzin technologicznych i artystycznych. Teatr, muzyka i spółdzielnia dla konstruktorów - o co w tym chodzi? Dziś wiedza o tym, czym ma być to miejsce jest znacznie większa niż w 2011 roku, gdy na jednej z dyskusji Regionalnego Kongresu Kultury w Łódzkim Domu Kultury ktoś wstał, przedstawił się i zaprosił wszystkich do Wi-My na rozmowę o niej. Magistrat miał już wtedy w ręku strategię Łodzi jako Centrum Przemysłów Kreatywnych (od początku przyjmowaną z rezerwą), a na RKK nie brakowało autorytetów z dziedziny sztuki i kultury, ale - jak to bywa - głównie teoretyzowano. Zamiast tego Stanisław Zaręba, wiceprezes Wi-My zaproponował praktykę. I 6 hektarów postindustrialnej przestrzeni na twórcze lub jak kto woli kreatywne inicjatywy. - Gdy skończyłem część osób rzeczywiście klaskało, a w kuluarach jedni mówili: „Czego się panu od życia chce? Tu tego nie da się tego zrobić”, a spora grupa młodych deklarowała, że chcą wejść w to czy mi się uda - wspomina Zaręba. - A ja im mówiłem: nie „mi się uda”, tylko „nam”. Bo to jest pomysł dla nas, wspólnie.

    Akademia Prototypowania i Fabrykacji. Kołyska "buja" w reakcji na płacz, a rower ładuje akumulatory

    W gabinecie wiceprezesa są trzy obrazy Tadeusza Romana. Ujął on okolice Wi-My w kształcie powojennym: nieistniejącą „czapę” wieży przędzalni, domki tkackie na tle wielkiej płyty, tramwaj na ul. Armii Czerwonej (od 1990 roku al. Piłsudskiego), a w tle wciąż istniejący kantor, najstarszy budynek fabryki. Tej Wi-My już nie ma. Nie ma też tej, którą Zaręba zastał, gdy jego firma, Grupa Zamateks, została tu udziałowcem, a gdy sytuacja finansowa fabryki zaczęła się pogarszać - wyrokiem Sądu Najwyższego także strategicznym udziałowcem.

    - Dowiedzieliśmy się o tym, gdy weszli komornicy. Z żoną przeżyliśmy dramat. Ale wyszliśmy z tego - wspomina. W 2009 roku działalność ostatniej przędzalni w Łodzi wygaszono, maszyny sprzedano, długi spłacono. Na wielką rewitalizację potrzeba było wielkiego inwestora (koszt to ok. 300 mln zł), fabryka ma status zabytku i, jak mówi Zaręba, dziś nie można wejść tu z mieszkaniówką (choć blisko są bloki), szpitalnictwem i galeriami (jak wyżej). Przy przychylności partnera biznesowego z Krakowa, który kupił udziały poprzedniego zarządu, zdecydowano poszerzać listę istniejących firm o branżę przemysłów kreatywnych. - Wiedzieliśmy, że nie podlegamy np. kalendarzowi politycznemu, że możemy sobie pozwolić na działania na dłuższym dystansie - mówi Zaręba.

    CZYTAJ DALEJ NA KOLEJNEJ STRONIE
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo